To nie koniec afery działkowej. Superstyler nie wytrzymała. Marka też to skomentowała

Myśleliście, że afera działkowa skończy się polubownie i szybko? Nic bardziej mylnego. Marka modowa włamała się do ogródka Superstyler. Gdy ta zobaczyła zniszczenia - postanowiła nagłośnić sprawę. Zarówno ona jak i firma wydały swoje oświadczenia, jednocześnie domagając się roszczeń/sprostowań. Okazało się, że afera poszła o krok dalej. Wpłacono pieniądze, ale zgody nie ma

Influencerka Marta Lech-Maciejewska przy białym, drewnianym płocie. O aferze działkowej przeczytasz w serwisie Eska.
Autor: SuperStyler/ Instagram

Marka modowa włamała się na działkę influencerki 

Wokół polskiej marki modowej She is Sunday oraz influencerki Marty Lech-Maciejewskiej (SuperStyler) wybuchła tzw. "afera działkowa". Właścicielka firmy odzieżowej bez zgody wtargnęła na ogrodzony teren prywatnej działki ROD należącej do blogerki, aby zrealizować tam komercyjną sesję zdjęciową swoich ubrań. SuperStyler zauważyła swoją posesję w krążących po sieci reklamach i zarzuciła marce nie tylko bezprawne wykorzystanie jej terenu, ale również uszkodzenie drewnianego płotu.

Współwłaścicielka She is Sunday wystosowała publiczne przeprosiny. Tłumaczyła, że zachwyciła się płotem w drodze na inną, wynajętą działkę i zrobiła tam tylko kilka ujęć, zapewniając przy tym, że niczego nie zniszczyła.

Sprawę w sieci przeanalizował popularny prawnik Marcin Kruszewski, prowadzący profil "Prawo Marcina". Wyjaśnił, że same przeprosiny i usunięcie zdjęć z sieci mogą nie wystarczyć, ponieważ wdzieranie się na cudzy, ogrodzony teren stanowi przestępstwo naruszenia miru domowego. Prawnik zaznaczył, że za taki czyn grozi kara grzywny, ograniczenia wolności, a nawet do roku pozbawienia wolności.

Cleo broni współpracy z influencerkami. Nie chce być boomerką!

SuperStyler reaguje na zachowanie marki modowej 

Superstyler dała czas SIS na reakcję. Influencerka czekała, aż marka wyda odpowiednie przeprosiny i wpłaci pieniądze na wskazaną przez siebie fundację. 

Mimo otwartości z naszej strony i zaproponowania dwóch niewygórowanych oczekiwań, by rozwiązać tę sytuację polubownie, z przykrością musimy stwierdzić, że do jakiegokolwiek porozumienia nie doszło, nad czym głęboko ubolewamy. Nasze oczekiwania były dwa: przeprosiny na obu profilach oraz wpłaty na Fundację Herosi 20 000 zł od marki i 5 000 zł od właścicielki. Ani złotówki dla nas - skomentowała SuperStyler. 

Okazało się, że właścicielka marki modowej nie zastosowała się do żadnej z próśb SuperStyler. 

Niestety, negocjacje nie przyniosły pozytywnego skutku. Mamy wręcz wrażenie, że przyniosły skutek odwrotny: osoba, która, jak sama publicznie przyznała, weszła na teren „do którego nie miała prawa wejść”, stawia dziś siebie w roli ofiary, oczekując od nas m. in. usunięcia wszystkiego, co o tej sprawie powiedzieliśmy. Przedstawia też swoje warunki dotyczące wpłaty na cel charytatywny, istotnie odbiegające od naszych oczekiwań. Nie zgadzamy się na to, by zamykano nam usta w tej sprawie. Nie przyjmiemy milczenia jako ceny zgody. Ta sprawa pokazała nam, że drugiej stronie bardziej niż na naprawieniu sytuacji zależy na ochronie własnego wizerunku. Podjęliśmy rozmowy z własnej woli, bo chcieliśmy zakończyć tę sprawę pokojowo. Zamiast wykonania publicznie złożonych deklaracji zastaliśmy warunki, których nie mogliśmy przyjąć. Nie zgodzimy się na żadne rozwiązanie, w którym choćby część odpowiedzialności za to, co się wydarzyło, miałaby spaść na nas. Na to naszej zgody nie ma - podsumowała influencerka.

SuperStyler razem ze swoją firmą postanowiła sama wpłacić na Fundację Herosi 25 000 zł - te pieniądze, o które prosiła SIS. Jednocześnie kobieta nie wyklucza podjęcia kroków prawnych w tej sprawie. 

Sheissunday ma swoją wersję zdarzeń 

Nie trzeba było długo czekać, a właścicielka marki wydała własne oświadczenie. Czuje się ona pokrzywdzona w całej tej sprawie i według niej - dopadło ją mnóstwo pomówień oraz hejtu. 

Pismo skierowane do She is Sunday dotyczyło głównie nieuczciwej konkurencji - a nie naruszenia prywatnej przestrzeni, na czym została zbudowana narracja w mediach społecznościowych. Przeprosiłyśmy za wejście na teren działki kilkukrotnie, a materiały z wykorzystaniem płotu zostały usunięte natychmiastowo. Druga strona otrzymała od nas dowody na to, że do żadnego zniszczenia płotu z naszej strony nie doszło. Przedstawiona została również propozycja, by wpłata nie trafiła tylko do jednej fundacji, lecz została podzielona między dwie organizacje. Jednak skoro wczoraj bez zapowiedzi została zerwana procedura ugodowa, treści negocjacji zostały ujawnione i pojawiły się nieprawdziwe informacje na nasz temat, to nie mamy zamiaru już więcej milczeć i chcemy opowiedzieć jak to wyglądało naprawdę - skomentowała marka.

Właścicielka marki przedstawiła swoją wersję zdarzeń. Według niej oczywiście zrobili zdjęcia bez zgody właściciela, ale sesja rzekomo miała trwać zaledwie 2 minuty, a płot nie został naruszony. Ma mieć dowody w postaci w filmu i świadków. 

- Od początku rozmów ugodowych wykazywałyśmy wolę wpłaty pieniędzy na fundację. Jednak czekałyśmy z tym do czasu zakończenia rozmów ugodowych. Fundacja Herosi wskazana przez drugą stronę wspiera dzieci chore onkologicznie i to ważny i potrzebny cel. Zaproponowaliśmy również wsparcie dla fundacji przeciwdziałającej mowie nienawiści w internecie, zjawisku, które przy tej sprawie bardzo eskalowało. Drugą naszą propozycją było wpłacenie po połowie kwot na obie fundacje - skomentowała marka.

Do ugody nie doszło, a She is Sunday samodzielnie wplaciło 25 000 zł na fundację Stop Hejterom. Jednocześnie marka rząda sprostowania całej sytuacji i również nie wyklucza już drogi sądowej. 

Rolki