Najnowsze wieści z obozu Zjednoczonej Prawicy nie pozostawiają złudzeń co do przyszłości byłego premiera. Według informatorów z otoczenia Mateusza Morawieckiego, polityk pogodził się już z brakiem partyjnej rekomendacji na funkcję szefa rządu w nadchodzącym rozdaniu wyborczym. Decyzja ta wydaje się być przesądzona i zaakceptowana przez samego zainteresowanego, co potwierdzają źródła zbliżone do kierownictwa partii.
„Morawiecki jest pogodzony z tym, że nie będzie kandydatem na premiera. Nie sądzę, żeby nasi przyszli koalicjanci entuzjastycznie poparli kogoś, kto od pół roku chodził i mówił, że będzie premierem. Na pewno będą stawiane warunki, będą ostre negocjacje” – ocenił polityk związany z frakcją tzw. „harcerzy”.
Cztery nazwiska w grze o fotel premiera
Kierownictwo ugrupowania skupia się obecnie na analizie potencjału polityków młodszego pokolenia, którzy nie przekroczyli 50. roku życia. Na wąskiej liście pretendentów znaleźli się: szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, były minister edukacji Przemysław Czarnek, posłanka Anna Krupka oraz europoseł Tobiasz Bocheński. W tym zestawieniu zabrakło miejsca zarówno dla Mateusza Morawieckiego, jak i Patryka Jakiego. Choć wewnętrzne sondaże wciąż wskazują na wysoką popularność byłego premiera wśród sympatyków, kluczowa decyzja personalna leży wyłącznie w rękach prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Frakcyjne spory i napięta atmosfera
Wewnętrzna sytuacja w partii pozostaje skomplikowana, a od kilku miesięcy wyczuwalne są wyraźne tarcia między różnymi grupami wpływów. W kuluarowych rozmowach nie brakuje głosów krytycznych wobec otoczenia byłego szefa rządu. Przeciwnicy zarzucają środowisku Morawieckiego działania, które miałyby rzekomo podważać autorytet i pozycję Jarosława Kaczyńskiego jako niekwestionowanego lidera formacji.
Jeden z parlamentarzystów tonuje jednak emocje, zaznaczając, że zdecydowana większość, bo aż około 80 procent klubu, nie angażuje się w wewnętrzne wojny podjazdowe i pozostaje neutralna wobec ścierających się koterii.
„Te frakcje są absolutnie demonizowane, a już szczególnie ‘maślarze’ i jakiś wielki wpływ Jacka Sasina. To jest po prostu jego spin w mediach” – stwierdził rozmówca PAP.
Władze Prawa i Sprawiedliwości przekonują, że trwające objazdy polityków po kraju nie służą budowaniu wewnętrznych stronnictw czy liczeniu zwolenników, lecz są związane wyłącznie z intensywnymi pracami nad programem partii.
„Nie dopatruję się, że ktoś liczy jakieś swoje szable. To po prostu zadanie wyznaczone nam przez pana prezesa” – zaznaczyło źródło ze ścisłego kierownictwa.