30 lat minęło, ale nie jak jeden dzień. Przez lata swojej muzycznej drogi Anna Wyszkoni, bohaterka nowego odcinka cyklu "Gwiazdy przejmują ESKA.pl", zaliczała zarówno wzloty, jak i upadki, z każdej życiowej lekcji wyciągając coś na przyszłość. Dziś - jak powiedziała w rozmowie z Maksem Kluziewiczem - potrafi docenić siebie i powiedzieć Ani sprzed lat, że dała radę. Tylko u nas wyznała, dlaczego - mimo napiętych relacji - postanowiła powrócić do śpiewania piosenek Łez podczas swoich solowych koncertów. Oto artykuł napisany w całości przez Annę Wyszkoni.
Ania Wyszkoni: Wracam do piosenek Łez
O nowej trasie koncertowej "ANIAVersary": Wyruszam w sentymentalną podróż i staram się podsumować 30 lat swojej drogi zawodowej w jeden koncertowy wieczór. Zależało mi na tym, żeby podsumować, ale jednocześnie przemycić to, w jakim miejscu jestem dzisiaj. Pod kątem wizualnym również. Każda trasa jest budowana emocjami, które przeżywam w danym momencie. Miałam fajne zadanie, żeby połączyć to, co było 30 lat temu z tym, co jest dzisiaj.
O początkach i rozstaniu ze Łzami: To był mocny i wyrazisty start. Choć rozstanie było na tyle trudne, że przez lata nie śpiewałam stworzonych przez nas piosenek, skupiając się na budowaniu własnego repertuaru i rozwijaniu kariery solowej, która swoją drogą, trwa dłużej niż moja działalność we Łzach, to dzisiaj, patrząc z dystansem na wszystkie negatywne emocje, którymi byłam "zalewana", jestem gotowa cieszyć się śpiewaniem tych piosenek i czuć dumę ze wszystkiego, co udało nam się osiągnąć.
O śpiewaniu piosenek Łez: Przez lata moi stęsknieni fani prosili mnie o wykonanie takich piosenek jak np. "Anastazja", bo w oryginalnych wersjach nie są one dostępne w streamingu. Jest mi przykro, bo to 14 lat mojej pracy, ogromnego zaangażowania emocjonalnego, które zostało wymazane. Szkoda mi fanów, którzy chcą słuchać tych piosenek w oryginalnych wersjach, nierozerwalnie kojarzonych z moim głosem.
O dumie, jaką czuje: Od 16 lat buduję swoją markę, podkreślając to, że razem z zespołem osiągnęliśmy bardzo dużo i nie chcę tego wymazywać z mojej historii, bo to po prostu jest część mojej historii i mam do niej prawo. Dzisiaj czuję dumę nie tylko z tego, co graliśmy i w jaki sposób, bo czuję dumę z tej prawdy, którą przekazywaliśmy, ale również z tego, jak sobie poradziliśmy, będąc takim tworem bez "warszawskiego" wsparcia w postaci mediów.