Olaf Lubaszenko przemówił na pogrzebie ojca. Te słowa wycisnęły łzy żałobnikom

2026-02-24 14:28

To był scenariusz, którego nikt nie chciałby odgrywać, ale życie napisało go samo. 24 lutego odbyło się ostatnie pożegnanie legendy aktorstwa: Edwarda Linde-Lubaszenko odszedł w wieku 86 lat jako ikona polskiego filmu i teatru. Podczas uroczystości głos zabrał syn zmarłego, Olaf Lubaszenko. Jego przemowa wielu obecnych chwyciła za serca.

Śmierć Edwarda Linde-Lubaszenki to moment, który pozostawił polską kulturę uboższą o wybitną osobowość. Aktor, który przez dekady czarował talentem, pozostawił po sobie imponującą filmografię i wiele ról. Artysta zmarł w wieku 86 lat, a jego ostatnia droga zgromadziła w stolicy prawdziwe tłumy wielbicieli i współpracowników.

Rozmowy od serca odc.6: Telefony | Radio ESKA

Olaf Lubaszenko dziękuje za wspomnienia o ojcu. Tłumy na pożegnaniu

Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Kościele Środowisk Twórczych oraz na Powązkach Wojskowych. Na miejscu nie mogło zabraknąć przyjaciół z branży, którzy chcieli oddać hołd legendzie sceny. Choć głos zabierało wiele osób, to wystąpienie syna zmarłego, Olafa Lubaszenki, skupiło na sobie całą uwagę zgromadzonych. Aktor rozpoczął swoją przemowę od podziękowań skierowanych do wszystkich, którzy przyszli towarzyszyć jego ojcu w tej ostatniej podróży.

"Można wygłosić w życiu tysiące przemówień, ale wobec spraw ostatecznych, pożegnań, głos grzęźnie w gardle, ale jednak spróbuję. Bardzo wam dziękuję, że jesteście tu. Dziękuję wszystkim, ale oczywiście chcę podziękować szczególnie tym, którzy przemawiali, mówili piękne słowa - czasem oficjalne, pełne uznania, czasem bardzo osobiste. Wszystkie są bardzo ważne i za wszystkie dziękuję. Dziękuję przyjaciołom ojca - Krzysztofowi Jasińskiemu, pani Mai Komorowskiej i wielu innym, których być może nie widzę. Tato zajmuje godne miejsce, miejsce, na które zasłużyłeś swoją wieloletnią pracą artystyczną i pedagogiczną" - powiedział.

Ostatnia rola mistrza. Wspomnienie ze sceny

W swoim wystąpieniu Lubaszenko nawiązał do zawodowych dokonań taty, przywołując jego ostatnie aktorskie wcielenie. Pod koniec lata 2025 roku Edward Linde-Lubaszenko pojawił się na deskach Teatru Narodowego jako Stańczyk w „Weselu” Wyspiańskiego. W grudniu oficjalnie ogłosił, że schodzi ze sceny i kończy karierę zawodową. Syn artysty podzielił się również osobistym skojarzeniem literackim, przywołując w kontekście ojca fragment kultowego „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa.

"Myślę, że my jako rodzina czujemy oprócz żalu także dumę. To bardzo godne pożegnanie, tato. Myślę, że kilka razy dzisiaj, albo nawet więcej, padło wspomnienie roli Stańczyka jako ideału dla taty. Ja się z tym generalnie zgadzam, ale mam też inną wizję. To będzie coś w rodzaju osobistego wyznania. Mam takie zdanie ukochane z 'Mistrza i Małgorzaty'. I zawsze, po dwudziestu paru latach, od kiedy nauczyłem się tego zdania na pamięć, to mówiąc je albo przypominając je sobie, albo czytając je, mam przed oczami ojca, a więc inny kolor, inna postać - Poncjusz Piłat. Nie wiem, czy kiedyś ją zagrał, ale na pewno byłby wspaniały. 'W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat.' Zawsze myślę o tacie i wyobrażam go sobie jako tegoż Piłata. Może ludzie teraz to skojarzyli i ta wizja, choć trochę przejdzie na państwa" - kontynował.

"Nasze ostatnie lata były pogodne"

Najbardziej emocjonalnym punktem przemowy było jednak odniesienie się do prywatnych relacji panów. Olaf Lubaszenko mówił już publicznie, że w przeszłości ich kontakty bywały trudne. W pogrzebowej wypowiedzi przyznał, że ostatnie lata przyniosły upragnione ocieplenie stosunków. Aktor podkreślił wdzięczność za to, że w finałowym etapie życia ojca mieli ze sobą znakomity kontakt, pełen rozmów i słynnego poczucia humoru seniora.

"A teraz banał, ale przyznam, że im dłużej żyję, tym częściej wchodzę do przekonania, że niepotrzebnie uciekamy od banałów, od ich powtarzania, bo z banałów zbudowany jest kręgosłup świata i cywilizacji. Z banałów zbudowany jest system wartości. A więc banał: szlachetnie i godnie jest żegnać ludzi w tak wspaniały sposób, ale zapewne jeszcze szlachetniej i może jeszcze godniej, a z pewnością trudniej, jest być przy nich wtedy, kiedy jeszcze są. I to zdanie rzucam w przestrzeń, ale kieruję również do siebie, jako lekcja z tego pożegnania. Dziękuję Ci Tato, że nasze ostatnie lata były pogodne, były dobre, nasze ostatnie rozmowy były wspaniałe. Bardzo Ci za to dziękuję, ponieważ jak wspomniałem, Tata był człowiekiem, w którym dominującą cechą, elementem, siłą było poczucie humoru. Ta jego prośba o uśmiech i modlitwę jest również moją prośbą. A teraz pozwólcie, że ja uśmiechnę się do mojego Taty po raz ostatni" - podsumował poruszające wystąpienie.