Spis treści
Rodzina i przyjaciele w żałobie po śmierci Witolda Płóciennika
Rodzina oraz współpracownicy z branży do samego końca liczyli, że znany operator filmowy, który zaginął kilka dni temu, odnajdzie się cały i zdrowy. Niestety, w czwartek 3 września służby przekazały wstrząsające wieści. W trakcie trwającej akcji poszukiwawczej natrafiono na zwłoki. Przedstawiciele policji potwierdzili tożsamość zmarłego – to poszukiwany 56-latek.
Zakończyły się poszukiwania zaginionego 56-latka. Zostało odnalezione ciało mężczyzny. Dziękujemy za zaangażowanie - czytamy na facebookowym profilu policji Sulęcin.
Kontakt z Witoldem Płóciennikiem urwał się 29 sierpnia podczas jego pobytu w województwie lubuskim. Przebywał tam zawodowo, pracując nad nowym projektem dla platformy Netflix. W wolnej chwili udał się w okolice jeziora Lubiąż. Przed zaginięciem przesłał znajomym fotografię z trasy spacerowej w pobliżu akwenu. To był jego ostatni kontakt ze światem. Kiedy w poniedziałek nie stawił się w pracy, natychmiast zaalarmowano odpowiednie służby.
Szeroko zakrojona akcja w województwie lubuskim
Po zgłoszeniu zaginięcia błyskawicznie zorganizowano ogromną operację. W terenie pracowali funkcjonariusze policji, straż pożarna, leśnicy i żołnierze, wspierani przez członków ekipy filmowej oraz okolicznych mieszkańców. Do poszukiwań na lądzie i wodzie zaangażowano drony, psy tropiące oraz łodzie patrolowe. Z każdym kolejnym dniem szanse na szczęśliwe zakończenie malały. Ostatecznie służby potwierdziły najczarniejszy scenariusz. Na ten moment nie podano dokładnych przyczyn zgonu.
Witold Płóciennik zdobył uznanie dzięki pracy przy takich hitach jak "Klangor", "Stulecie Winnych" czy "Ikar. Legenda Mietka Kosza". W swojej karierze zdobył szereg nominacji i prestiżowych wyróżnień w branży kinematograficznej.