Polskie preselekcje do tegorocznej Eurowizji miały odbyć się na żywo 14 lutego, czyli w najbliższą sobotę. Taka informacja widnieje też we wciąż dostępnym na portalu TVP regulaminie konkursu. Jak jednak wynika z dopiero co opublikowanej ramówki dla prasy, Finał Polskich Kwalifikacji zobaczymy dopiero po południu 7 marca. Choć organizatorzy milczą, to artyści i fani wiedzą już, że zamiast planowanego koncertu na żywo odbędzie się emisja nagranych wcześniej występów. Co na to uczestnicy? W rozmowie z Michałem Hanczakiem w studiu Radia ESKA sprawę ocenił Jeremi Sikorski. Muzyk nie kryje rozczarowania.
Eurowizja 2026. Polskie preselekcje w ogniu kontrowersji
Zamieszania i braku komunikacji ze strony TVP nie brakuje. W komunikacie przesłanym do redakcji Eska.pl stacja odniosła się jedynie do kontrowersji związanych z wyświetleniami utworu jednej z uczestniczek i zapewniła o bezpieczeństwie głosowania. Jak przebiegnie to głosowanie? Tego również jeszcze oficjalnie nie wiemy. Według medialnych doniesień - okno na wysyłanie głosów potrwa do północy, a zwycięzcę poznamy dopiero 8 marca w programie "Pytanie na Śniadanie".
Jeremi Sikorski rozczarowany formą konkursu. Chce dać z siebie wszystko
Temat preselekcyjnego chaosu padł w wywiadzie jednego z finalistów z Michałem Hanczakiem w studiu Radia ESKA. Jeremi Sikorski, który dostał się do konkursu z utworem "Cienie przeszłości", nie ukrywa, że również jest zawiedziony zmianą formuły koncertu. Choć plotki głosiły nawet o organizacji dużej, biletowanej imprezy w jednej z aren widowiskowych, to tym razem zabraknie nawet mniejszych preselekcji na żywo. Swoją krytykę wyraził zresztą sam Hanczak. Dziennikarz naszej stacji był jednym z członków komisji, która wyłoniła stawkę finałową.
"Jest spore zamieszanie. Przyznaję, że mnie jako obserwatora, fana Eurowizji, ale też osobę, która była w ten konkurs umoczona siłą rzeczy, bo była zaproszona do komisji, która oceniała te piosenki, jest to rozczarowujące. Ja nie ukrywam swojego rozczarowania i żalu, i wręcz złości wobec telewizji publicznej, że zmienia trochę reguły w trakcie gry. Jak ty jako artysta się w tym wszystkim odnajdujesz?" - zapytał Michał Hanczak.
Sikorski podziela zawód działaniami organizatorów. Jak zdradził, bardzo ucieszył się z możliwości zaprezentowania swojego nowego utworu przed dużą publicznością zgromadzoną pod sceną. Mimo sporej zmiany i kontrowersji - nie poddaje się jednak i ma zamiar dać jak najlepszy występ. Jeśli widzowie podejmą decyzję o wysłaniu go na Eurowizję 2026, to wówczas już na pewno zaśpiewa dla widzów na żywo, w Wiedniu.
"Ja się podpisuję pod tym, co powiedziałeś o rozczarowaniu, bo też jestem rozczarowany z racji tego, że kocham występować przed publicznością. Bardzo też za tym tęsknię. W momencie, w którym dowiedziałem się, że faktycznie planowany jest duży koncert, z dużą publicznością, to bardzo się ucieszyłem. Miałem takie: 'kurczę, w końcu, jeszcze na takim wydarzeniu będę mógł wystąpić przed ludźmi.' Forma się zmieniła, jest jak jest, ja tak czy siak będę dawał z siebie wszystko. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę mógł wykonać ten utwór przed publicznością. [...] Szkoda. Wolałbym o wiele bardziej, żeby to było na żywo, ale jest jak jest, więc muszę się dopasować do reguł, które mamy" - odpowiedział artysta.
Polecany artykuł:
Więcej materiałów poświęconych preselekcjom i samej Eurowizji 2026 znajdziecie na Eska.pl. Z kolei szczegóły przygotowań Jeremiego Sikorskiego do występu poznacie, oglądając cały wywiad artysty dla Radia ESKA na naszym kanale w serwisie YouTube.