Doda spełniła marzenie o posiadaniu własnego obozu fitness. Gwiazda wystartowała z "Doda Mega Camp". W luksusowym hotelu Heron w Gródku nad Dunajcem gościła aż 60 kobiet o średniozaawansowanym i zaawansowanym poziomie wyćwiczenia. Artystce przy pierwszej odsłonie campu zależało na tym, by nie musieć zaczynać pracy od podstaw, tylko skupić na doszlifowaniu umiejętności uczestniczek - z naciskiem na ćwiczenia z ciężarem i wsparcie psychologiczne. Wśród prelegentów znaleźli się eksperci od pilatesu, zdrowia psychicznego i zdrowego żywienia. Doda w rozmowie z serwisem ESKA.pl przyznała, że to, co odróżnia "Doda Mega Camp" od konkurencji, to stworzony na potrzeby przedsięwzięcia jadłospis. W większości przypadków podczas obozów fitness serwowane są po prostu dania hotelowe.
Największe błędy to przeludnienie (...) i dieta. Nie ma odpowiedniej diety na tych campach, tylko to, co te hotele oferują. Nikt nie stara się przygotować czegoś, co mogłoby być celowane dla kampowiczek, bo jest to po prostu droższe, a robi się to w celach zarobkowych - podkreśliła w wywiadzie dla Eska.pl.
Menu na "Doda Mega Camp"
Goszcząc w hotelu, zajrzeliśmy do menu. Chociaż jadłospis prezentuje się naprawdę dobrze i widać w nim inspiracje prywatną dietą Dody - produkty bezglutenowe, mleka roślinne, shoty funkcjonalne, superfoods, to nie brakuje pozycji, które w pierwszej chwili, w świecie rygorystycznego fitnessu, można uznać za "kontrowersyjne". Piosenkarka wytłumaczyła obecność m.in. frytek.
Tym Doda karmiła uczestniczki campu! W menu m.in. frytki
Doda pokazuje, że mądre podejście do diety nie polega na ślepych restrykcjach, a odpowiednio zbilansowane źródła węglowodanów są kluczowe do regeneracji i budowania formy życia. Znamy dokładny jadłospis i wiemy, co lądowało na talerzach dziewczyn, które przyjechały na camp Dody, by wycisnąć z siebie siódme poty. Obok fit-klasyków i funkcjonalnych naparów, w oficjalnej rozpisce pojawiły się pozycje, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się sporej wielkości kontrowersją na obozie sportowym. Największe poruszenie wywołały... frytki. Choć w świecie rygorystycznego fitnessu smażone ziemniaki bywają demonizowane, artystka w rozmowie z Eską rozwiała wszelkie wątpliwości i wyjaśniła sens stojący za taką, a nie inną kompozycją posiłków. Serwowane ziemniaki były smażone na tłuszczu wołowym.
Skrobia i ziemniaki są dla mnie bardzo ważnym elementem mojego żywienia. Tak samo bataty, które mają dużo niższy indeks glikemiczny. Lubię je w formie frytek i sama spożywam – wyjaśniła piosenkarka w wywiadzie dla ESKA.pl.