Spis treści
Głośne zbiórki i rekordowe kwoty
Wielkim sukcesem dobiega końca niezwykła charytatywna inicjatywa, która zelektryzowała internautów w całym kraju. Influencer Patryk Garkowski, funkcjonujący w sieci jako Łatwogang, zorganizował dziewięciodniowy maraton, podczas którego bez przerwy odtwarzał utwór "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)" autorstwa Bedoesa oraz Mai Mecan, podopiecznej fundacji Cancer Fighters. Wszystkie środki wygenerowane przez wyświetlenia piosenki mają zostać przeznaczone na pomoc osobom zmagającym się z nowotworami.
Początkowe założenia mówiły o zebraniu pół miliona złotych. Szybko okazało się, że wyjątkowy pomysł YouTubera przyciągnął ogromną uwagę i znacznie przekroczył oczekiwania. Na niecałe dwie godziny przed końcem transmisji na żywo, suma z trzech uruchomionych zbiórek przekroczyła oszałamiające 140 milionów. Akcję Łatwoganga wsparło osobiście wiele znanych postaci z polskiego show-biznesu.
W trakcie maratonu mieszkanie influencera odwiedzili między innymi aktorzy z serialu "1670", Borys Szyc z żoną, Cezary i Edyta Pazurowie, Doda, Martyna Wojciechowska oraz Sanah. Wśród gości znaleźli się także aktorzy znani z "Rodzinki.pl", w tym Julia Wieniawa. Obecność piosenkarki skłoniła do pytań o inną słynną charytatywną inicjatywę. Przypomniano licytację z 34. finału WOŚP, kiedy to gwiazda zaoferowała wspólną "nocowankę".
Zobacz również: Maciej Kurzajewski zgolił głowę na antenie Polsatu. Charytatywna zbiórka Łatwoganga pobiła rekord Guinnessa
Julia Wieniawa ujawnia prawdę o licytacji. "Padłam ofiarą trolli"
Propozycja Wieniawy spotkała się z ogromnym zainteresowaniem, choć budziła też pewne kontrowersje. Aktorka oferowała zwycięzcy aukcji możliwość spędzenia nocy w urokliwym miejscu na Mazowszu w towarzystwie maksymalnie pięciu osób. W programie spotkania przewidziano wspólną kolację, maraton filmów, śpiewanie karaoke, degustację zdrowych przekąsek oraz poranny trening aerobowy.
Swoje zainteresowanie aukcją zgłaszał otwarcie Amadeusz Ferrari, znany z gal FAME MMA, deklarując chęć przebicia każdej stawki, pod warunkiem, że spotkanie odbyłoby się w Tajlandii, gdzie rezyduje. Licytacja ostatecznie zakończyła się wynikiem 100 250 złotych. Mimo upływu czasu, nie pojawiały się żadne informacje o realizacji wygranej. Dopiero teraz wyszło na jaw, że osoba, która złożyła najwyższą ofertę, zrezygnowała z udziału i nie uregulowała należności.
Goszcząc u Łatwoganga, Julia Wieniawa wprost przyznała, że wylicytowana kwota nigdy nie trafiła na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Podkreśliła również, że niektórzy uczestnicy licytacji, którzy wykorzystywali ją do zdobycia rozgłosu, od początku nie zamierzali przekazać obiecanych pieniędzy.
Zobacz również: Julia Wieniawa na streamie u Łatwoganga! Całowała się z... Adamem Zdrójkowskim!
"Nie ukrywam, że padłam ofiarą trolli, którzy podbijali stawkę. Mimo że w trakcie licytacji sprawdzali, czy ktoś rzeczywiście jest w stanie zapłacić, to ktoś się wycofał i w ogóle nie zapłacił hajsu. Powiem wam, że wszystkie osoby znane, które chciały się na tym wybić, tak naprawdę wcale nawet nie chciały wpłacić. Odzywali się do osób, które były drugimi albo trzecimi licytującymi i już nie chcieli wpłacić - podsumowała gorzko Wieniawa."