Dyrektor Eurowizji: Rosja "teoretycznie" może wrócić na konkurs przed końcem wojny. Szokujące słowa przed finałem w Wiedniu

2026-05-15 20:50

Trwa 70. Konkurs Piosenki Eurowizji w Wiedniu. Jubileusz imprezy mierzy się z licznymi kontrowersjami związanymi z dalszą obecnością reprezentacji Izraela. Z szeroką krytyką spotyka się obecny szef konkursu, Martin Green. W wywiadzie udzielonym niezależnemu dziennikarzowi odniósł się on m.in. do możliwości powrotu Rosji przed końcem wojny.

Martin Green - aktualny Dyrektor Konkursu Piosenki Eurowizji

i

Autor: Tobias Schwarz/ East News Martin Green - aktualny Dyrektor Konkursu Piosenki Eurowizji

Jubileuszowa edycja Konkursu Piosenki Eurowizji, choć ma być świętem muzyki i jedności, od samego początku naznaczona jest napięciem i kontrowersjami. Atmosfera w Wiedniu jest daleka od beztroskiej, a dyskusje wokół sceny często schodzą na tory światopoglądowe, moralne czy wręcz czysto polityczne. Głównym zarzewiem sporu jest dalszy udział delegacji z Izraela, którego obecność w obliczu trwającego konfliktu w Strefie Gazy, Iranie, Libanie i Zachodnim Brzegu wywołuje falę protestów i apele o wykluczenie. Krytycy wskazują na hipokryzję Europejskiej Unii Nadawców (EBU), jednak podjętych decyzji broni Dyrektor imprezy, Martin Green. W ostatnim wywiadzie opowiedział o swojej perspektywie na potencjalny powrót Rosji na Eurowizję oraz działanie w razie wybuchu innej wojny.

Eurowizja 2026. Szef konkursu tłumaczy różnicę między Rosją a Izraelem

W rozmowie z niezależnym dziennikarzem i doradcą politycznym, Pablo O'Haną, Dyrektor Konkursu Piosenki Eurowizji zmierzył się z szeregiem pytań na kontrowersyjne tematy. Jak wielokrotnie w ciągu kilkunastominutowego wywiadu podkreślił Martin Green, Europejska Unia Nadawców (EBU) to apolityczna organizacja dla nadawców publicznych, która działa niezależnie od sytuacji politycznej czy militarnej. Dyrektor Eurowizji wytłumaczył, dlaczego wykluczenie Rosji najpierw z muzycznej imprezy (w lutym 2022), a potem w ogóle ze struktur EBU (koniec maja 2022), nie może być porównywane do decyzji o pozostawieniu na liście członków izraelskiej telewizji KAN.

"Po pierwsze, Rosja jest obecnie wykluczona z EBU, ponieważ jej nadawca - a tym jesteśmy, organizacją nadawców - nie był w stanie udowodnić, że nie jest po prostu głosem swojego rządu, co nie zgadza się z zasadami EBU. Po drugie, w każdym wymiarze mieliśmy globalny konsensus na temat tego konfliktu, którego absolutnie brakuje przy tym drugim. Możemy to określić, bo jesteśmy organizacją demokratyczną i 70% naszych członków zagłosowało za tym, by Eurowizja była neutralną przestrzenią. [...] W przypadku KAN - zaledwie wczoraj izraelski rząd zagroził im prywatyzacją. Miejmy jasność, jakie mają intencje: żeby przejąć ich newsroom. To już trzeci raz w ciągu pięciu lat. Jeśli ktoś chce dowodu na to, że KAN ma niezależność i swój głos, niech spojrzy na to, z jakim wysiłkiem jego rząd chce przejąć nad nim kontrolę" - powiedział.

Warto jednak dodać, że próby przejęcia kontroli politycznej nad telewizją KAN przez rząd Izraela nie oznaczają, że politycy nie ingerują również w jego udział w Konkursie Piosenki Eurowizji. Wielokrotnie w izraelskiej prasie pojawiły się doniesienia, że prezydent państwa chociażby stworzył sztab prawników lobbujących w Europie za pozostawieniem Izraela na Eurowizji. Wspomniane przez Greena głosowanie, w którym 70% członków EBU wsparło neutralność konkursu piosenki, odbyło się 4 grudnia w Genewie. Nie była to jednak decyzja podjęta w kwestii udziału Izraela w Eurowizji - wniosek o takie głosowanie odrzucono. 70% nadawców przyjęło tam nowo napisane zasady imprezy, co automatycznie oznaczało dalszy udział Izraela. Druga tura głosów, dotycząca wykluczenia jego stacji z widowiska, odbyłaby się dopiero w przypadku odrzucenia zaproponowanych zmian w regułach Eurowizji.

Rosja na Eurowizji mimo wojny? "Teoretycznie tak"

Idąc rozumowaniem Greena o oddzieleniu izraelskiej telewizji publicznej od polityki państwowej Izraela, dziennikarz postanowił zapytać o hipotetyczny powrót Rosji na scenę Konkursu Piosenki Eurowizji przed końcem wojny w Ukrainie. Martin Green potwierdził, że w teorii niezależna od władzy Władimira Putina, spełniająca wymogi EBU stacja publiczna z Rosji miałaby prawo startu.

"Czyli na tej podstawie, jeśli rosyjski nadawca spełniłby zasady, Rosja mogłaby pojawić się z powrotem, nawet jeśli wojna dalej by trwała?" - zapytał O'Hana.

"Teoretycznie tak. Jesteśmy organizacją złożoną z nadawców, ale nie chcę mówić "co by było gdyby". Jeśli byłby tam jakiś ruch, jeśli znowu byłoby demokratyczne głosowanie na temat członkostwa... to nie moja decyzja. To ważne, bo jest wiele jednostronnych organizacji, które się tym nie przejmują i jest jakiś facet, który robi co chce jak despota. My jesteśmy demokratyczną organizacją i różne rzeczy przegłosowujemy" - odpowiedział Green. 

Martin Green wprost: atak na inny kraj nie wyklucza z Eurowizji

We wspomnianym wywiadzie Green uznał, że jest zadowolony z tego, jak wyglądał przebieg i wynik decyzji w kwestii obecności Izraela na Eurowizji. Wielokrotnie podkreślił też, że w jego sprawie brakuje konsensusu, czego nie zaobserwowano w przypadku napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Wówczas szybko wykluczono publicznego nadawcę rosyjskiego z konkursu, który odbywał się w Turynie, a już po Eurowizji całkiem odebrano mu prawa członkowskie w EBU, m.in. ze względu na łamanie standardów dziennikarstwa. Zapytany jednak o to, czy atak jednego kraju na drugi z zasady oznacza wykluczenie z widowisk organizowanych przez EBU lub całej unii, Dyrektor Eurowizji... zaprzeczył.

"Czyli to nie zasada, że kraj, który napada na inny kraj, byłby wykluczony z EBU lub Eurowizji?" - padło pytanie.

"Nie, bo to bardzo trudny grunt, na którym robi się bardzo subiektywne oceny moralne. Jeśli będziesz się trzymać swojego zestawu wartości, unikniesz wciągania konfliktu do nich" - uznał Green.

Sonda
Czy Izrael powinien wziąć udział w Eurowizji 2026?
Półfinał Eurowizji 2026, Alicja Szemplińska w finale!