Proces Ryszarda Czarneckiego – o co chodzi?
W środę (7 stycznia) w Sądzie Okręgowym w Warszawie ruszył proces byłego europosła PiS Ryszarda Czarneckiego. Sprawa dotyczy tzw. kilometrówek. Zdaniem prokuratury, polityk miał doprowadzić Parlament Europejski do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na kwotę około 203 tys. euro.
Akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do warszawskiego sądu przez Prokuraturę Okręgową w Zamościu w grudniu 2024 roku.
Wnioski obrony i stanowisko sądu
Przed otwarciem przewodu sądowego przez sędziego Piotra Gąciarka, obrońcy Ryszarda Czarneckiego złożyli wniosek o zwrot aktu oskarżenia prokuraturze celem uzupełnienia. Argumentowali to m.in. niezgodnością treści aktu oskarżenia z informacją, która wpłynęła z Parlamentu Europejskiego przed jego wniesieniem. Sąd jednak nie przychylił się do tego wniosku.
Po wnioskach mediów sędzia zastrzegł, że do momentu wydania wyroku niedopuszczalne będzie przytaczanie w sposób bezpośredni treści wyjaśnień oskarżonego oraz świadków.
Następnie prokurator Artur Szykuła odczytał akt oskarżenia.
Oświadczenie Ryszarda Czarneckiego
Ryszard Czarnecki, obecny na sali rozpraw, nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Podkreślił, że nie działał z zamiarem wprowadzania w błąd czy oszukiwania Parlamentu Europejskiego oraz że przedmiotem tego postępowania jest dawno zamknięta sprawa. Polityk wskazywał, że wszystkie środki, których oczekiwał od niego Parlament Europejski, zostały przez niego przekazane, a podmiot, którego interes ma być chroniony, nie kwestionuje tego rozliczenia.
Czarnecki zaznaczył również, że nie łamał prawa ani wewnętrznych regulacji instytucji, a rozbieżności w dokumentach były wynikiem błędów. Dodał, że dla prokuratury i obecnego rządu, pomimo zamknięcia sprawy, jest ona jedną ze spraw priorytetowych.
- Sprawa dotyczy wydarzeń sprzed 13–17 lat! Wszystkie kwestionowane przez Parlament Europejski środki zwróciłem już 6 lat temu! Prokurator domaga się zwrotu kwot z rozliczeń, które PE uznał za prawidłowe. Biorąc pod uwagę wypowiedzi polityków koalicji rządowej, że jest to dla nich „sprawa priorytetowa”, polityczny kontekst postępowania jest oczywisty. Wielu europosłów zwraca pobrane środki, a w zdecydowanej większości przypadków prokuratury w krajach UE nie wszczynają w ich sprawie postępowań
- powiedział Ryszard Czarnecki "Super Expressowi".
Zeznania świadków i zarzuty prokuratury
Następnie zeznawali świadkowie m.in. była asystentka polityka.
Z aktu oskarżenia wynika, że Ryszard Czarnecki w sporządzonych i podpisanych przez siebie dokumentach podał nieprawdę odnośnie swojego miejsca zamieszkania w Polsce.
Prokuratura informowała, że następnie miał złożyć 243 wniosków o zwrot kosztów podróży, w których – jak stwierdzono – podał nieprawdę w kwestii podróży służbowych, w tym pojazdów, jakimi miał je odbywać i liczby przejechanych kilometrów.
Według śledczych, miało to wpływ na przyznanie mu nienależnej wypłaty pieniędzy związanych z wykonywaniem obowiązków europosła. Jak informowała prokuratura polityk w latach 2009-2013 miał doprowadzić Parlament Europejski do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie ok. 203 tys. euro.
Prokuratura podawała, że łączna wartość szkody wyniosła 854 tys. zł., a jednocześnie z poczynionych ustaleń wynika, że podejrzany zwrócił dotychczas pokrzywdzonej instytucji kwotę 104,5 tys. euro (439,6 tys. zł).
Z kolei Ryszard Czarnecki informował, że Parlament Europejski przekazał pisemnie swoje stanowisko prokuraturze, podkreślając, że wszystkie środki finansowe zwrócił już dawno. Z relacji polityka wynikało też, że PE nie ma wobec niego roszczeń i że nie podtrzymał kwoty, o której mówi prokuratura.
Ryszard Czarnecki – kariera polityczna
Od 2004 r. Ryszard Czarnecki był posłem do Parlamentu Europejskiego, a w latach 2014-2018 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. W lutym 2024 r. Prokuratura Okręgowa w Zamościu wnioskowała o uchylenie mu immunitetu w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa. W wyborach nie uzyskał on mandatu na kolejną kadencję do PE, więc przestał go chronić immunitet.
Śledztwo w sprawie niekorzystnego rozporządzenia mieniem prokuratura wszczęła po zawiadomieniu przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF).
Za zarzucany oskarżonemu czyn grozi do 15 lat więzienia.
Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 9 stycznia. (PAP)