Kultowe polskie hity mogły nigdy nie zabrzmieć na Eurowizji
Kiedy Telewizja Polska w 1994 roku przygotowywała się do historycznego, pierwszego startu w Konkursie Piosenki Eurowizji w Dublinie, główną kandydatką do reprezentowania kraju wcale nie była Edyta Górniak. Propozycję wyjazdu otrzymała najpierw Edyta Bartosiewicz, która jednak odrzuciła ofertę. Piosenkarka tłumaczyła później, że nie przepada za konkursami i nie czułaby się komfortowo w festiwalowej atmosferze. Ostatecznie do Irlandii pojechała Edyta Górniak z utworem „To nie ja!”, zajmując zjawiskowe, drugie miejsce – do dziś najwyższe w historii startów Polski.
Podobna sytuacja miała miejsce trzy lata później. W 1997 roku TVP prowadziła wewnętrzne eliminacje, a jednym z utworów branych pod uwagę była propozycja „Powieki kryją świat”. Z ofertą występu zwrócono się do Natalii Kukulskiej, ale artystka zdecydowanie odmówiła, argumentując, że nie lubi konkursowych emocji. W rezultacie w barwach Polski wystąpiła Anna Maria Jopek z piosenką „Ale jestem”, plasując się na 11. pozycji. Co ciekawe, organizatorzy próbowali przekonać Kukulską jeszcze raz w 2001 roku, lecz wokalistka konsekwentnie trzymała się swojej pierwotnej decyzji.
Ostre słowa i brytyjskie problemy z namówieniem gwiazd
Wielka Brytania, jako kraj należący do tzw. „Wielkiej Piątki” (państw płacących największe składki na rzecz Europejskiej Unii Nadawców – EBU, co gwarantuje im automatyczny awans do finału), przez lata borykała się z problemem znalezienia chętnych gwiazd dużego formatu. Brytyjski nadawca publiczny BBC wielokrotnie spotykał się z odmową. Doskonałym przykładem jest Jason Donovan. Australijski gwiazdor zdradził, że nieoficjalnie zaoferowano mu reprezentowanie Wielkiej Brytanii w 2012 roku. Donovan odrzucił tę propozycję, ponieważ właśnie skończył udział w programie „Strictly Come Dancing” i nie chciał ponownie wystawiać się na ogromną presję oraz bycie pod mikroskopem wielomilionowej widowni. BBC wysłało ostatecznie 75-letniego Engelberta Humperdincka, który zajął przedostatnie miejsce.
Zdecydowanie bardziej stanowczy w swojej odmowie był Mika. Słynny piosenkarz wyznał w jednym z wywiadów, że BBC proponowało mu wyjazd na Eurowizję aż cztery razy, a on za każdym razem odmawiał. Gwiazdor znany z hitu "Relax (Take it easy)" nie szczędził przy tym ostrych słów, nazywając eurowizyjne utwory „hańbą” i mocno krytykując ogólny poziom imprezy. Fani z pewnością jednak uśmiechają się na to wspomnienie, ponieważ ten sam Mika w 2022 roku całkowicie zmienił swoje nastawienie i... został jednym ze współprowadzących Eurowizję w Turynie.
Eurowizja bez gwiazd: zawirowania polityczne i głośne bojkoty
Choć w założeniu apolityczny, Konkurs Piosenki Eurowizji często staje się areną międzynarodowych napięć. W 2019 roku ukraińskie publiczne preselekcje wygrała piosenkarka Maruv z utworem „Siren Song”. Artystka odmówiła jednak podpisania kontraktu z krajowym nadawcą (UA:PBC). Punktem zapalnym okazała się narzucona umowa, zabraniająca wokalistce koncertowania w Rosji. Po jej odmowie telewizja zwróciła się do kolejnych wykonawców (zespołów Freedom Jazz i Kazka), ale oni w ramach solidarności z Maruv również odrzucili propozycję wyjazdu do Tel Awiwu. W efekcie Ukraina była zmuszona całkowicie wycofać się z Eurowizji w 2019 roku.
Z podobnie silnymi, pozamuzycznymi dylematami świat eurowizyjny spotyka się również teraz, w 2026 roku. Belgijski wokalista Loïc Nottet, który przyniósł swojemu krajowi świetne, 4. miejsce w 2015 roku z piosenką „Rhythm Inside”, według medialnych przecieków niedawno odrzucił ofertę powrotu na scenę. Artysta odmówił reprezentowania Belgii na trwającym właśnie Konkursie Piosenki Eurowizji w Wiedniu, podając jako powód kontrowersje wokół udziału delegacji Izraela w widowisku. To dowód na to, że dla wielu artystów wyjazd na Eurowizję jest czymś znacznie więcej niż tylko kolejnym koncertem.
Trudne wybory – trasa solowa czy Eurowizja?
Dla części muzyków główną przeszkodą nie są własne poglądy czy lęk przed porażką, ale rygorystyczne plany koncertowe. Świeżym tego przykładem jest zeszłoroczna sytuacja włoskiego wokalisty posługującego się pseudonimem Olly. W 2025 roku artysta wygrał legendarny Festiwal Piosenki Włoskiej w Sanremo, co we Włoszech tradycyjnie wiąże się z propozycją reprezentowania kraju w Konkursie Piosenki Eurowizji. Z oficjalnego oświadczenia piosenkarza wynikało jasno, że winny był kalendarz:
- Daty prób i widowiska Eurowizji w Szwajcarii pokrywały się z wyprzedaną już, solową trasą koncertową Olly'ego.
- Wokalista nie chciał zawieść krajowych fanów, którzy wykupili bilety na jego występy.
- Odmowa otworzyła drzwi dla zdobywcy drugiego miejsca w Sanremo, którym był Lucio Corsi, i to on zaśpiewał piosenkę „Volevo essere un duro” na zeszłorocznej scenie w barwach Włoch.
Jak widać, droga na Eurowizję potrafi być kręta, a artyści czasem wolą pozostać przy swoich priorytetach i mniejszych, własnych koncertach niż mierzyć się z europejskim formatem. Dla nas, wiernych fanów i widzów, ich nieobecność zawsze pozostawia pytanie: „Co by było, gdyby jednak pojechali?”.
