"Lalka" Netflixa podzieli Polaków, ale czy poza sensacją ma nam cokolwiek do zaoferowania? - RECENZJA

Tosiagate, czyli awantura o kontynuację "Nigdy w życiu!", która spolaryzowała Polaków, wkrótce odejdzie w zapomnienie, na scenę wkraczają bowiem dwie "Lalki". Zatrzęsienie produkcji opartych na kultowej powieści Bolesława Prusa okrzyknięto już "Lalkageddonem" oraz "Lalkenheimerem" i osobiście uważam, że drugie z określeń znacznie lepiej oddaje realia tej sytuacji, gdyż podobnie jak w przypadku "Barbenheimera" (tj. jednoczesnej premiery "Barbie" i "Oppenheimera") mówimy tu o tytułach diametralnie od siebie różnych. Jak wypadła pierwsza z nich? Zapraszam do bezspoilerowej recenzji serialu Netflixa.

Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka i Tomasz Schuchardt jako Wokulski w serialu Lalka. O recenzji przeczytasz na Eska.
Autor: Robert Pałka / Netflix/ Materiały prasowe

Nie adaptacja, a reinterpretacja

Możecie zapytać, jak to możliwe, by produkcje oparte na tej samej książce diametralnie się od siebie różniły? Ano jest to możliwe, gdy jedna z nich pomyślana została jako adaptacja, druga zaś reinterpretacja. Filmowa "Lalka" w reżyserii Macieja Kawalskiego, która wejdzie do kin 30 września, z założenia jest adaptacją, czyli wiernym lub nieco bardziej swobodnym przeniesieniem literackiego pierwowzoru na ekran. Marketing jasno informuje nas, że delikatne zmiany wprawdzie będą, w końcu film to inne medium niż książka, ale trzon powieści Bolesława Prusa pozostanie zachowany. Zupełnie inaczej sytuacja prezentuje się w przypadku serialu Netflixa.

Reżyser Paweł Maślona oraz scenarzyści Paweł Demirski i Jagoda Dutkiewicz ani myślą traktować treść pierwowzoru jako nienaruszalną świętość, zamiast tego postrzegają ją jako punkt wyjścia do snucia własnej, nieco przewrotnej opowieści. Netflixowa "Lalka" jest odważna i chwilami wręcz bezczelna - a to dopiero początek jej zalet.

Ile z "Lalki" Prusa znajdziecie w "Lalce" Netflixa?

Jak na reinterpretację przystało, "Lalka" Netflixa przenosi na ekran historię beznadziejnego uczucia Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej, obierając nieco inny punkt widzenia i wchodząc w polemikę z pierwowzorem. Tym razem to Łęcka staje się centralną postacią, a całość zyskuje mocno współczesnego sznytu. Nie jest to jednak uwspółcześnienie na miarę serialowego "Sherlocka", w którym zmieniono czas akcji, a coś na kształt "Bridgertonów" i "Łowczyń" od Apple TV, gdzie realia epoki schodzą po prostu na dalszy plan, bohaterowie posługują się współczesnym językiem, a z głośników wybrzmiewa muzyka, której na próżno byłoby szukać w XIX-wiecznej Polsce.

Można by rzec, że fabularnie "Lalka" Netflixa ma tyle wspólnego z "Lalką" Prusa, co "Ród smoka" z "Ogniem i krwią" George'a R. R. Martina - czyli w gruncie rzeczy niewiele. Zanim jednak naczelni obrońcy klasyki polskiej literatury zaczną wieszać psy na Maślonie, Demirskim i Dutkiewicz, pragnę przypomnieć, że nikt wam nigdy nie obiecywał, że serial będzie wierną adaptacją powieści. Więcej - ekipa polskiego Netflixa dwoiła się i troiła, by wbić nam do głów z jakim tworem będziemy mieć do czynienia. I możemy naśmiewać się z niesmacznych, boomerskich plakatów, którymi obklejono pół Warszawy, lub użycia utworu "Creep" Radiohead w zwiastunie (który mnie akurat rozbawił), niemniej nie można im zarzucić, że nas nie ostrzegali.

