Spis treści
"Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść" śpiewał Grzegorz Markowski i twórcy "Teda Lasso" to wiedzieli - trzeci sezon hitu Apple TV+ może i miał swoje bolączki (jak nieszczęsny wątek Zavy), ale dał temu serialowi doskonałe, przeurocze zakończenie. I - jak na tak popularny serial - dość wczesne. Jednak zaledwie trzy lata później, z tęsknoty czy chęci zarobku - to wiedzą już tylko oni, ci sami twórcy postanowili wyciągnąć truchło Teda z szafy i niczym Apocalypse w "X-Men '97", przywrócić naszego ulubieńca do życia. Ale o ile teraz-wcale-już-nie-tak-martwy członek drużyny X-Men wciąż posiada masę charakteru i wigoru, "Ted Lasso" cuchnie stęchlizną i zwyczajnie przynudza.
"Ted Lasso" wraca w koszmarnej formie
Akcja czwartego sezonu rozpoczyna się (mniej więcej) trzy lata po zakończeniu poprzednika. Ted (Jason Sudeikis) mieszka w Kansas i "spełnia się" pracując w lokalnym supermarkecie (btw. scena otwierająca jest tak tandetna, iż zakładałam, że okaże się snem), lecz tak naprawdę tęskni za czasami, gdy trenował A.F.C. Richmond. Z letargu wyciąga go wizyta Rebecki (Hannah Waddingham), Keeley (Juno Temple) i Lesliego (Jeremy Swift), którzy składają mu propozycję nie do odrzucenia - chcą, by znów został trenerem, ale tym razem żeńskiej drużyny. I tak oto nasz poczciwina wraca na Angielską ziemię, która wita go kolejnymi obelgami i przytykami, gdyż ZDRADZIŁ swą dotychczasową drużynę - teraz trenowaną przez Roya Kenta (Brett Goldstein) - i przerzucił się na "babski odpowiednik", który #nikogo.
Pierwszą z szeregu bolączek nowego "Teda Lasso" jest brak większości bohaterów, których zdążyliśmy pokochać - i należycie pożegnać. Najmocniej doskwiera nieobecność Jamiego Tartta (Phil Dunster), na którego twórcy ewidentnie nie mieli pomysłu, wymyślili więc transfer do FC Barcelony i założyli, że serial poradzi sobie bez niego. Cóż... nie radzi sobie. Bez Jamiego u boku Roy Kent przestaje bawić, a zaczyna drażnić. Co gorsza, na tych bohaterów, którzy ostali się w Richmond, scenarzyści również nie mieli konkretnego pomysłu. Snują się zatem po ekranie licząc, że samą nostalgią zdołają zmiękczyć nasze serca. Marzenie ściętej głowy.
W miejsce poprzedniej ekipy wskakuje żeńska drużyna, która wprawdzie ma swoje momenty, jak świetna scena wieczoru quizowego w barze, lecz brakuje w niej soczystych, wyrazistych postaci, którym aż chce się kibicować. Z całym szacunkiem, ale te bohaterki są tak nijakie, że ich los nie mógłby mnie mniej obchodzić. Niewiele lepiej jest z samym Tedem, któremu wciąż nie mogę odmówić wielkiego serducha, szkoda tylko, że w drodze z trumny na ekran stracił swą błyskotliwość, charyzmę i dowcip. Kiedyś "Ted Lasso" bawił i wzruszał do łez, teraz tylko przynudza i sprawia, że średnio co trzy minuty zadaję sobie pytanie, po co to w ogóle powstało.
"Ted Lasso" - recenzja 4. sezonu. Czy warto obejrzeć nowe odcinki?
Zdecydowanie najlepiej wypadają Rebecca i Keeley, które wciąż cechuje ta doskonała energia i ekranowa chemia, które pamiętamy z poprzednich sezonów. Ale dziewczyny same serialu nie pociągną. Nie, gdy ten potwornie zalatuje odgrzewanym kotletem z dyskontu, który przeleżał na półce ostatnie trzy lata. Jak już chcieli odcinać kupony od dawnego sukcesu, trzeba było nakręcić spin-off o przygodach tego duetu, z całą pewnością wyszłoby to znacznie lepiej (bo aby było gorzej, musieliby się srogo postarać).
Reasumując, nowe odcinki "Teda Lasso" to potężny zawód, jeszcze potężniejszy od kryzysu, który przechodzi obecnie nasze polskie "1670". Czwarty sezon zrobiony został na siłę, napisany na kolanie i zagrany niczym pod przymusem - na wyróżnienie zasługują tylko Hannah Waddingham, Juno Temple i dołączająca do obsady Tanya Reynolds ("Sex Education") jako nowa trenerka, która wprowadza tu nieco, rozpaczliwie potrzebnego, powiewu świeżości.
To już nie jest ten sam "Ted Lasso" i trzeba było zostawić go w świętym spokoju. Jeśli zatem zastanawiacie się, czy sięgać po czwarty sezon, zdecydowanie odradzam. Nie psujcie sobie wspomnień o tym niegdyś cudownym serialu.
PRZECZYTAJ TEŻ: "Ted Lasso". Ile odcinków liczy 4. sezon i kiedy premiera finału? (ROZPISKA)