Marka modowa włamała się na działkę influencerki. Sprawę skomentował Prawo Marcina

Nikt się nie spodziewał tego, że dokładnie w wakacje 2026 wybuchnie wielka afera działkowa między influencerką a pewną marką modową. Okazało się, że firma bez jej wiedzy miała wejść na jej posesję i zrobić... sesję zdjęciową do reklamy produktów. Influencerka grzmi i zapowiada kroki prawne, prosi też o rekompensatę. A marka się tłumaczy. O co dokładnie chodzi?

Włamali się na działkę influencerki. Zrobili tam zdjęcia do kampanii reklamowej 

Marta Lech-Maciejewska prowadzi konto w mediach społecznościowych pod nazwą SuperStyler. Pewnego dnia, gdy poszła na swoją działkę, zauważyła uszkodzony płot. Nie spodziewała się, że kilka dni później zobaczy go na nagraniu marki jednej ze znajomych - u firmy She is Sunday. Marka zamieściła w mediach społecznościowych kampanię z nowymi produktami. Mieli oni sesję na uroczym białym płotku, który jak się okazało... należał właśnie do SuperStyler. Influenerka nie ukrywała swojej wściekłości i postanowiła o tym opowiedzieć na swoich social mediach. 

- Widzicie ten zniszczony płot? To będzie historia o tym, jak właścicielka polskiej marki modowej dla kobiet postanowiła bezprawnie wtragnać na moją działkę na RODzie, żeby zrobić sobie tutaj sesję zdjęciową dla swojej marki. Te reklamy teraz hulają po sieci - powiedziała Marta.

Jak zaznaczyła influencerka, działa jest zamykana na kłódkę. Spędza tam ze swoją rodziną często czas, ale również nagrywa materiały dla swojej firmy. 

- Teraz wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy od kilku z was dostaję screeny hulającej w sieci reklamy. Ja wiem, że budynki można fotografować z zewnątrz, ale wkroczenie na cudzy teren? - powiedziała Marta.

Jak zaznacza, po tej sesji zdjęciowej zauważyła zniszczenia płotu akurat w miejscach, gdzie pozowała modelka. Nie ma jednak wprost dowodów na to, że zrobiła to właśnie ona. SuperStyler zaznaczyła wprost, iż nie współpracuje z She is Sunday. Natomiast zna właścicielkę tej firmy.

- Nie byłoby problemem, żeby ona do mnie napisała i zapytała, czy jest taka możliwość i jaki jest koszt wynajęcia tej działki - powiedziała Marta. 

Jak zaznaczyła influencerka, chciała nagłośnić sytuację, aby też się odciąć od kampanii. Jednocześnie zapowiedziała, że rozpoczęła kroki prawne w tej sprawie. 

Pod tym postem skomentowała wszystko również właścicielka SIS. 

- Marta, chciałabym Cię publicznie bardzo przeprosić. To, co wydarzyło się podczas naszej sesji zdjęciowej, nie powinno było mieć miejsca. Bardzo mi za to wstyd i przykro. Sesję realizowałyśmy na pobliskiej działce, którą w tym celu wynajęliśmy i to tam powstała większość kampanii. Jednak w drodze do niej zobaczyłyśmy Wasz piękny ogród - nie wiedząc w tamtej chwili że należy do Was, powstało tam kilka ujęć. Próbowałam skontaktować się z Tobą prywatnie, ponieważ zależy mi, żeby przeprosić Cię również osobiście i naprawić tę sytuację. Chciałabym także naprawić wszelkie szkody, jeśli do nich doszło. Materiały z tym ujęciem zostały już przez nas usunięte z reklam i z naszej strony. Nie powinniśmy byli wykorzystać tego ujęcia bez Twojej zgody. Biorę za to pełną odpowiedzialność і wyciągnę z tej sytuacji wnioski. Mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogły spokojnie porozmawiać - skomentowała właścicielka She is Sunday pod postem Marty. 

