Spis treści
Nie żyje Jan Frycz. Gwiazdor polskiego kina pracował do ostatnich chwil
W sobotę, 15 sierpnia, w wieku 72 lat zmarł wybitny aktor, Jan Frycz. Informacja o jego odejściu ujrzała światło dzienne dwa dni później, a przekazał ją stołeczny Teatr Narodowy, z którym artysta był od dawna mocno związany. Na ten moment nie podano do wiadomości publicznej bezpośredniej przyczyny zgonu, jednak wiadomo, że gwiazdor polskiego kina przez wiele lat zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi.
Kłopoty ze zdrowiem w żadnym wypadku nie skłoniły Jana Frycza do porzucenia kariery, ponieważ aktorstwo stanowiło dla niego życiową pasję, a nie jedynie wyuczoną profesję. Artysta pozostawał aktywny zawodowo do ostatnich dni swojego życia. Jak zdradzili jego znajomi z Teatru Narodowego, jeszcze zaledwie tydzień temu aktor brał czynny udział w przygotowaniach do spektaklu „Oresteja”, za którego reżyserię odpowiada Luk Perceval.
Niedawno doszło także do jego spotkania z reżyserem Krzysztofem Skoniecznym. Obaj twórcy mieli okazję współpracować na planie głośnej produkcji serialowej „Ślepnąc od świateł”, opartej na prozie Jakuba Żulczyka, a także przy filmie „Wrooklyn Zoo”. Zresztą na tym ich plany zawodowe się nie kończyły. Mężczyźni doskonale dogadywali się również w sferze prywatnej, budując z biegiem lat bardzo silną, przyjacielską relację.
Zobacz również: Poruszający gest Matyldy Damięckiej po śmierci Jana Frycza. Artystka pożegnała go w wyjątkowy sposób
Krzysztof Skonieczny żegna Jana Frycza. Reżyser pokazał wyjątkowe wideo z aktorem
Po tym, jak media obiegła wieść o śmierci Jana Frycza, Krzysztof Skonieczny udostępnił w swoich mediach społecznościowych wideo, na którym po raz ostatni uwieczniono utytułowanego artystę. Podczas realizacji ostatniego przedsięwzięcia gwiazdor zaprosił swojego młodszego kolegę z branży do własnej przyczepy.
Najdroższy Janku. Zawsze mówisz: "Tylko bez uniesień, bez uniesień". Postaram się. Widzieliśmy się dosłownie chwilę temu, przy naszej ostatniej wspólnej robocie i Twojej ostatniej robocie w ogóle. Dała wszystkim tyle radości z obcowania z Tobą, a Ty byłeś taki dzielny i pełen pasji, jak zawsze. Powiedziałeś, żebym wpadł do Ciebie do kampera, bo masz dla mnie wiersz- wspomina Skonieczny.
W udostępnionym materiale filmowym Jan Frycz recytuje zapowiedziany wcześniej wiersz, chociaż wyraźnie słychać, że jego głos brzmi już nieco słabiej niż zazwyczaj.
Na koniec powiedziałeś, że teraz moja kolej na wiersz dla Ciebie. Zapytałem, czy teraz. Powiedziałeś, że nie, że później. Czułem wtedy, że ściskamy się na dłużej - dodał twórca "Ślepnąć od świateł".
W dalszym fragmencie swojego poruszającego wpisu Krzysztof Skonieczny zaznaczył, że choć było to ich ostatnie spotkanie twarzą w twarz, to wcale nie oznaczało końca ich wspólnych rozmów. Niedawno wybitny aktor zatelefonował do niego, wychodząc z inicjatywą kolejnego spotkania, które miało odbyć się w warszawskim Ogrodzie Saskim. Frycz nosił się również z zamiarem zrealizowania jeszcze jednego, wspólnego projektu.
To było nasze ostatnie spotkanie, choć nie ostatnia rozmowa. Przez telefon powiedziałeś, żebyśmy w tym tygodniu spotkali się w Ogrodzie Saskim i zrobili wreszcie to, co planowaliśmy od dłuższego czasu: żebym wziął kamerę i żebyśmy ponagrywali te nasze rozmowy o wszystkim i o niczym. Że może ktoś chciałby tego kiedyś posłuchać. Ciebie na pewno. Wszystkie Twoje słowa mam głęboko w sercu - wspomina reżyser.
Na samym końcu swojej pożegnalnej publikacji twórca otwarcie przyznał, jak ogromnym przywilejem i szczęściem była dla niego znajomość oraz możliwość współpracy ze zmarłym w sobotę artystą.
To zaszczyt i szczęście mieć Cię za Przyjaciela, Brata, Kolegę, Kompana, Współtwórcę, Sparingpartnera i Nauczyciela. To wielki dar mieć Cię u swojego boku jako Człowieka. Jesteś Najlepszy. Dziękuję Ci za wszystkie lata miłości, przyjaźni i wspólnej pracy. Się nie żegnamy. Do zobaczenia niebawem, Janku. Tymczasem - zakończył swój wpis Krzysztof Skonieczny.