Viki Gabor nieustannie znajduje się na językach. Pod koniec ubiegłego roku w mediach gruchnęła wiadomość o romskim ślubie piosenkarki z Giovannim Trojankiem, wnukiem Bogdana Trojanka, który prowadził transmisję live z wydarzenia na swoim Facebooku. Wokalistka postanowiła jednak nie odnosić się do zamieszania, jakie wywołały podjęte przez nią w życiu prywatnym kroki. 18-latka w rozmowie z serwisem ESKA.pl powiedziała jedynie, że Polacy nie wiedzą nic o kulturze romskiej i pożyczyła szczęścia w życiu.
Viki Gabor mierzy się z hejtem: "Wszystko jest źle"
W kolejnych tygodniach w mediach aż wrzało o sytuacji rodzinnej piosenkarki, wynikającej z aresztowania jej ojca, a także o wynikach głosowania polskiego jury na Eurowizji, którego była członkinią. Warto jednak podkreślić, że Gabor jako jedyna uplasowała Izrael na ostatnim miejscu, bo - jak wyjaśniła - czuła, że taka jest powinność. Zapytana, czy towarzyszy jej poczucie niesprawiedliwości, gdy jest oceniana za rzeczy, których nie zrobiła, artystka powiedziała:
Szczerze? Mam wrażenie, że czego nie zrobię, wszystko jest źle. Wszystko. Zaśpiewam - jest źle, nie zaśpiewam - też źle. Powiem coś - jest źle, będę mówić cały czas po polsku - jest źle. Jest to dla mnie smutne, bo nie jestem po to, żeby kreować jakieś dramy w internecie. Jestem po to, żeby śpiewać, robię muzykę - wyjaśniła w rozmowie z ESKA.pl.
Viki Gabor o wyprowadzce z Polski
Dopytana, czy to właśnie z tego powodu postanowiła dzielić swoje życie między Polskę a Wielką Brytanię, w której się wychowała, artystka zdradziła, co najbardziej ceni sobie w życiu poza Polską. Chodzi o spokój.
Szczerze, mam wrażenie, że tam jest lepszy vibe o tyle, że nikt na ciebie nie patrzy, (...) mam większy luz, dlatego czuję się tam lepiej. Też jako dzieciak tam dorastałam, więc Wielka Brytania to jest dla mnie taki powrót do domu, ale nie ukrywam, że bardzo lubię przebywać też w Polsce i mam taki schemat, że jestem trochę tu, trochę tu - powiedziała w wywiadzie dla ESKA.pl.
Artystka nie zamierza jednak wyprowadzać się na stałe.
Dzisiaj, jak rozmawiałam ze swoim menadżerem, to powiedziałam mu, że zwariowałabym, jakbym siedziała tylko w Londynie, albo tylko w Polsce, więc muszę być trochę tutaj i trochę tutaj, bo jednak przez te parę lat w Polsce przyzwyczaiłam się do swojego Krakowa i tak opuścić go całkowicie, jest to po prostu ciężkie - podkreśliła.