Spis treści
- Marcin Dorociński ocenia ekranizacje. Odtwórca Wokulskiego widzi plusy
- Początkowe obawy przed rolą. Dorociński bał się Wokulskiego
- Telefon z gratulacjami. Dorociński chwali Schuchardta
- Niefortunne pytanie. Dlaczego Dorociński nie zagrał w serialu?
- Apel aktora o kulturę dyskusji. Dorociński prosi widzów o szacunek
Polska kinematografia żyje ostatnio dwoma nowymi ekranizacjami "Lalki" autorstwa Bolesława Prusa, co naturalnie rodzi gorące debaty. Odbiorcy z zapałem zestawiają pełnometrażowy obraz Macieja Kawalskiego z odcinkową propozycją platformy Netflix, wyreżyserowaną przez Pawła Maślonę. Oczywistym punktem zapalnym w tych dyskusjach stała się obsada głównych ról. W filmie Kawalskiego w buty Stanisława Wokulskiego wszedł Marcin Dorociński, podczas gdy w serialowej wersji tę samą postać wykreował Tomasz Schuchardt. Co ciekawe, Dorociński nie tylko zapoznał się z dziełem konkurencji, ale zdecydował się na bezpośredni kontakt z jej twórcą.
Marcin Dorociński ocenia ekranizacje. Odtwórca Wokulskiego widzi plusy
Temat adaptacji Prusa powrócił podczas wizyty Marcina Dorocińskiego, Macieja Stuhrem i reżysera Macieja Kawalskiego w programie "Dzień Dobry TVN". Aktorzy dyskutowali o ogromnym rezonansie, jaki w społeczeństwie wywołały obie produkcje. Dorociński wyraził satysfakcję z faktu, że dzięki nowym wizjom reżyserskim klasyka polskiej literatury znów stała się tematem powszechnych rozmów.
Nie przegap: To dlatego Joanna Jędrzejczyk odpadła z "Tańca z Gwiazdami". Tomasz Wygoda nie owijał w bawełnę
W sumie dobrze się stało, że te dwie "Lalki" powstały i cała Polska dyskutuje o literaturze, o bardzo dobrej książce, a nie o jakichś błahych rzeczach. Stała się moda na oglądanie i czytanie "Lalki", teraz nagrywamy także audiobook, w którym wszyscy aktorzy z filmu dają swój głos. To jest wspaniałe, że możemy o tym dyskutować
– zaznaczył aktor na antenie TVN.
Początkowe obawy przed rolą. Dorociński bał się Wokulskiego
Wspominając pierwsze chwile związane z projektem Kawalskiego, Dorociński nie ukrywał swoich lęków. Oferta wcielenia się w tak ikoniczną postać, jaką jest Stanisław Wokulski, w pierwszej chwili go sparaliżowała. Aktor miał pełną świadomość ciężaru gatunkowego i oczekiwań widzów względem jednego z najsłynniejszych literackich bohaterów w Polsce.
Czytaj również: Borys Szyc w więziennym piekle. Netflix zapowiada serial "Bunt"
Kiedy Maciek i Radek Drabik zaprosili mnie na spotkanie i powiedzieli, że chcą, żebym zagrał Stasia Wokulskiego, to się wystraszyłem, bo pomyślałem, że to wielka odpowiedzialność. Ale potem, jak już przeczytałem scenariusz, jak wróciłem do książki i zobaczyłem Marka i Maćka, to pomyślałem sobie, już teraz nie ma się czego bać. Już teraz trzeba grać i trzeba zrobić swojego Stasia najlepiej jak się potrafi - wyznał aktor.
Zobacz również: Dokończ tytuł kultowego filmu lub serialu. Komplet punktów zdobędą nieliczni
Telefon z gratulacjami. Dorociński chwali Schuchardta
Zachwyt Marcina Dorocińskiego nad serialem nie zakończył się na biernym seansie. Filmowy Wokulski poczuł potrzebę bezpośredniego wyrażenia uznania dla swojego serialowego odpowiednika, Tomasza Schuchardta. Obaj panowie darzą się sympatią na polu zawodowym i prywatnym, co ułatwiło przekazanie słów pełnych szczerego podziwu za aktorską interpretację.
Ja bardzo lubię Tomka. To jest świetny aktor i przede wszystkim świetny facet. Zresztą też się znam z Pawłem Maśloną i chciałbym z nim kiedyś pracować. Zadzwoniłem do kilku osób wtedy, ale przede wszystkim do Tomka i powiedziałem mu, że super zagrał tego Stacha, że bardzo mi się podoba, że to jest zupełnie coś innego niż ja myślałem. Bardzo mu dziękuję - powiedział.
Październikowe doniesienia z 2026 roku przyniosły kolejne pochwały. Dorociński wykorzystał swój profil na Instagramie, by raz jeszcze docenić kunszt Schuchardta.
Szczególnie nisko chciałbym ukłonić się Tomaszowi Schuchardtowi, mojemu znakomitemu koledze po fachu - za wybitną kreację Stanisława Wokulskiego
– napisał wówczas na platformie społecznościowej.
Niefortunne pytanie. Dlaczego Dorociński nie zagrał w serialu?
Prawdziwą sensacją okazały się jednak kulisy rozmowy z Pawłem Maśloną, osobą stojącą za sukcesem serialu Netfliksa. Marcin Dorociński wprost zapytał reżysera o powody pominięcia go przy kompletowaniu obsady tej produkcji.
Zadzwoniłem do Pawła Maślony i zapytałem, dlaczego ja nie gram w tamtej "Lalce"
– relacjonował aktor goszcząc w śniadaniówce.
Dopytywany o odpowiedź, przytoczył lakoniczną, ale do bólu trafną ripostę Maślony.
Bo już grasz w innej.
Ta błyskotliwa wymiana zdań udowadnia, że zaangażowanie Dorocińskiego w projekt Kawalskiego było oczywistą przeszkodą, ale równocześnie świadczy o tym, że koegzystencja obu tytułów na rynku nie rodzi animozji w branży.
Apel aktora o kulturę dyskusji. Dorociński prosi widzów o szacunek
W obliczu nakręcającej się spirali porównań, gwiazdor kinowej adaptacji postanowił załagodzić nastroje. Mimo radości z renesansu twórczości Prusa, zaapelował do internautów o zachowanie odpowiedniego poziomu w debacie, przypominając o wysiłku włożonym w realizację obu przedsięwzięć.
Bardzo bym chciał, żebyśmy potrafili rozmawiać o obu 'Lalkach' kulturalnie, bez plemiennych wojen i komentarzy rodem z kibolskich ustawek. Za każdym filmem stoją ludzie, ich praca i emocje. Nie zapominajmy o tym
– podkreślił aktor na swoich profilach w sieci.
Film Macieja Kawalskiego trafił na wielki ekran 30 września 2026 r., natomiast serialowa odsłona zadebiutowała na platformie Netflix dwa tygodnie wcześniej, 16 września. Obie propozycje, choć bazują na tym samym materiale źródłowym, oferują odmienne, autorskie interpretacje znanych postaci. Postawa Marcina Dorocińskiego pokazuje natomiast wielką klasę w relacjach zawodowych, udowadniając, że rywalizacja może opierać się na wzajemnym szacunku.
Nie przegap: Będzie TRZECIA superprodukcja "Lalki"! W obsadzie znów wielkie gwiazdy