Spis treści
Bruno Mars taki, jakiego znamy
Bruno Mars aż 10 lat kazał czekać na solowy album. Co prawda po drodze pojawił się projekt Silk Sonic, ale nie każdy był fanem tego eksperymentu. Teraz solowe "The Romantic" jest już dostępne. To nie jest płyta, której przesłuchanie zajmie mnóstwo czasu. Artysta oferuje nam zaledwie 9 nowych kawałków, których tematyka jest spójna. Jak już sugeruje tytuł albumu, Bruno Mars pokazuje się nam od swojej najbardziej romantycznej strony. Śpiewa o miłości, a towarzyszą temu tradycyjne produkcje i aranżacje orkiestrowe. To nie są tylko ballady. Są też numery "pod nogę", jak choćby singiel "I Just Might". Bruno przypomina nam też, że jest znakomitym wokalistą. Mój problem z płytą "The Romantic" jest taki, że to wszystko już było. Ten projekt nie dodaje niczego nowego do dyskografii Marsa. Tego dobrze się słucha, ale pozostaje niedosyt. Jest jednak coś, co było miłą niespodzianką.
ZOBACZ TAKŻE: Koniec złotej ery koncertów w Polsce? Coraz więcej światowych gwiazd pomija nasz kraj! Dlaczego? [ANALIZA]
Latynoskie brzmienia na "The Romantic"
Już na samym początku "The Romantic" może zaskoczyć tych, którzy nie znają dobrze życiorysu Bruno Marsa. Album otwiera piosenka "Risk It All", która przepełniona jest latynoskim brzmieniem, a konkretnie mariachi. Ten utwór, choć napisany jest w języku angielskim, spokojnie mógłby znaleźć się w czołówce meksykańskiej telenoweli. To brzmi dobrze i powtarza się też w innych utworach. To jedyny element "The Romantic", który jest świeży. Dobrze, że artysta wpadł na taki pomysł, tym bardziej że jest to z nim bardzo spójne. Bruno Mars urodził się na Hawajach, ale ma pochodzenie portorykańskie. Zastosowanie latynoskich brzmień to forma ukłonu w stronę społeczności latynoskiej w bardzo trudnym dla nich czasie.
ZOBACZ TAKŻE: Bad Bunny na Super Bowl z mocnym politycznym przesłaniem! Jeden moment chwycił za serce
Kobiety mają trudniej
Czy "The Romantic" to zła płyta? Nie, natomiast na pewno nie jest innowatorska. Zadowoli tylko tych, którzy kochają dawnego Bruno Marsa i nie potrzebują nic więcej. Tak często się dzieje w przypadku odbiorców męskich gwiazd popu. Ed Sheeran czy The Weeknd też mogą cały czas wydawać podobne do siebie płyty i nikomu to nie przeszkadza. W przypadku "The Romantic" pewnie będzie podobnie. U kobiet by to nie przeszło! Publiczność jest o wiele bardziej wymagająca jeśli chodzi o kobiecy pop. Kiedy Lady Gaga wydała "Mayhem", były głosy, że się nie rozwija i odgrzewa to, co robiła dobrze 15 lat temu. Słuchacze twierdzili, że Taylor Swift cały czas nagrywa to samo, śpiewa o tym samym i jest już nudna. Gdy jednak wydała album jako "showgirl", to krytycy nazwali go najgorszym w jej karierze. I tak można długo wymieniać. Bruno Mars ma to szczęście, że nie jest kobietą.
Ocena albumu
6.5/10