Spis treści
Spontaniczna kawa i szybka decyzja
Dziennikarka przyznaje, że choć myśl o powrocie na Woronicza kiełkowała w jej głowie od pewnego czasu, to finał rozmów był błyskawiczny. Wszystko zaczęło się od niewinnych żartów w studiu "Pytania na śniadanie", które w mgnieniu oka zamieniły się w konkretną ofertę pracy. Szefowa programu nie traciła czasu na zbędne konwenanse — zaproszenie na kawę okazało się kluczowe dla tego transferu. Prezenterka nie ukrywa w rozmowie z "Super Expressem", że tempo rozwoju wydarzeń pozytywnie ją zaskoczyło.
Zobacz też: Czy przebije Woźniak-Starak? Krupińska odpowiada bez kompleksów
Wyglądał spontanicznie zaskakująco i bardzo miło, bo gdzieś te pomysły, żeby wrócić do telewizji polskiej mi chodziły po głowie i gdzieś rozmawiałam z różnymi osobami i te rozmowy się toczyło i pojawiały się jakieś propozycje, ale miałam takie poczucie, że to jeszcze nie to. I wiesz, co przyszłam do "Pytanie na śniadanie" i zaczęliśmy żartować sobie z prowadzącymi, że aha, to może wrócić i że ja super z przyjemnością. Wtedy przeszła Basia szefowa "Pytania na śniadanie" i mówi: No i ty chodź na kawę i pyta, czy chcę przyjść do programu, tak na serio? Chciałabyś? Powiedziałam no pewnie. I to poszło dosyć szybko - mówi nam Agnieszka Woźniak-Starak.
Pojedynek na studia: TVP kontra TVN
Zapytana o to, gdzie pracuje się lepiej, gwiazda sprytnie uniknęła jednoznacznej deklaracji, rzucając hasło "pomidor". Nie powstrzymała się jednak od technicznej analizy obu miejsc. Agnieszka Woźniak-Starak punktuje, że biurowiec konkurencji to nie to samo, co przestronne zaplecze telewizji publicznej. Według niej dawni koledzy z zazdrością patrzyli na słynny ogród i plenerowe możliwości "Pytania na śniadanie".
Zobacz też: Najgorsze kreacje i modowe porażki na ramówce TVP. Kto wtopił najbardziej?
Pomidor! Ja zawsze lubiłam to studio "Pytania na śniadanie", bo ono było zawsze duże i tu jest tak naprawdę pod względem takim technicznym, tu jest zaplecze, masz kawiarnię, tu jeszcze czekają goście, to zawsze była to poczekalnia. Studio Dzień Dobry TVN to biurowiec przystosowany na potrzeby studia i tam jest zupełnie inaczej, ale też z perspektywy konkurencji, a wiem, co mówię, zawsze konkurencja zazdrościła tego studia plenerowego "Pytania na śniadanie". No bo tam jest chodnik na dole, a tu było to piękne takie wiosenne, letnie kolorowe z kwiatami studio, szczerze mówiąc tego się nie mogę doczekać, bo tak też zawsze patrzyłam i podziwiałam. Tu jest mnóstwo terenu, są do tego warunki - mówi nam Woźniak-Starak.
Nowy rozdział bez oglądania się za siebie
Choć obecna szefowa w TVN przyznała, że śledzi poczynania byłej podopiecznej, to w drugą stronę ta relacja nie działa. Prezenterka stawia sprawę jasno: 12 lat w jednej firmie to szmat czasu, po którym potrzebne jest totalne odcięcie. Teraz liczy się dla niej tylko "tu i teraz" oraz nowa energia w studiu przy Woronicza. W rozmowie z dziennikarką Julitą Buczek podkreśla, że nie ma potrzeby podglądania tego, co dzieje się u dawnego pracodawcy.
Zobacz też: Wielki powrót Agnieszki Woźniak-Starak do "Pytania na śniadanie". Widzowie podzieleni!
Nie, nie, ale też dlatego, że spędziłam te 12 lat i myślę, że ja potrzebowałam bardzo zmiany, więc ta potrzeba przynajmniej nie powoduje, że ja mam jakąś potrzebę podglądania i zaglądania co tam się dzieje, że jestem w nowym miejscu, w nowej energii i interesuje mnie to, co jest tutaj i na tym się skupiam i nie podglądam - mówi "Super Expressowi" Agnieszka.