Spis treści
- Śmierć Stanisława Soyki przed finałem festiwalu w Sopocie
- Muzyczne początki Stanisława Soyki i powstanie hitu "Tolerancja"
- Stanisław Soyka odszedł od żony. Kulisy rozstania z matką synów
- Ewa Żmijewska odmieniła życie prywatne Stanisława Soyki
- Problemy zdrowotne Stanisława Soyki. Z nałogiem skończył przez szpital
- Pogrzeb artysty i niedokończone pożegnanie od Ewy Żmijewskiej
Śmierć Stanisława Soyki przed finałem festiwalu w Sopocie
21 sierpnia 2025 roku na deskach Opery Leśnej trwały próby przed finałem Top of the Top Sopot Festival. Stanisław Sojka planował zaśpiewać tego wieczoru "Cud niepamięci" w duecie z 47-letnią Natalią Grosiak. Piosenkarka denerwowała się występem, jednak gwiazdor obdarował ją zachowaniem, które określiła jako "ogrom wsparcia, luzu i uśmiechu". Zarejestrowane wtedy wideo pokazuje absolutne skupienie wokalisty na dźwiękach i zupełnie nie zwiastuje nadchodzącego dramatu. Niedługo potem media obiegła informacja, że 66-letni artysta zmarł nagle przed wyjściem do zgromadzonej publiczności. Organizatorzy przerwali telewizyjną relację, ogłaszając widzom smutne nowiny. Po legendarnym twórcy ocalał w tamtym momencie jedynie krótki film zza kulis oraz utwór, który nigdy nie doczekał się wymarzonego, festiwalowego finału.
Zobacz także: Sojka nie chciał zaśpiewać z Piasecznym! Wokalista po latach wyznał szokującą prawdę
Muzyczne początki Stanisława Soyki i powstanie hitu "Tolerancja"
Piosenkarz przyszedł na świat 26 kwietnia 1959 roku w Żorach, natomiast młodość spędził w Gliwicach. Jako siedmiolatek śpiewał w parafialnym chórze u boku ojca. Jego edukacja obejmowała grę na skrzypcach i zgłębianie tajników kompozycji. Swój talent w repertuarze gospel zaprezentował podczas przełomowego koncertu w Filharmonii Narodowej w 1978 roku. Zyskał status wybitnego polskiego wokalisty, śpiewającego poezję, jazz, soul oraz pop. Płyta "Acoustic", nagrana z 66-letnim Januszem "Yaniną" Iwańskim, odniosła sukces, a hit "Tolerancja" nuciła cała Polska. Autor tłumaczył, że sedno tego utworu tkwi nie w kwestiach dawania, lecz w problemie braku szczerej komunikacji o naszych osobistych bólach.
Rozmowa nie stanowiła dla artysty wyłącznie motywu z piosenki, lecz stała się mechanizmem ratującym jego los. W jednym z wywiadów wokalista przypomniał mądrość matki: "Człowiek, póki żyje, jest w stanie się naprawić". Szczerze przyznawał, że zaliczył w przeszłości potężne życiowe potknięcia. Znał stan absolutnej beznadziei, gdy wszystko wydaje się stracone. Jednocześnie doskonale wiedział, że w człowieku drzemią pokłady siły potrzebne do tego, aby wstać.
Zobacz także: Minął rok od nagłej śmierci Stanisława Sojki. Tak wyglądał grób legendarnego muzyka! Artysta ma nowy pomnik
Polecany artykuł:
Stanisław Soyka odszedł od żony. Kulisy rozstania z matką synów
Najbardziej bolesne rozliczenia muzyka dotyczyły rodziny. Z pierwszą partnerką, Iwoną, miał czterech synów: Marcina, Jana, Jakuba i Antoniego. W okresie narodzin najmłodszych pociech artysta odszedł z domu do aktorki Grażyny Treli. Po czasie gwiazdor zupełnie nie szukał tanich usprawiedliwień. Wprost opowiadał o ogromnym poczuciu winy, bolesnej nauczce oraz turbulencjach. Podsumował ten kryzys wyznaniem: "Narozrabiałem, choć nie było warto".
