Jarosław Kaczyński idzie do sądu. Lider PiS pozwał znanego aktywistę za tabliczkę

Lider Prawa i Sprawiedliwości wytoczył proces Zbigniewowi Komosie. Mężczyzna regularnie pojawia się na obchodach miesięcznic katastrofy smoleńskiej, gdzie zostawia przed pomnikiem kontrowersyjną wiązankę z dedykacją uderzającą w Lecha Kaczyńskiego. Wyznaczono już datę pierwszego posiedzenia sądu.

Jarosław Kaczyński na miesięcznicy smoleńskiej
Autor: Albert Zawada/ PAP

Obchody upamiętniające tragedię z 10 kwietnia 2010 roku regularnie przeradzają się w arenę konfliktów pomiędzy przeciwnikami tych zgromadzeń a przedstawicielami partii rządzącej w latach 2015-2023. Wielokrotnie informowano w przestrzeni publicznej o ostrych wymianach zdań, a nierzadko również o fizycznych przepychankach w okolicach placu Piłsudskiego.

Głównym bohaterem wielu z tych incydentów jest Zbigniew Komosa. Mężczyzna ten od dłuższego czasu przynosi pod obelisk upamiętniający ofiary katastrofy wiązankę kwiatów, do której przymocowana jest tabliczka z kontrowersyjnym hasłem: „Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który ignorując wszelkie procedury nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród Polski”.

CZYTAJ: Kaczyński mówi o Nawrockim. Lider PiS zdradził, o co prosił prezydenta

Prezes Prawa i Sprawiedliwości próbował osobiście usuwać ten element, a podczas jednego ze zgromadzeń użył nawet specjalnych obcęgów do przecięcia mocowań łączących napis z kwiatami.

Lider Zjednoczonej Prawicy zdecydował się w końcu na podjęcie stanowczych kroków prawnych przeciwko swojemu oponentowi. Zbigniew Komosa potwierdził w rozmowie z dziennikiem „Fakt”, że prezes PiS oficjalnie skierował przeciwko niemu pozew do sądu, a pierwsze posiedzenie w tej sprawie zaplanowano na 30 września. Aktywista podkreśla, że bezpośrednią przyczyną procesu jest treść wspomnianego napisu na wiązance, którą polityk traktuje jako brutalne zbezczeszczenie pamięci tragicznie zmarłego prezydenta.

Komosa podkreślił na łamach „Faktu”, że w przeszłości podobne oskarżenia formułowano przeciwko niemu z wykorzystaniem aparatu państwowego, a nie z prywatnej inicjatywy polityka. Jak tłumaczy, tym razem to sam prezes partii zaangażował prawników do ostatecznej walki w sądzie.

„Kaczyński osobiście, za pośrednictwem kancelarii z Gdańska, która go reprezentuje, pozwał mnie za rzekome znieważenie pamięci brata. Domaga się 30 tys. zł oraz całkowitego zakazu stawiania przeze mnie wieńców” – przyznał otwarcie aktywista w wywiadzie dla popularnego dziennika.

Obchody 16. rocznicy katastrofy smoleńskiej