Spis treści
Środowisko artystyczne żegna zmarłego Jana Frycza
Wybitny aktor zmarł 15 sierpnia. Rodzima kultura poniosła w ten sposób niepowetowaną stratę, ponieważ artysta cieszył się statusem niekwestionowanego autorytetu w branży. Widzowie uwielbiali jego niezapomniane kreacje w produkcjach kinowych i telewizyjnych, w tym w filmach "Wielki Szu", "Pornografia", "Pręgi", "Legiony" oraz "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy", a także w hitowym serialu "Ślepnąć od świateł". Scena teatralna towarzyszyła mu nieprzerwanie przez całą drogę zawodową. Przedstawiciele świata sztuki głęboko przeżywają to nagłe odejście.
ZOBACZ TAKŻE: Tajemnica ostatnich dni Jana Frycza. Przyjaciel wyznaje: "Wiedziałem, że sytuacja może być poważna"
To był aktor, który potrafił wszystko zagrać. Potrafił być na scenie niebywale zabawny, niebywale przyjmujący, przerażający, ciepły. Miał w sobie jakąś taką niezwykłą pasję, która sprawiała, że on ciągle chciał jeszcze lepiej zagrać. Był artystą, który ogromnie dużo wymagał od siebie, ale też od koleżanek i kolegów. Był liderem, ale takim, który innych nie recenzuje, tylko daje przykład - mówi w rozmowie z "Super Expressem" Jan Klata, dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie.
Jan Frycz szykował się do powrotu na scenę Teatru Narodowego
Jeszcze tuż przed swoją śmiercią aktor aktywnie uczestniczył w przygotowaniach do nowego spektaklu, który ma mieć premierę 10 października. Jak potwierdził dyrektor placówki, artysta był obecny na miejscu dosłownie kilka dni temu. - Był na próbach jeszcze w zeszłym tygodniu. Pracował z wielkim europejskim reżyserem Lukem Percevalem nad "Oresteją" – zdradził szef instytucji.
Z jego relacji wynika również, że harmonogram zmarłego gwiazdora pękał w szwach od jesiennych zobowiązań zawodowych. Powrót na teatralne deski zaplanowano początkowo na wrzesień, a kolejne występy z jego udziałem miały odbywać się regularnie przez cały październik oraz listopad.
Jan Frycz chorował na nowotwór
Postępująca i wycieńczająca choroba w żadnym stopniu nie powstrzymywała go przed snuciem kolejnych planów na przyszłość. Pisarka Katarzyna Grochola w rozmowie z mediami potwierdziła, że dwudziestego szóstego sierpnia gwiazdor miał zameldować się na planie zdjęciowym nowej produkcji kinowej „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”. Jesień miała upłynąć pod znakiem powrotu do teatru. Swój proces leczenia łączył bezpośrednio z intensywnymi próbami do zbliżającej się wielkiej premiery. Według ustaleń dziennika "Super Express" główną przyczyną jego problemów zdrowotnych była właśnie walka z rakiem.
Z tego co wiem Jan jeździł na chemioterapię prosto z Teatru Narodowego, w którym szykował się do premiery. Jeździł tam prosto z prób – mówi "Super Expressowi" anonimowy informator, który znał się z artystą.
Jan Englert komentuje zmagania Jana Frycza z nowotworem
Zmagania zmarłego aktora z trudnym i wycieńczającym przeciwnikiem stale i bardzo wnikliwie obserwował Jan Englert, który przez lata spędził z nim wiele godzin na wspólnych występach przed polską publicznością.
Przyglądałem się jego walce z niszczącą go, dręczącą chorobą. Ciężko chorując, zbudował kilka wspaniałych ról. Pracował cały czas, jeszcze w maju tego roku dostał nagrodę aktorską za rolę w "Termopilach polskich" Jana Klaty, a był już przecież bardzo ciężko chory. Ale ani przez chwilę nikomu nie dał poznać tego, że możliwe jest jego odejście - powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową.