Spis treści
Choć postać Oliwki, granej przez Anię Szymańczyk, doskonale sprawdziła się w roli protagonistki w "Nic na siłę", serca widzów skradli Jan (Artur Barciś) i Halina (Anna Seniuk). Widzowie, ze mną włącznie, nawoływali nawet, by ta postrzelona dwójka otrzymała własny film. I tak oto powstało "Podlasie".
Wracamy do Bodziek. "Podlasie" to nietypowa kontynuacja
Zamiast "Nic na siłę 2", jest "Podlasie", w końcu gdy wywracamy fabułę do góry nogami, tytuł też musi (a przynajmniej powinien) ulec zmianie. "Tak, tytuł jest inny. Główna bohaterka też jest inna, czy główni bohaterzy, ale to jest to samo uniwersum. To są ci sami ludzie, których widzowie pokochali w pierwszej części" - wyjaśniła w naszej rozmowie Ania Szymańczyk, która tym razem zeszła na drugi plan. Jak zniosła oddanie sterów pani Annie Seniuk?
Jest mi bardzo miło, że to akurat ona. [...] No wiadomo, że ambicjonalnie dosyć kiepsko [było oddać stery - przyp. red.], ale pani Ania jest taką aktorzycą wspaniałą... mówię to słowo aktorzyca z całym szacunkiem i sympatią. Lubię oglądać ją w pracy i było mi bardzo miło, że mam z nią kilkanaście scen i że mogę z nią grać. I to było wspaniałe spotkanie. Zresztą w ogóle miło się wracało na to Podlasie i był to fajny czas - skwitowała.
PRZECZYTAJ TEŻ: Gra znienawidzoną postać w "Na Wspólnej". Zdradziła, jak traktują ją fani
Sukces był murowany, "Podlasie" dopełni dzieła
Zapytałam Anię, czy kręcąc "Nic na siłę" spodziewała się, że ta kameralna komedia zyska taki rozgłos - w końcu aktorzy i filmowcy niejednokrotnie przeżywają nie lada szok dowiedziawszy się o sukcesie danej produkcji (spójrzmy choćby na case "Gorącej rywalizacji").
Wiesz co, ja bardzo wierzyłam w to, że te pejzaże i ta historia, która jest prosta i dzięki temu urokliwa i trafiająca do szerokiego widza, że to będzie miało oglądalność, bo też trzeba powiedzieć o tym, że Netflix jest platformą międzynarodową i to nie tylko Polacy oglądają ten film. Jest bardzo dużo zagranicznych widzów, którzy się po prostu zakochują w tych pejzażach.
Mamy zupełnie unikatową faunę i florę na tej północy kraju, zresztą mam wrażenie, że w tej części jest jeszcze więcej tych obrazów natury i to jest na pewno też ogromna siła tego filmu. A przy okazji jakaś szczerość uczuć i prostota, która jest w tym filmie. Myślę, że i w pierwszej części i w drugiej jest to zaletą, że to po prostu chwyta za serce - przyznała.
Filip Gurłacz, filmowy Wojtek, stwierdził natomiast, iż nie spodziewał się, że przyjdzie nam jeszcze kiedyś powrócić do Bodziek, ale szczerze na to liczył.
Nie, nie spodziewałem się, ale liczyłem na to, bo bardzo dobrze wspominałem pracę przy pierwszej części, więc teraz miałem nadzieję, że to powstanie, no i nie zawiodłem się. Super była ta praca przy drugiej części - powiedział w naszej rozmowie.
Nowa część to i nowe gwiazdy w obsadzie. "Robiłem, co mogłem"
W "Podlasiu" do wesołej ekipy z Bodziek dołączyli nowi bohaterowie, grani przez Joannę Trzepiecińską ("Spadek"), Wiktora Zborowskiego ("Dalej jazda!") i Piotra Pręgowskiego ("Ranczo"). Jak się odnaleźli?
Wspaniale się odnaleźli. Wiesz, to są tuzy. Pamiętam, jak przyszedłem na dzień zdjęciowy, byłem po charakteryzacji i kostiumach i poszedłem do swojego kampera, który nie wiedziałem nawet, że został mi przydzielony, żebym go współdzielił z panem Wiktorem Zborowskim. Więc jak wszedłem, to miałem takie: "Matko, ale będę zadawał pytania". I faktycznie zacząłem zadawać pytania, a pan Wiktor zaczął mi opowiadać o rzeczach, do których my nie mamy już dostępu i nie przeżyjemy tego, bo [to] znak czasów. Więc mówimy tutaj o doświadczonych aktorach i aktorkach. Czy to Joasia Trzepiecińska, czy Piotrek Pręgowski, czy właśnie wspomniany wcześniej Wiktor Zborowski, no to są tuzy, oni naprawdę już tyle grali, że nowy plan nie zrobił na nich wrażenia. Wręcz przeciwnie, ja z uśmiechem i radością patrzyłem, z jaką swobodą oni potrafią kreować te swoje postacie - powiedział mi Filip Gurłacz.
i
Joanna Trzepiecińska gra mamę Oliwki i córkę Haliny.