Zagraniczne role Piotra Adamczyka. Nie tylko Marvel!| To się kręci
Lalka
Autor: Robert Pałka/ Netflix/ Materiały prasowe

Pod niemal każdym materiałem promocyjnym netflixowej "Lalki" znaleźć można podobne komentarze - że to herezja, że co to ma być, że kto to widział. Mój ulubiony to: "Bzdura, Izabela nigdy by tak nie powiedziała" - owszem, nie powiedziałaby. A książkowy Forrest Gump nie biegał, zaś ser Jorah Mormont był obleśnym creepem i niedoszłym gwałcicielem, a nie romantycznym rycerzem. Inny nie musi z gruntu oznaczać, że gorszy. Zresztą jakiż nudny byłby "Lalkageddon", gdyby obie produkcje były wiernymi ekranizacjami lektury szkolnej.

Sensacja sensacją, ale jak "Lalka" wypada jako serial?

Skoro ustaliliśmy już, że "Lalka" Netflixa jest reinterpretacją i nie ma co drzeć szat o niezgodność z pierwowzorem, przejdźmy do meritum. W przeciwieństwie do tego, co Ryan Condal i Sara Hess wyprawiają w "Rodzie smoka", scenarzyści "Lalki" nie wyrzucili do śmierci tego, co próbował przekazać nam Bolesław Prus. Klasizm oraz zepsucie i bezużyteczność polskiej arystokracji silnie tu wybrzmiewają, Demirski i Dutkiewicz nie zapominają jednak, że sposób, w jaki czytelnicy postrzegają bohaterów "Lalki", zmienił się na przestrzeni lat. W dyskursie publicznym Wokulski przestał być już wyłącznie tragicznym romantykiem, a stał się ofiarą systemu i - że pozwolę sobie zacytować - "opętanym zboczeńcem", którego zaloty dalece wykraczały poza to, co dziś uważamy za zdrowe i normalne. Łęcka nie jest zaś już tylko próżną, pustą i wyrachowaną lalką, ale też ofiarą systemu, w którym przyszło jej żyć. I chwała scenarzystom za to, że nie tylko wzięli to pod uwagę; zamiast uciekać w bezpieczną przystań skostniałej i archaicznej interpretacji, którą tłuczono nam do głów w szkołach; ale też nie wpadli w kuszącą pułapkę przegięcia w drugą stronę. Serialowy Wokulski mógłby być creepem i stalkerem, a Łęcka biedną, uciśnioną ofiarą konwenansów - i mówiąc szczerze, po serialu Netflixa właśnie takiego obrotu spraw się spodziewałam. Cnotą Demirskiego i Dutkiewicz jest jednak odpowiednia doza wyczucia i umiejętność wyważenia narracji tak, by nadto nie popadać w moralizatorskie tony. "Lalka" Netflixa nie mówi nam, jak mamy postrzegać tych bohaterów, daje nam tylko nowe narzędzia, byśmy sami wyrobili sobie opinię, a nie opierali się wyłącznie na tym, co mówiła nasza polonistka.

Czy rzeczona narracja zawsze ma ręce i nogi? Nie. Chwilami, zwłaszcza w odcinkach "środkowych", można odnieść wrażenie, że twórcy mają dobry pomysł na tę opowieść, ale nie do końca potrafią nam ją sprzedać. Niektóre elementy (z uwagi na przedpremierowy charakter recenzji nie mogę wchodzić w szczegóły) wyłuszczone zostały z subtelnością rzutu cegłą w czoło, inne zaś wypadają mało wiarygodnie. Co gorsza, tyczy się to również dość nieoczekiwanego rozwoju relacji Łęckiej i Wokulskiego, przez co na pewnym etapie musimy wierzyć Izabeli na słowo, gdyż te rzekomo targające nią uczucia są mocno deklaratywne i nijak nie wynikają z tego, co obserwujemy na ekranie - dla jasności, nie postrzegam tego za celowy zabieg, a niedociągnięcie ze strony twórców.  