Gigantyczna działka w Warszawie. Stara zajezdnia autobusowa zarasta

Influencerka zapowiada kroki prawne, a marka się broni 

Właścicielka She is Sunday wydała dodatkowe oświadczenie w swoich mediach społecznościowych. 

- Chcę powiedzieć Wam, co się stało. Podczas naszej sesji zdjęciowej, w drodze na wynajętą przez nas działkę, zobaczyłam biały płotek. Coś mnie po prostu poniosło i przeszłam przez niego bez zastanowienia, żeby zrobić kilka ujęć. To był sąsiedni, prywatny teren, do którego nie miałam prawa wejść. Zrobiłam coś, czego bym nie zaakceptowała, gdyby ktoś zrobił to nam. I jest to błąd, za który biorę pełną odpowiedzialność prawną, niezależnie od tego, jak spontanicznie do tego doszło. Bardzo za to przepraszam. Materiał, który tam powstał, usunęliśmy z kampanii i z naszych kanałów. Od pierwszego dnia próbowałam skontaktować się z Martą, żeby przeprosić i naprawić sytuację. Do tej pory się to nie udało, ale mam nadzieję, że jeszcze będziemy mogły porozmawiać. Wyciągnęłam z tej sytuacji wnioski i już wprowadziliśmy nowe zasady przy organizacji naszych sesji zdjęciowych, żeby podobny błąd nigdy więcej się nie powtórzył - powiedziała właścicielka marki modowej.

W tym samym czasie influencerka Marta wydała swoje oświadczenie. Okazało się, że wysłała maila, a następnie list, jakie oczekiwania mają wzgledem marki. 

- Pierwsze oczekiwanie to przeprosiny na profilu instagramowym zarówno marki, jak i właścicielki, która bezprawnie wtargnęła na naszą działkę, uszkadzając płot, ale też robiąc sesję zdjęciową, którą później udostępniała i w sposób płatny promowała w internecie, wykorzystując naszą przestrzeń. Drugie roszczenie to wpłacenie przez firmę 20 tysięcy, a przez współwłaścicielkę firmy 5 tysięcy na konto fundacji HEROSI. Fundacji, która wspiera dzieci chorujące na nowotwory.  Szczególnie biorąc pod uwagę kondycję firmy, o której mówimy, którą możecie sobie sprawdzić w KRS-ie właśnie w tej sekundzie, to tak naprawdę to jest symboliczne wsparcie, a możemy, tak jak powiedziałam, zrobić z tego coś naprawdę dobrego. To jest nasza propozycja, czekamy na odzew z drugiej strony. Mamy nadzieję, że z całej tej sytuacji wyniknie coś naprawdę dobrego. Szczególnie, że od wczoraj dostaję od Was zrzuty ekranu, że drop, który był początkowo promowany zdjęciami zrobionymi na moim płocie i na mojej działce, sprzedaje się całkiem nieźle, o czym informowała sama współwłaścicielka na profilu marki. To myślę, że zaproponowane rozwiązanie jest całkiem okej - powiedziała SuperStyler.

Jednocześnie zaznacza, że jest w kontakcie z prawnikami w tej sprawie. 

Prawo Marcina o aferze działkowej. Na to zwraca uwagę 

Do całej sprawy odniósł się też Prawo Marcina, którego wywołała sama SuperStyler. Jak zaznaczył, marce modowej mogą grozić poważne konsekwencje.

- Samo już wdzieranie się na cudzy, ogrodzony teren to przestępstwo zakłócenia miru domowego. Właścicielce może grozić nie tylko kara grzywna albo ograniczenia wolności, ale nawet kara pozbawienia wolności do roku. Samo usunięcie samozwańczej sesji z internetu nie wystarczy.Teraz los właścicielki marki modowej jest w rękach kobiety, która sesją została pokrzywdzona. Tłumaczyła się, że na działkę weszła, bo nie wiedziała, że należy ona właśnie do tej influencerki. Ale prawo jest równe dla wszystkich - podsumował Prawo Marcina.