Pożar na grobie Łukasza Litewki. Służby w akcji, poruszający apel ukochanej

2026-05-28 23:02

Na cmentarzu w Sosnowcu doszło do dramatycznego incydentu. Grób tragicznie zmarłego Łukasza Litewki stanął w płomieniach. Ogień pojawił się w gąszczu zniczy i wieńców, które masowo znosili mieszkańcy. Interweniowała policja i straż pożarna, a partnerka społecznika zwróciła się z łamiącym serce apelem do odwiedzających.

Wiadomość o pożarze szybko rozeszła się w sieci, wywołując ogromne poruszenie. Świadkowie relacjonowali, że incydent przebiegł błyskawicznie. Początkowo na cmentarzu panowała cisza, jednak wkrótce rozległ się dźwięk syren straży pożarnej i radiowozów.

Zarządca cmentarza relacjonuje: Najpierw zjawili się policjanci

Damian Bacia, który zarządza nekropolią, opisał przebieg interwencji służb. Przebywał w pobliżu, gdy doszło do zdarzenia.

Akurat byłem otworzyć bramę, bo mieliśmy pogrzeb o godz. 12. Pół godziny wcześniej otwierałem kaplicę. I nagle słyszę syreny. Pierwsza przyjechała policja, a za nią dwa wozy strażackie. Przyjechali strażacy, rozciągnęli węże. Prosiłem, żeby tylko delikatnie polewali. Ale byli fachowcami, strat nie narobili żadnych/

– mówił na łamach dziennika „Fakt”.

Służbom udało się szybko opanować żywioł i ogień nie przeniósł się na sąsiednie mogiły. Gospodarz obiektu wskazał jednak, że przestrzeń przy grobie Łukasza Litewki była szczelnie zastawiona kwiatami i lampionami, co stworzyło idealne warunki dla płomieni.

Czytaj też: Doda dostała od rodziny Litewki zakaz wtrącania się w śledztwo! "Mam swoje informacje"

Dlaczego grób Łukasza Litewki stanął w ogniu?

W internecie błyskawicznie pojawiły się teorie na temat przyczyn pożaru. Część osób podejrzewała celowe podpalenie. Zarządca cmentarza stanowczo odrzucił te oskarżenia, prosząc o zachowanie spokoju i nieferowanie wyroków.

Niczyja to wina ani żadna celowość czy zła wola. Był wiatr i dużo zniczy różnego rodzaju. Prawdopodobnie wiatr przewrócił któryś wieniec i się zapaliło. .

Damian Bacia podkreślił, że docenia pamięć o zmarłym, jednak ogromna liczba zapalonych zniczy i otwartych wkładów stała się realnym zagrożeniem.

Tu wszystko było zastawione zniczami. Myśmy chyba trzy lub cztery razy wypalone znicze wywozili. Dlatego proszę, żeby nie stawiać ich już tyle. Pomodlić się, kupić karmę, a nie zastawiać, by rodzina też miała dostęp do grobu.

Partnerka Litewki: „Niestety stało się, co się stało”

Natalia Bacławska, ukochana zmarłego aktywisty, stawiła się na cmentarzu. Była wstrząśnięta całym zajściem. Przypomniała, że rodzina od dawna apelowała do ludzi o rozsądek i niestawianie kolejnych światełek.

Sprawdź: Przyjaciel Litewki przerwał milczenie. "Zamiast czystego dobra, pojawiły się osobiste ambicje"

Niestety stało się, co się stało. Był wiatr, suche wieńce, ludzie stawiali nie tylko te zamknięte znicze, ale też wkłady. Wystarczył nawet lekki podmuch wiatru na wieniec, na taki wkład. Prosiliśmy wielokrotnie, żeby nie stawiać aż takiej dużej ilości. Chodzi o to bezpieczeństwo, mamy też poczucie odpowiedzialności za groby obok nas

– wyznała Natalia Bacławska reporterom „Faktu”.

Rodzina Łukasza w żałobie przeżywa kolejny cios

Partnerka zmarłego podkreśliła, że zniszczenie grobu przez ogień dołożyło bliskim cierpienia w tym i tak bardzo ciężkim okresie.

Nie chcieliśmy tej sytuacji. Wydarzyła się. To, co się wydarzyło wczoraj, było dodatkowym bólem. Nie chcemy, by taka sytuacja się powtórzyła. Dlatego proszę wszystkich, w imieniu bliskich Łukasza, zanim powstanie pomnik, żeby po prostu bardzo uważali na to, gdzie i co zostawiają.

Odejście Łukasza Litewki wciąż wywołuje poruszenie, a jego miejsce spoczynku odwiedzają tłumy mieszkańców Sosnowca i osób sympatyzujących z jego działalnością. Niestety to właśnie góra kwiatów i lampionów doprowadziła do niebezpiecznego zaprószenia ognia na cmentarzu.

Nie przegap: Z ostatniej chwili! Książulo trafił do szpitala! Przeszedł operację. Wykryto "coś jeszcze"

PRZEMARSZ Z TRUMNĄ ŁUKASZA LITEWKI NA CMENTARZ