Spis treści
Ostatnie tygodnie przyniosły w polskiej gastronomii falę dyskusji, której epicentrum stały się wypowiedzi znanych restauratorów. Mateusz Gessler i jego była ciocia, Magda Gessler, zdradzili swoje podejście do napiwków w restauracjach. Co na to ekspertka ds. savoir-vivre'u? Irena Kamińska-Radomska odniosła się do ich słów, przytaczając historię swojej córki, która pracowała jako kelnerka za oceanem.
Napiwki w restauracjach. Mateusz Gessler jest za obowiązkiem, Magda Gessler mówi o renomowanych lokalach i USA
Doliczanie do rachunku napiwku dla kelnera wygląda rozmaicie na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych jest standardem, w Polsce - dobrą wolą gości, a w niektórych krajach - czymś niemile widzianym. Ostatnie wypowiedzi, które padły ze strony przedstawicieli klanu Gesslerów, wywołały nad Wisłą sporo krytyki.
- Napiwki są i powinny być obowiązkiem dla każdego gościa, który jest w restauracji - powiedział kucharz i restaurator Mateusz Gessler w rozmowie z serwisem pyszności.pl.
Po tej wypowiedzi swój sprzeciw zgłosili m.in. Katarzyna Bosacka czy Książulo. Z kolei w wywiadzie dla "Plejady" temat napiwków poruszyła była żona wujka Gesslera, Piotra - Magda Gessler. Prowadząca "Kuchenne rewolucje" i jurorka "MasterChefa" uznała, że decydująca jest renoma restauracji, jak i odniosła się do zwyczajów panujących po drugiej stronie Atlantyku.
- Jeśli restauracja jest restauracją o wybitnej sławie, renomie i klasie, to 10% powinno być automatyczne. W Nowym Jorku jest tak, że, jak nie dasz 30-40%, to prawie że kelner wyskakuje za tobą i cię bije - skwitowała.
Kamińska-Radomska reaguje. "Nie porównujmy się do Amerykanów"
W opublikowanym w mediach społecznościowych nagraniu do opinii, które wypowiedzieli Magda Gessler i Mateusz Gessler, ustosunkowała się dr Irena Kamińska-Radomska. Znana ekspertka od etykiety i wystąpień publicznych, popularna chociażby za sprawą programu "Projekt Lady", jest absolutną przeciwniczką obowiązkowych napiwków dla kelnerów. Jak zauważyła, zamiast do USA można by porównać się także do krajów azjatyckich, gdzie napiwki są wręcz traktowane jako ujma na honorze.
- Nie porównujmy się do Amerykanów. Dlaczego akurat do Stanów Zjednoczonych? Tam faktycznie wysokość napiwku to jest ok. 30%, ale nikt nikogo nie pobije, jeżeli nie zostawia akurat tak wysokiego napiwku. [...] Czemu się nie porównamy, na przykład do Japończyków? W Chinach czy w Japonii wręcz nie wypada dać napiwek. Japończycy obraziliby się, bo dla nich to jest honor obsłużyć gościa, a za honor się nie płaci. [...] Czy napiwek jest obowiązkowy? Nie, absolutnie nie. Dlatego że nieobowiązkowy jest savoir-vivre. To jest nasz przywilej - powiedziała.
Zobacz też: Tak dziś wyglądają byłe pierwsze damy USA. Bush bawi wnuki, a spójrzcie na Obamę!
Ekspertka opowiedziała prywatną historię. Jej córka obsługiwała bogaczy w Nowym Jorku
Do zamieszczonego w sieci nagrania Irena Kamińska-Radomska dodała opis doświadczenia jej własnej córki. Jako studentka pracowała ona jako kelnerka i niestety, oblała gościa winem. Mimo nieprzyjemnej sytuacji ten nie zrezygnował z obowiązkowego napiwku, choć nie był tak hojny, jak nakazuje standard w dobrych restauracjach.
- Moja córka Dominika w czasach studenckich pracowała w świetnej restauracji w Nowym Jorku i oblała gościa w białym garniturze czerwonym winem. Ani Dominika, ani menedżer nie gonili klienta z powodu niskiego napiwku. To prawdziwa historia. Wyobraźcie sobie, że klient mimo wszystko napiwek zostawił, tylko niższy niż standardowe 30%. Każde państwo ma swoje zwyczaje - czytamy.