Muzyczny świat pogrążył się w żałobie. Jak podał lokalny oddział telewizji CNN Brasil, powołując się na oficjalne komunikaty tamtejszej policji, Oliver Tree zginął w niedzielę, 14 czerwca 2026 roku. Amerykański wokalista, producent i performer był jedną z ofiar tragicznego wypadku, do którego doszło w Recreio dos Bandeirantes - nadmorskiej, południowej dzielnicy Rio de Janeiro.
Oliver Tree nie żyje. Zginął w katastrofie
Szczegóły katastrofy wciąż są badane przez lokalne służby, jednak pierwsze doniesienia rysują przerażający obraz zdarzenia. Nad metropolią doszło do zderzenia dwóch helikopterów. W wyniku wypadku śmierć na miejscu poniosło sześć osób - obaj piloci maszyn oraz czworo pasażerów, wśród których zidentyfikowano amerykańskiego muzyka. Po zderzeniu jedna z maszyn runęła na parking, wywołując ogromny pożar, który zajął około 20 zaparkowanych samochodów.
Oliver Tree był w trasie koncertowej
Oliver Tree przebywał w Brazylii w ramach swojej trasy koncertowej "Love You Madly, Hate You Badly World's First World Tour". W lipcu - tuż po swoich 33. urodzinach - miał przylecieć do Europy, gdzie kolejną odnogę koncertowego tournée planował rozpocząć od występu w Lizbonie. We wrześniu miał zaprezentować się w Polsce.
Oliver Tree miał zagrać w Warszawie
Ta potworna tragedia wstrząsnęła również polskimi fanami. Oliver Tree miał jesienią wystąpić również w naszym kraju, a dokładnie 18 września, w warszawskim klubie Progresja, w ramach wspomnianej trasy koncertowej "Love You Madly, Hate You Badly World's First World Tour". Dziś już wiemy, że do tego wydarzenia nigdy nie dojdzie.
Melanie Martinez żegna byłego ukochanego
Olivera w mediach społecznościowych pożegnała jego była ukochana, Melanie Martinez. Wokalistka napisała, że jest zdruzgotana śmiercią piosenkarza, przypominając o jego wielkiej pasji do tworzenia muzyki.
Jestem dzisiaj całkowitym wrakiem człowieka. Naprawdę trudno pojąć, jak ktoś, z kim kiedyś dzieliło się tak wyjątkowy i formujący czas w swoim życiu, może nagle, z dnia na dzień, odejść. Był niesamowicie oddany swojej sztuce, co głęboko podziwiałam i szanowałam. Myślę, że każdy, kto go znał, będzie wracał pamięcią do tych chwil śmiechu i radości, które tak łatwo potrafił w nas wywołać. Jego śmiech był niesamowicie zaraźliwy i ciepły. Jego zdolność do kreatywnego przewodzenia i działania, przy jednoczesnym zachowaniu dziecięcego zachwytu i podziwu dla świata, była niezwykle inspirująca. Miał wielkie serce i był prawdziwym artystą w każdym calu - napisała Martinez na swoim Instagram Story.