Spis treści
Niekwestionowana gwiazda Konkursu Piosenki Eurowizji ze Szwecji kazała fanom nieco zaczekać na swój kolejny album. Ostatni ukazał się ponad osiem lat temu. Nie ulega jednak wątpliwości to, że drugą wygraną w międzynarodowym konkursie, którą w 2023 roku osiągnęła za sprawą utworu "Tattoo", artystka wykorzystała o wiele lepiej w porównaniu z pierwszym zwycięstwem z "Euphorią". Dziś Loreen zapowiada nowy etap w swojej twórczości, jednocześnie uderzając w nostalgiczne brzmienia ze swoich początków.
Loreen wydała "Wildfire". Fani czekali kilka lat
Piosenkarka, tak jak wielu jej kolegów ze szwedzkiego show biznesu, przebiła się do świadomości słuchaczy poprzez program "Idol". Po kilku latach nieobecności zaistniała w preselekcjach do Eurowizji, które za drugim podejściem wygrała z "Euphorią". Następnie wygrała międzynarodowy finał, otwierając sobie drzwi do światowej kariery. Jeszcze w 2012 roku opublikowała debiutancki album "Heal". Szybko jednak zniknęła z pierwszych stron gazet i skupiła się na koncertowaniu, pozostawiając fanów w niedosycie. Drugi krążek "Wild" ukazał się pod koniec 2017 roku. Ponad osiem lat później - i zarazem prawie trzy lata od drugiej wygranej na Eurowizji - Loreen wraca z "Wildfire". Dziś jest już multiplatynową artystką z wyraźnie zarysowanym pomysłem na dalszą twórczość. Właśnie dlatego na nieco spóźniony album warto było poczekać.
Kwintesencja Loreen? Wśród twórców Sia i inni uznani artyści
"Wildfire" zawiera trzynaście utworów, w tym zwycięskie "Tattoo". Z twórcami eurowizyjnego przeboju Loreen stworzyła do tego utwór "Set me free". Nie ogranicza się jednak do szwedzkich produkcji - właśnie to było przyczyną, dla której wydanie albumu zajęło sporo czasu. Gwiazda ewidentnie szukała dla siebie dogodnego miejsca, lawirując między krajami, aż w końcu zawiązała umowę z wytwórnią we Francji. Nowe wydawnictwo zapowiadały single: "Feels Like Heaven", który współtworzyła australijska gwiazda Sia; tytułowe "Wildfire" oraz "Coming Close".
Za albumem Loreen stoją też między innymi Jesse St. John, znany z utworów napisanych dla Charli XCX czy Britney Spaers; Jesse Shatkin - współpracownik Sii czy Jennifer Lopez, jak i trzykrotnie nominowany do Grammy Stephen "Koz" Kozmeniuk. W autorach znajdziemy także szwedzko-palestyńskiego producenta Ramiego Yacouba. Zbieranina nagradzanych twórców z różnych rynków muzycznych nie przekreśliła jednak jednego: autentyczności Loreen i jej wierności tak swojemu charakterystycznemu brzmieniu, jak i berbersko-marokańskim korzeniom.
Gwiazda połączyła swoją nową erę z nostalgią
Część utworów z krążka jest przewidywalna, jak gdyby nawiązująca do pierwszych, bardziej tanecznych propozycji w karierze Loreen. Na myśl przychodzi wręcz pierwsza eurowizyjna propozycja Loreen - "My heart is refusing me" z 2011 roku. Z drugiej strony, dość efemeryczne numery takie jak "Melt" czy "Kiss the sky" potwierdzają, że artystka nie stawia tylko na nostalgię i bycie "klasyczną Loreen", ale jest także gotowa na nowoczesną, bardziej alternatywną erę swojej kariery.
Jak sama pisze o albumie, konfrontuje się w utworach z życiowym chaosem i tym, co do tej pory było dla niej niewygodne. "Wildfire" to zatem wszystko to, czego fani Loreen od niej oczekują: pokłon w stronę przeszłości i dorobku wokół Eurowizji, wysoka jakość i multikulturowe oblicze, a także coś nowego, zachęcającego do dalszego śledzenia kariery tak, że na chwilę można zapomnieć o stereotypowym patrzeniu na jej komercyjne dokonania. W ramach trasy "Wildfire" Loreen wystąpi w warszawskiej Stodole już 3 października br. Ocena albumu: 9/10.