Maryla Rodowicz niepodzielnie rządzi polską sceną muzyczną od ponad pięciu dekad. Artystka nieustannie budzi wielkie emocje, a jej nowe projekty cieszą się zainteresowaniem publiczności w każdym wieku. Jak nikt inny łączy pokolenia, co udowodniła także w Sopocie, podczas Top of the Top Sopot Festival 2026. Gwiazda zaprezentowała się na deskach Opery Leśnej w towarzystwie rozmaitych gości, m.in. Zalii, Igora Herbuta czy Young Leosi.
Rodowicz przyjechała czerwonym Porsche
Przyjazd Rodowicz do Opery Leśnej był taki, jak na królową przystało. Wokalistka zajechała pod wejście czerwonym Porsche, wartym milion złotych. Legenda estrady przez lata kojarzona była właśnie z pojazdami tej marki. Pierwszy z nich - Porsche 911 - nabyła już w latach 70., stając się zarazem jedną z pierwszych osób, które mogły pochwalić się tak ekstrawaganckim przedmiotem. Choć samochód robił wrażenie i był traktowany jako symbol luksusu, a jego zakup do dziś wypominany jest piosenkarce, wcale nie był czymś "z górnej półki". Maryla Rodowicz w rozmowie z Eską opowiedziała o tym, jak weszła w posiadanie czterośladu. Liczył się design, niekoniecznie funkcjonalność.
Czerwone Porsche Maryli Rodowicz
Dziś Maryla Rodowicz podbija polskie ulice Land Roverem. Najbardziej kojarzoną z nią marką samochodów pozostaje jednak Porsche. Artystka po raz pierwszy stała się nabywczynią auta w kolorze czerwonym już w latach 70. W rozmowie z Eską królowa polskiej sceny muzycznej wyjawiła, skąd wzięła się jej miłość właśnie do modelu 911. Gwiazda zakochała się w pojeździe, obserwując poczynania Sobiesława Zasady.
Moja miłość się zaczęła od fascynacji Sobiesławem Zasadą. To taki był kierowca rajdowy, on dalej jeździ rajdy, mimo że ma 90 lat. On jest dla mnie po prostu idolem od samego początku. Pierwsze sukcesy miał w Porsche właśnie. Wygrywał jakieś tam rajdy Europy, Argentyna... I zobaczyłam zdjęcie w gazecie, zakochałam się – nie w nim, tylko w tej sylwetce Porsche 911. No i ta miłość zaowocowała pierwszym egzemplarzem w 77 roku - wyjawiła w rozmowie z Eska.pl.
Gwiazda kupiła samochód "z drugiej ręki", w - jak się okazuje - bardzo złym stanie. Wacław Kisielewski nie chciał go nawet początkowo sprzedać piosenkarce, jednak ta była uparta.
Kupiłam to od Wacka Kisielewskiego, od pianisty. On powiedział: „Nie mogę ci tego sprzedać, bo to jest ruina, bo to jest silnik do remontu”. Ja powiedziałam: „Ja muszę go mieć!”. I po prostu głównie siedziałam w tym samochodzie. Siedziałam i słuchałam soundu, bo Porsche 911 wtedy napędzane chłodzone powietrzem po prostu miało taki sound jak traktor: tor, tor, tor, tor, tor... No i to była dla mnie poezja. Teraz jeżdżę Land Roverem - dodała.