Wokalista za wszelką cenę unikał zerwania kontaktów z pociechami. Mocno starał się utrzymać ojcowska rolę i unormować relacje z byłą partnerką. Kiedy minęły początkowe żale, rodzice zdołali oddzielić koniec związku od wychowywania potomstwa. Po długim czasie twórca z uśmiechem komentował relacje z synami: "Wszyscy się do mnie przyznają". Antoni i Kuba ostatecznie wybrali branżę muzyczną. Kuba siadał za perkusją, z kolei Antoni grał na klawiszach i zajmował się dźwiękiem. Gwiazdor podkreślał, że chłopcy zasilili jego grupę dzięki swoim doskonałym umiejętnościom, a nie przez znane nazwisko. Te wspólne projekty estradowe pozwoliły im z powodzeniem odbudować rodzinną więź.
Zobacz także: Stanisław Sojka doczekał się aż 4 synów! Gdy żona była w ciąży z bliźniakami, doszło do dramatu
Ewa Żmijewska odmieniła życie prywatne Stanisława Soyki
Związek z Grażyną Trelą nie przetrwał. Artysta przez parę lat żył w samotności i zakładał, że ten stan się utrzyma. Niespodziewanie na jego drodze stanęła Ewa Żmijewska. Gwiazdor podsumował ten moment krótko: "Z nieba spadła Ewa". Widział w niej damę i osobę nastawioną na dialog. Kobieta została jego małżonką, główną menedżerką oraz najbliższą współpracownicą. Znajomi dostrzegali, że wokalista wreszcie odnalazł u jej boku wyczekiwany od dawna spokój. Nowa partnerka zaakceptowała trudną przeszłość męża. Twórca pielęgnował kontakt z pierwszą żoną i synami, robiąc też w życiu miejsce dla córki Ewy i jej pociech. Często żartował, że jest "zapasowym dziadkiem". Po zejściu ze sceny gościł bliskich przy stole. Cenił dyskusje, humor, lekturę oraz wspólne milczenie przy osobie, która rozumie wszystko bez tłumaczenia.
Zobacz także: Synowie pożegnali Stanisława Sojkę. Przejmujące słowa na pogrzebie. "Życie mojego taty było pieśnią"
Problemy zdrowotne Stanisława Soyki. Z nałogiem skończył przez szpital
Z upływem lat muzyk zaczął baczniej kontrolować swoje zdrowie. Nie ukrywał walki z nadprogramowymi kilogramami, cukrzycą oraz uciążliwą obturacyjną chorobą płuc. Nałóg tytoniowy towarzyszył mu przez czterdzieści lat. Pożegnał się z nim dopiero po niebezpiecznym incydencie medycznym, gdy lekarze musieli podłączyć go pod sprzęt tlenowy na bardzo długi czas.
Nie kreował się na herosa wolnego od ułomności, lecz na osobę świadomą ponoszonych kosztów. Jak otwarcie deklarował: "Jeśli było coś, czego nie znosiłem całe życie, to się śpieszyć". Odpoczywał, obserwując obcych ludzi z ławki na Saskiej Kępie jako domorosły antropolog. W trasy koncertowe wyruszał z dobowym wyprzedzeniem, zapobiegając zmęczeniu materiału. Ponieważ jego synowie dorośli, twórca cieszył się beztroską, głosząc zasadę, że dobra sztuka ma dawać ukojenie, a nie smutek.
Zobacz także: Jakim dziadkiem był Stanisław Sojka? O wnukach mówił z wielką czułością
Pogrzeb artysty i niedokończone pożegnanie od Ewy Żmijewskiej
Pogrzeb twórcy zorganizowano 8 września 2025 roku w Warszawie, przy udziale rodziny i fanów. Prochy wokalisty spoczęły na Powązkach Wojskowych. Synowie podziękowali ojcu za miłość, muzyczną pasję, długie dysputy w kuchni, polecone książki oraz chwile ciszy. Podczas ceremonii jeden z przyjaciół przeczytał list od żony. Kobieta użyła ulubionego zdrobnienia artysty, zaczynając od słowa "Staszeczku". Ewa dziękowała za przeżyte lata, wspólną gościnność i chęć pomagania innym, pisząc: "Nudy nie było". Wdowa przypomniała również kultowe zdanie matki piosenkarza o tym, że każdy człowiek ma wciąż realną szansę, aby się naprawić.
Chociaż minął rok od tragedii, synowie kontynuują granie utworów taty, branża oddaje mu cześć, a młodzi nucą "Tolerancję". Gwiazdor zdołał przed śmiercią spełnić swój życiowy cel. Nie wymazał starych błędów, ale naprawił absolutnie wszystko to, co dało się ocalić.
Zobacz więcej zdjęć. To już rok, jak zmarł Stanisław Sojka. Tak wygląda jego grób