Spis treści
Magdalena Cielecka o dramie wokół "Lalki". Tłumaczy, dlaczego nie powinniśmy wściekać się na twórców
"Lalka" jest obecnie na topie, za przeniesienie jej na ekran wzięły się bowiem aż dwie ekipy twórcze - i to w tym samym czasie. Obie produkcje oparte na prozie Bolesława Prusa zyskały sympatyków i przeciwników, lecz bez wątpienia większe emocje budzi ta odważna, unowocześniona i chwilami wręcz bezczelna reinterpretacja w postaci serialu Netflixa. Magdalena Cielecka, która gra tam Kazimierę Wąsowską, uważa, że ich "Lalka" spełniła swoje zadanie, gdyż wywołała dyskusję. Stanęła też w obronie scenarzystów.
- Przede wszystkim uważam, że artysta ma prawo do wszystkiego, jeżeli ma wizję. Jeżeli to się trzyma kupy, jeżeli to jest interesujące, jeżeli nas to porusza, również do dyskusji, do kłótni, do protestów - to dobrze. Sztuka ma poruszać, ma nas drażnić, ma budzić wszelakie emocje, abyśmy się tylko nie pozabijali, jak powiedział premier, bo nawet premier zabrał głos w tej dyskusji, co mnie bardzo cieszy. To to jest ważne i naprawdę artysta ma prawo zrobić wszystko. Nie musimy być wierni oryginałowi, nie o to w tym chodzi. [...] Artysta ma za zadanie reinterpretować, przetwarzać, wkładać kij w mrowisko, opowiadać po swojemu, nowocześnie, przez siebie i ze swojej perspektywy i dzisiaj. I w moim odczuciu "Lalka" netflixowa taka jest - mówi w wywiadzie dla Eski.
Każdy ma swoją "Lalkę"
Aktorka przypomina jednocześnie, że największą zaletą "Lalkenheimera" jest fakt, iż obie "Lalki" znacząco się od siebie różnią. Jak ktoś będzie chciał obejrzeć wierną ekranizację, która powieść Prusa traktuje jak świętość absolutną - pójdzie sobie do kina na film, a jak kogoś najdzie ochota na coś bardziej luźnego i przewrotnego - odpali "Lalkę" na Netflixie. - Ja uważam, że im jest więcej możliwości i propozycji, tym lepiej. Nie wszystko jest dla każdego. Każdy będzie sobie mógł znaleźć właściwą stylistykę dla siebie - skwitowała Magdalena Cielecka w naszej rozmowie.