Niedawno władze Prawa i Sprawiedliwości postanowiły, że działacze tego ugrupowania muszą niezwłocznie wycofać się ze stowarzyszeń o profilu politycznym, które funkcjonują obok struktur partyjnych. To uderzenie wymierzone między innymi w organizację „Rozwój Plus” powołaną do życia przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Czas na dostosowanie się do tego twardego wymogu wygasa w nadchodzący czwartek.
CZYTAJ: Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki usiądą do kolejnych rozmów?
Na kanwie tych wydarzeń w niedzielę za pośrednictwem platformy X głos zabrał Jarosław Kaczyński, który poprosił swoich partyjnych kolegów oraz koleżanki „o chwilę oddechu i łyk zimnej wody”. W komunikacie przekazał: - Wróg jest w innym miejscu, a widząc tego rodzaju publiczne dyskusje, zaciera ręce. Czy naprawdę chcemy dostarczać naszym oponentom powodów do satysfakcji? - wskazał lider PiS.
Prezes ugrupowania podzielił się również swoją surową oceną na temat aktualnej sytuacji wewnątrz szeregów, tłumacząc: - W naszej partii są niestety tacy, którzy tę partię rozbijają, i są tacy, którzy dążą do tego, by nasze środowisko trwało i umacniało się. Trzeba jednak wciąż wierzyć, że istnieje możliwość porozumienia. Tylko zjednoczeni wygramy, a Polska potrzebuje dzisiaj realnego planu naprawy i strategii rozwoju na przyszłość. Polacy nam nie wybaczą, jeśli zaprzepaścimy tę szansę.
Podczas minionego weekendu internetowe serwisy społecznościowe zalała fala polemicznych komentarzy autorstwa przedstawicieli różnych frakcji na prawicy. Szczególnie szerokim echem w przestrzeni publicznej odbiły się stanowcze oceny wygłoszone przez posła Kacpra Płażyńskiego. Ten stosunkowo młody polityk postanowił bez żadnych ogródek podsumować działania Mateusza Morawieckiego, stawiając mocną tezę:
Mateusz Morawiecki chce stworzyć wrażenie, że jest wyrzucany z PiS. Jest odwrotnie. W imię jedynie osobistych ambicji dzieli największą partię opozycyjną, jedyną, która może sprawić, że Donald Tusk straci władzę. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo cenię zarówno premiera Morawieckiego jak i wielu członków jego stowarzyszenia. Ale to, że ich szanuję i że z nimi nie raz owocnie współpracowałem, nie znaczy, że będę zamykał oczy na to, co moi koledzy dziś robią. Mateuszu, rozumiem Twoje ambicje, to w polityce cecha bardzo ważna i potrzebna. Ale nie rozumiem, dlaczego mówisz, że nie możesz ich realizować w PiS. (...) Czy ktoś kiedyś zablokował cokolwiek, co chciałeś zrobić? Nie, zawsze mogłeś liczyć na wsparcie całej partii. Czy naprawdę nie możesz zrobić grilla na tysiąc osób po prostu jako wiceszef wielkiego ugrupowania, które przez 8 lat świetnie rządziło i które jako jedyna może przesądzić o odsunięciu Tuska? Czego tu się wstydzić? - pytał..
W kolejnym akapicie swojego manifestu Kacper Płażyński z dużą dawką rezygnacji stwierdził, że wolałby się w swoich przewidywaniach mylić. Zaznaczył jednak, że w jego opinii hasło powiększania obszaru wpływów to:
- (...) tylko pretekst, by zbudować swój własny namiot. I OK, każdy ma do tego prawo. Tylko wypadałoby nie opowiadać bajek o jedności i chęci pozostania w PiS. Na razie, niestety, tylko dzielicie. W kilka dni udało się Wam podzielić PiS na „młodych, wykształconych i mądrych” ze Stowarzyszenia Rozwój Plus i całą, Waszym zdaniem gorszą, resztę. Wiesz Mateuszu, co mi te snute przez Was i Waszych zwolenników opowieści przypomina? Słynne wystąpienie Tuska, kiedy podzielił Polaków na „normalnych” i „moherowe berety”. Taki wyższościowy, nacechowany pogardą ton patriotom nie przystoi.
Na ciętą ripostę z otoczenia byłego premiera nie trzeba było długo czekać. Natychmiast uaktywnił się Piotr Müller, zaufany człowiek Morawieckiego i jego dawny rzecznik prasowy. Polityk zadeklarował stanowczo: - Kacprze, (...) Twój post jednak mnie zszokował i nie wiem nawet, jak przebrnąć przez te meandry ataków personalnych i manipulacji - po czym zaserwował partyjnemu koledze serię niewygodnych pytań.
Uwagę przykuwa szczególnie koniec całego wywodu, gdzie znalazł się bezpośredni apel z prośbą o uspokojenie nastrojów: - Kacprze, proszę Cię nie podjudzaj, nie atakuj, nie rób tego.
Do rozważania opublikowanego przez Płażyńskiego postanowił się również wtrącić poseł Marcin Horała, ruszając do internetowej ofensywy:
Kacprze, Twój wpis przyjąłem z dużym smutkiem nawet nie dlatego, że mam ciekawsze zajęcia na sobotni wieczór od prostowania kłamstw i manipulacji. (...) Kłamiesz wmawiając Mateuszowi Morawieckiemu w brzuch jakąś chorą osobistą ambicję. Był na przykład jednym z pierwszych potencjalnych kandydatów prezydenckich, który schował do kieszeni swoje osobiste ambicje i poparł kandydaturę Karola Nawrockiego. W czasach, gdy w naszej partii był w tym jeszcze w zdecydowanej mniejszości. W czasach, gdy całe Wasze środowisko popierało innych kandydatów. Wykonał tytaniczną pracę w kampanii aby Karola Nawrockiego wesprzeć. Tak samo jak np. Przemysław Czarnek. Wiesz natomiast, kto takiej pracy nie wykonał? Ty - napisał.
Odpowiadając na tak sformułowany zarzut braku zaangażowania, Kacper Płażyński sprostował, że w trakcie wspomnianego okresu musiał zająć się pilnymi sytuacjami z prywatnego życia. Jak wyjaśnił w wywiadzie na łamach stacji wPolsce24, regularnie jeździł na spotkania wyborcze popierające Karola Nawrockiego, natomiast zabrakło go w jednym z ważnych mityngów na terenie Gdańska.
Poseł stanowczo zaznaczył, że nie było go na miejscu, ponieważ spędzał ten czas u boku swojej małżonki, która dzień wcześniej doświadczyła groźnego krwotoku i trafiła do szpitala.
Wpis Marcina Horały błyskawicznie spotkał się z ripostą ze strony Patryka Jakiego. Europoseł bez owijania w bawełnę podsumował postawę polityka rzucając dosadnie: - Horała. Nie pierwszy raz. Rynsztok. Idealny dla Soku z Buraka.