Nowa twarz muzyki pop. Adéla, śpiewająca sensacja ze Słowacji, daje nadzieję artystom z Polski

W swoim ostatnim singlu "Ain't In LA", który generuje średnio dwa miliony odtworzeń dziennie, przekonuje, że najbardziej niegrzeczne dziewczyny nie pochodzą wcale z Los Angeles. Kto jak kto, ale ona doskonale wie, co mówi. Adéla Jergová w krótkim czasie zawładnęła umysłami fanów muzyki pop, stając się globalną sensacją. Bilety na jej show w Warszawie rozeszły się w mgnieniu oka.

Jest kolejnym dowodem na to, że wcale nie trzeba wygrać telewizyjnego show, by odnieść niebywały sukces. W jej przypadku nie mówimy jedynie o lokalnym rynku, a właściwie o całym świecie. Singiel "Ain’t In LA" nie schodzi z listy Global serwisu muzycznego Spotify i codziennie osiąga lepsze wyniki. Zawędrował nawet na Hot 100 amerykańskiego Billboardu, czyniąc z Adéli pierwszą Słowaczkę mogącą pochwalić się obecnością w zestawieniu. Czy to nie ironia, że Amerykanie tak bardzo pokochali utwór, w którym pada deklaracja, że "the baddest b*tches” wcale nie są z Los Angeles, jak wmawiano nam, Europejczykom, przez lata, uskuteczniając amerykański sen? W końcu nieoficjalnie doczekaliśmy się swojej ambasadorki.

Adéla. To jej imię nosi współczesny pop

Adéla Jergová, bo o niej mowa, w mgnieniu oka stała się jedną z najważniejszych świeżych twarzy na scenie pop. Jej sceniczne umiejętności przywołują skojarzenia z artystkami, które w znaczącym stopniu ukształtowały show-biznes – od Madonny, przez Britney Spears, po Lady Gagę. To na ich muzyce dorastała. Chłonąc amerykańską popkulturę od małego, z naciskiem na oglądanie "Hannah Montana", nauczyła się angielskiego.

Moja mama dzieliła pokój z trójką młodszego rodzeństwa i miała ściany obklejone popkulturą. Mój dziadek, jej tata, pracował w niemieckich kopalniach, a ona zawsze prosiła go o przemycanie plakatów przez granicę, ponieważ zachodnie treści były niedozwolone w komunistycznej Czechosłowacji. Pamiętam, że w łazience mojej babci wisiał plakat Madonny, na który jako mała dziewczynka zawsze gapiłam się z zachwytem. Moja mama też go tam powiesiła. Ona to ja, a ja to ona, tyle że ja mam o wiele więcej szczęścia i wolności. Najbardziej niesamowita babka na świecie – wspominała na Instagramie.

To właśnie z myślą o matce stworzyła swój największy hit.

Wywiad Roksana Wegiel

Wszystko zaczęło się od baletu 

Matka Adéli, Maria, szybko dostrzegła talent córki i umożliwiła jej szlifowanie umiejętności pod okiem profesjonalistów. Już jako 3-latka Jergová pobierała lekcje baletu w Moskwie. To właśnie ta sztuka, opierająca się na żelaznych zasadach i poszanowaniu dla historii, opanowana zresztą przez nią do perfekcji, utorowała przyszłej piosenkarce drogę do opuszczenia ojczystej Słowacji i zaprowadziła ją na sceny w Wiedniu oraz Londynie. Mając zaledwie 14 lat, dołączyła do Vienna State Ballet, a rok później rozpoczęła naukę w prestiżowej English National Ballet School. Wiara matki w jej możliwości pozwoliła jej wyjść poza schemat i samej uwierzyć w zrealizowanie marzeń o międzynarodowej sławie. W 2022 roku przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych.

W Europie Wschodniej często myślimy w bardzo ograniczony sposób. Nie uważamy się za godnych ani zdolnych do wielkich rzeczy, bo po prostu nigdy wcześniej nam się to nie zdarzyło – zwierzała się w wywiadzie dla "Notion", podkreślając, że cały czas postrzega Słowację jako swoją ojczyznę

Porażka przekuta w sukces

Rygor, z jakim spotkała się trenując balet, przydał się jej w programie, który uczynił z niej gwiazdę. Mowa o "Dream Academy", uwiecznionym w produkcji Netflixa o tytule "Pop Star Academy: KATSEYE". Adéla, chociaż znalazła się w gronie 20 uczestniczek, pokonując wcześniej w castingach ponad 100 tysięcy innych kandydatek, została niemalże natychmiast wyeliminowana z dalszej gry. Mimo porażki nie zdecydowała się na powrót do Słowacji. Postanowiła kontynuować edukacją w Los Angeles, zapisała się na zajęcia muzyczne w Santa Monica College i zaczęła planować podbój świata. W 2024 roku, gdy reality-show z jej udziałem weszło na Netflixa, była już gotowa. Tydzień wcześniej na rynku ukazał się jej debiutancki singiel "Homewrecked" opowiadający o zdradzie jej ojca.

Sukces kolejnego singla, "Superscar", nie przeszedł niezauważony przez branżę. W maju 2025 roku wytwórnia Capital Records, do której należy m.in. Katy Perry, pochwaliła się podpisaniem kontraktu z Adélą, co zaowocowało wydaniem przez nią w sierpniu debiutanckiej EP-ki "The Provocateur". Jeszcze w tym samym roku młoda gwiazda wyruszyła w pierwszą trasę koncertową – po Londynie, Nowym Jorku i Los Angeles. W międzyczasie mieliśmy okazję gościć ją w studiu Eski!

Album "Prima" już dostępny

Dziś Adéla jest jedną z najbardziej obiecujących postaci na żeńskiej scenie pop. Nowy rok swojej działalności rozpoczęła od wyruszenia w tournée z Demi Lovato jako support, a kawałki "KGB", "Red Bottoms" czy wspomniane "Ain’t In LA" tylko ugruntowały jej pozycję w branży. To jednak dopiero początek! Na rynku ukazał się właśnie debiutancki album 23-latki – "Prima". Artystka udowadnia na nim, że ma wiele do zaoferowania. Zamiast pójść utartym szlakiem i zaserwować fanom brzmienie zbliżonego do tego, które znają z EP-ki, postanowiła pobawić się muzyką, eksplorując nowe gatunki i pokazując, że nie zamierza dać się zaszufladkować. Na pewno nie teraz. Utrzymane w klimacie R&B "Nicole Kidman", dynamiczne "Fantasize" oraz "Boys" czy zadymione "Marijuana" to kawałki, obok których nie da się przejść obojętnie - i które mają szansę zdefiniować kolejne miesiące tego roku.

Adéla w Warszawie. Bilety na koncert już niedostępne

Trasa koncertowa promująca wydawnictwo "The Red Bottoms Tour" wyprzedała się na pniu. Warszawskie show, zaplanowane na 3 lutego, będzie ostatnim, jeśli chodzi o Europę. Bilety na nie rozeszły się już w dniu rozpoczęcia sprzedaży.

Rolki