"Artyści są po to, by zakłócać spokój. Muszą sprawić, byś zaczął kwestionować to, co bierzesz za pewnik." - powiedział w latach 60. XX wieku amerykański pisarz, eseista, poeta i działacz na rzecz praw obywatelskich James Baldwin.
Te dwa zdania poniekąd wyjaśniają fenomen Bad Bunny’ego na globalnym rynku muzycznym. Po sukcesie krążka „DeBÍ TiRAR MáS FOToS”, będącego hołdem dla portorykańskiej społeczności, trend zwracania się ku korzeniom wśród latynoskich artystów jeszcze bardziej się nasilił. Widać to m.in. u Raua Alejandro i Malumy, którzy również przybliżyli słuchaczom historię i brzmienia miejsc, z których pochodzą. W sklepach Zara na całym świecie dostępna jest autorska kolekcja piosenkarza „Benito Antonio”, stworzona właśnie w Portoryko, która robi furorę za sprawą nieoczywistych połączeń, szablonów i dobrej jakości. Historię Bad Bunny’ego śmiało można by skrócić do hasła „od zera do bohatera”. Ale po co?
Biznesowy geniusz
Jeszcze 10 lat temu Bad Bunny, a właściwie Benito Antonio Martínez Ocasio, pracował jako kasjer w supermarkecie Econo w Vega Baja w Portoryko. Muzyka towarzyszyła mu od najmłodszych lat. Zaczynał od występów w chórze kościelnym, a w wieku 13 lat zaczął pisać własne teksty i tworzyć autorskie bity. Oficjalny debiut Bad Bunny’ego na rynku muzycznym datuje się na 2013 rok. To właśnie wtedy Benito - już pod pseudonimem artystycznym - zamieścił swoje pierwsze kawałki na SoundCloudzie. Skąd wziął się „Zły Króliczek”?