Spis treści
Rodzina żegna legendę kina
Odszedł mistrz, który w życiu prywatnym grał równie intensywnie, co na scenie. Edward Linde-Lubaszenko zostawił po sobie nie tylko wybitne role, ale i barwne wspomnienia. Kochał życie i kobiety – żenił się czterokrotnie, a o jego sercowych podbojach krążyły legendy. Sam z dystansem i uśmiechem przyznawał, że nie potrafił odmawiać płci pięknej. Dzieci, Olaf i Beata, poszły jego śladem, kontynuując aktorską dynastię. Podczas ostatniego pożegnania to właśnie oni stanęli przed zgromadzonymi, by wygłosić najważniejszy i najtrudniejszy monolog w ich wspólnej historii.
Zobacz również: Pogrzeb Edwarda Linde-Lubaszenki przyciągnął tłumy. Kto towarzyszył mistrzowi w ostatniej drodze?
Ostatnia rola przed wielką ciszą
Artysta nie schodził ze sceny niemal do samego końca. Symboliczna kurtyna zapadła we wrześniu w Teatrze Narodowym, gdzie po raz ostatni wcielił się w postać legendarnego Stańczyka. Na widowni nie zabrakło najbliższych. Dla Beaty Chyczewskiej był to moment szczególny, bo widziała ojca, który mimo upływu lat wciąż hipnotyzował publiczność. Aktor czuł, że to jego ostateczne pożegnanie z krakowskim środowiskiem i teatrem, który tak kochał.
„Prawie do samego końca byłeś aktorem czynnym. Kiedy we wrześniu grałeś wspominanego to już Stańczyka, byłyśmy z Tosią na widowni. Bardzo dumne z ciebie. Bo byłeś wciąż sobą, wciąż skupionym, obecnym. To był dla ciebie ważny występ, bardzo symboliczny. Od dawna już czułeś, że jest ostatni. Żegnałeś się w ten sposób ze sceną, z Krakowem, z Teatrem Starym, ze swoimi przyjaciółmi” - mówiła podczas mszy Beata Chyczewska.
Wnuk, którego nie zdążył przytulić
Choć ciało odmawiało posłuszeństwa, umysł Edwarda Linde-Lubaszenki pozostawał jasny i głodny wiedzy. Nawet gdy pamięć płatała figle, on wciąż dzwonił do córki, dopytując o wydarzenia na świecie. Niestety, nie zdążył poznać tej jednej, najważniejszej wiadomości. Los bywa przewrotny – zaledwie cztery dni po śmierci artysty, na świat przyszedł jego wnuk, Julian Edward. To właśnie o nim mówiła zapłakana córka aktora, składając tacie wzruszającą obietnicę.
„Zawsze chciałeś wiedzieć, rozumieć, co się dzieje i mieć swoje zdanie na ten temat. Nawet kiedy pamięć zaczynała cię zawodzić, ciągle dzwoniłeś do mnie i pytałeś, co słychać na świecie” - powiedziała.
„Więc odpowiadam, tato. Wydarzyło się coś bardzo ważnego. Dwunastego lutego urodził się twój wnuk, Julian Edward. Cztery dni po twoim odejściu. Ale opowiemy mu wszystko o tobie. O tobie w teatrze, o twoim zamiłowaniu do sportu, matematyki, do medycyny. O twojej niezwykłej inteligencji, wolności i niezależności. O twojej odwadze myślenia. Wymagającym, ale wiernym sercu i przede wszystkim o twoim śmiechu” - obiecała w dalszej części przemowy.
„Bo najbardziej brakuje, tato, dzisiaj właśnie tego. Kogoś, kto jednym zdaniem potrafi rozbroić smutek, a cierpienie obrócić śmiech. I wiem, że wolałbyś, żebyśmy dzisiaj nie pokręcali się wyłącznie w smutku. Wiem, że chciałbyś, żeby każdy z nas tu obecnych choć przez chwilę uśmiechnął się na twoją cześć” - przekazała córka zmarłego artysty.