Lalka
Autor: Robert Pałka / Netflix/ Materiały prasowe

Choć duet Łęcka-Wokulski chwilami kuleje, oddzielnie wypadają oni znakomicie, zwłaszcza w chwilach, gdy ich wyobrażenia o sobie samych zderzają się z brutalną rzeczywistością tego, jacy są naprawdę. Sandra Drzymalska gra tu najlepszą rolę w swojej karierze. Jej Izabela jest zadziorna, buntownicza i charakterna, ale daleko jej do klasycznej femme fatale. Bywa też bowiem naiwna, lekkomyślna i, za przeproszeniem, głupia, a także mniej oświecona i wyzwolona, niż jej się wydaje. To bohaterka pełna sprzeczności, która co rusz potyka się o własne ułomności, lecz nigdy nie daje się zaszufladkować.

Lalka
Autor: Robert Pałka / Netflix/ Materiały prasowe

Tomasz Schuchardt stanął na wysokości zadania i zamiast "kolejnej roli Tomasza Schuchardta" naprawdę widziałam w nim Wokulskiego, co z uwagi na to, jak zapracowanym jest aktorem, uważam za nie lada osiągnięcie. Choć przyznaję, że w jednej ze scen doznałam lekkiego PTSD będącego pokłosiem jego kreacji w "Domu Dobrym", niemniej świadczy to wyłącznie o sile oddziaływania tamtego, co by nie mówić porażającego, występu, nie deficytach obecnego. Drugi plan też wypada naprawdę dobrze, a szczególnie lśni tam Maria Kania w roli Marianny - będę wypatrywać jej kolejnych projektów, bo szalenie naturalnie wypada zarówno w scenach dramatycznych, jak i tych tragikomicznych.  

"Lalka" - czy warto obejrzeć serial Netflixa?

Na olbrzymią pochwałę zasługują też scenografie i kostiumy, a już zwłaszcza kreacje Izabeli, które są wprost zachwycające. Strony technicznej naszej "Lalki" nie powstydziłyby się największe zagraniczne produkcje kostiumowe, więc zero wstydu, można puszczać w świat - a nie mam wątpliwości, że serial poniesie się za granicą, zresztą już piszą o nim największe zachodnie portale. Produkcja ma swoje mankamenty, a po drodze zaczyna nawet mocno przynudzać, wynagradza to jednak rewelacyjnym w swej przewrotności finałem. Po seansie ostatniego odcinka odczuwam wręcz pewien niedosyt, bowiem "Lalka" Netflixa wypada najlepiej wtedy, gdy twórcy już kompletnie odpinają wrotki, hołdując podejściu: fabuła "Lalki" Prusa? Nie znam typiary.

Reasumując, warto obejrzeć netflixową "Lalkę" nie tylko po to, by móc porównać ją z filmową adaptacją i wypunktować wszystkie odstępstwa od oryginału. Nie jest to wprawdzie najlepszy polski serial Netflixa, do "Heweliusza" i "1670" mu daleko, niemniej oferuje nam znacznie więcej niż tania sensacja, a końcowe wolty fabularne wkurzą was lub rozbawią, ale z pewnością nie pozostawią obojętnymi. No i wartością dodaną jest też ułatwienie dla nauczycieli - bez problemu będą bowiem w stanie oddzielić uczniów, którzy w istocie przeczytali lekturę, od tych, którzy obejrzeli serial na Netflixie.

PRZECZYTAJ TEŻ: Będzie trzecia "Lalka". Tylko nie pomylcie seansów, bo ma być "ultrabrutalnie"

Ile wiesz o treści “Lalki” Bolesława Prusa? Quiz
Pytanie 1 z 25
Czym rozpoczyna się "Lalka" Bolesława Prusa?

Rolki