Spis treści
Dolly Parton opłakuje męża, z którym spędziła ponad 60 lat
Dolly Parton, mająca obecnie 80 lat, zaliczana jest do absolutnej czołówki światowych gwiazd estrady. To dzięki jej twórczości muzyka country zyskała tak ogromną popularność na całym globie. Przez całą jej drogę zawodową nieocenionym oparciem był dla niej mąż, Carl Dean. Ich pierwsze spotkanie miało miejsce, gdy wokalistka, licząca zaledwie 18 lat, przybyła do Nashville z zamiarem rozwijania swojej muzycznej pasji. Artystka wielokrotnie z radością przypominała moment, gdy poznali się pod pralnią. Carl od razu zwrócił uwagę początkującej artystki, zostawiając w jej sercu ślad na zawsze.
Dwa lata po owym pamiętnym spotkaniu para stanęła na ślubnym kobiercu. Ich skromny ślub odbył się 30 maja 1966 roku. Podczas gdy kariera Dolly Parton nabierała niesamowitego tempa, a ona sama królowała na scenach, Carl Dean wolał trzymać się z dala od blasku fleszy. Wolał wspierać swoją partnerkę życiową z zacisza ich wspólnego domu. W wywiadzie udzielonym agencji Associated Press w 1984 roku Parton z rozbawieniem przyznała, że niektóre osoby poddawały w wątpliwość sam fakt, iż w ogóle ma ona męża.
"Ważne, żeby mieć w swoim narożniku kogoś, o kim wiesz, że będzie cię kochać za to, kim jesteś. Wielką pociechą jest świadomość, że ktoś kocha cię dokładnie za to, kim jesteś – ponieważ zakochał się we mnie, zanim zostałam gwiazdą" - stwierdziła Dolly podczas jednej z rozmów.
4 marca ubiegłego roku piosenkarka przekazała druzgocącą wiadomość o śmierci swojego męża. Carl Dean odszedł z tego świata w wieku 82 lat. Jego ostatnie pożegnanie miało charakter prywatny, w obecności wyłącznie najbliższej rodziny. Do dnia dzisiejszego gwiazda muzyki country nie może pogodzić się z odejściem swojej największej miłości.
Zobacz również: Dolly Parton zdradza dlaczego "tak dobrze się trzyma". To dzięki tanim kosmetykom
Problemy zdrowotne Dolly Parton. Piosenkarka prosi fanów o wsparcie duchowe
Zaledwie pół roku po pożegnaniu męża, do opinii publicznej dotarły niepokojące wieści o pogarszającym się zdrowiu artystki. Zaczęło się od odwołanych występów, a w pierwszych dniach października jej siostra, Freidy Parton, poinformowała na Facebooku o hospitalizacji Dolly. Dodała również, że spędziła całą noc na modlitwie przy jej łóżku. Niestety, nie podała żadnych szczegółów dotyczących przyczyny hospitalizacji. Ten wpis błyskawicznie wywołał lawinę pytań, po czym Freidy uspokajała, że piosenkarka miała jedynie chwilowe pogorszenie samopoczucia.
Sama Dolly niedługo potem zabrała głos, komunikując swoim fanom, że "wszystko z nią w porządku". Jednocześnie poprosiła o modlitwę w jej intencji. Kilka tygodni wstecz, podczas otwarcia 41. sezonu w należącym do niej parku rozrywki Dollywood, artystka przemówiła do zgromadzonych. Wyjawiła ze sceny, że borykała się z "kilkoma drobnymi problemami zdrowotnymi", jednak znajduje się pod opieką wybitnych specjalistów.
"Po prostu trochę się wyczerpałam i zmęczyłam, przeżywając żałobę po Carlu i wiele innych drobnych spraw. Doszłam do punktu, w którym musiałam się zregenerować - duchowo, emocjonalnie i fizycznie. Ale wszystko jest w porządku. To mnie nie spowolniło" - zapewniła.
Cierpienie po stracie ukochanego. Gwiazda planuje własny pochówek?
Ostatnio piosenkarka przyznała także, że nie zamierza już nigdy angażować się w nowe związki. Wyraźnie zaznaczyła, że to Carl był i na zawsze pozostanie miłością jej życia. Nie mieści się jej w głowie myśl o tym, by mogła związać się z kimkolwiek innym. Jest przekonana, że jej mąż wciąż na nią czeka w zaświatach.
"Wierzę, że Carl na mnie czeka. Gdybym pojawiła się przy bramach nieba z kimś innym, nie byłby zadowolony. Powiedziałby: "Kto to taki? Zostaw go przed bramą, a jeśli Pan Bóg będzie chciał, to go wpuści. Ty wejdź tutaj ze mną" - powiedziała.
W tym roku ikona muzyki country obchodziła swoje 80. urodziny. Od blisko 60 lat występuje na scenach całego świata, zachwycając fanów swoim talentem. Oprócz tego z powodzeniem realizowała się również na polu aktorstwa i brała udział w niezliczonych projektach. Zawsze emanowała niesamowitą, wręcz młodzieńczą energią. Obecnie ma jednak świadomość upływającego czasu i faktu, że nikt z nas nie żyje wiecznie. Osoba z bliskiego otoczenia gwiazdy, w wywiadzie udzielonym portalowi Radar Online wyznała, że Dolly Parton nie przypomina już dawnej siebie.
"Zmaga się z wieloma problemami, dlatego zaczęła planować własny pogrzeb. Wie, że nie będzie żyć wiecznie i, szczerze mówiąc, od śmierci Karla umiera z tęsknoty. To już nie ta sama osoba" - mówi anonimowy informator portalu.