Natychmiast weszła i po prostu miała tę energię tej postaci. Zresztą ma bardzo zabawny wątek, grany razem z Filipem Gurłaczem, i bardzo mi się on podoba. Są fajne zabiegi w tym filmie zastosowane na to, jak kto kogo widzi, jak miłość nakłada nam czasami różowe okulary. Mi się z "panią mamą" bardzo dobrze pracowało.
Była też bardzo otwarta na mnie, więc było to miłe spotkanie, aczkolwiek myślę, że to było spotkanie trzech aktorek, z których każda ma charakterek i temperament. Charaktery wszystkie mamy bardzo podobne i każda z nas lubi ten zawód, który wykonuje i robi to z pasją, więc to było fajne spotkanie, takie też międzypokoleniowe - przyznała Ania.
Piotr Pręgowski gra zaś charakternego księdza, który nie ma za grosz cierpliwości do wyskoków Haliny. Jest to nieduża, acz zapadająca w pamięć rola.
Jak zabrałam się za tę rolę, starałam się być taki bardzo konkretny, prezentować pogłębioną wiarę, jednocześnie dystans do świata, do tego, co nas otacza. Ta rola nie była taka może taka duża - powiedział w wywiadzie dla ESKI.
i
Gwiazdor "Rancza" wyznał mi nawet, że oglądając gotowy film wielokrotnie zanosił się płaczem. Nie mógł też wyjść z podziwu dla obsady "Podlasia".
No robiłem, co mogłem. To na pewno była pani świadkiem tego, że tam niekoniecznie dawałem radę, że tak powiem, bo tam koledzy tak pięknie zagrali. Nie ukrywam, słuchajcie, muszę wam powiedzieć prawdę, oglądałem to i się tyle razy wzruszyłem. Muszę się też przyznać, że płakałem w kilku momentach rzewnymi łzami. Zagrali tak pięknie, wszyscy bez wyjątku, i jestem przekonany, że siłą tego filmu jest to, że pomimo tej konwencji takiej żartobliwej i tego świata jaki tam widzimy, to jest bardzo głęboki i prawdziwy. To nie jest taka błaha komedia. Ona jest głęboka, wzruszająca, no zresztą sami zobaczycie, mam nadzieję. [...] To jest taki świat, jaki chcielibyśmy, żeby był. Świat i ludzie są odrobinę niedoskonali, ale ten film daje taką dawkę nadziei i aż trudno uwierzyć, że mogą być takie miejsca i tacy ludzie.
Ekipa przyjęła "nowe nabytki obsadowe" z otwartymi ramionami, a na planie panowała ponoć taka atmosfera, że aż idzie pozazdrościć.
Znam się z Arturem [Barcisiem], znam się tam z wieloma osobami, kolegami z planu. Artur, gratuluję ci. To, co zrobiłeś w tym filmie, to to przechodzi ludzkie pojęcie. Ania [Seniuk], po prostu geniusz. To jest niesamowite. Z wami występować to jest zaszczyt. To nawet nie jest już przyjemność. Także ja dziękuję serdecznie ludziom zaangażowanym w to, że zaprosili mnie do tego projektu. Przyjęcie było niezwykle sympatyczne, takie oczywiste. Taka urocza codzienność po prostu. Było to bardzo miłe. Wydaje mi się, że ci ludzie tacy są i to są takie chwile, kiedy jesteśmy na planie, że nasze codzienne sprawy, czy może nawet jakieś problemy, niekoniecznie jakieś wielkie, one idą na bok i tutaj jest takie inne życie przez chwilę. Ja broń Boże nie mówię, że na innych planach jest źle, to nie o to chodzi, to nawet się nie porównuje. Tutaj wszystkie okoliczności działały na to, żeby było tak jak na Podlasiu, tak jak na tym filmie.
"Aż wam zazdroszczę, że będziecie to oglądać"
Nie możemy oczywiście mówić o gwiazdach "Nic na siłę" i "Podlasia", nie wspomniawszy o takich aktorskich talentach, jak cały zastęp zwierząt.
Są takie opinie, że jak jest zwierzę na planie, to już aktor nie dociągnie, bo zwierzę zawsze jest bardziej naturalne. Ale tutaj myślę, że to było całe stado wyjątkowo utalentowane i świetnie to jest opowiedziane. Aż wam zazdroszczę, że będziecie to oglądać - skwitował Piotr Pręgowski.
Film "Podlasie" obejrzycie od 1 kwietnia w Netflixie (i nie, nie jest to prima aprilis).