Chociaż może się to okazać dla niektórych zaskakujące, wpływ Taco Hemingwaya wykracza daleko poza świat muzyki. W jednym z kawałków ze swojej najnowszej płyty, "Zakochałem się pod apteką", raper nawija o popularnym leku przeciwbólowym: "Idę rano po Solpadeinę, stoi postać, jej głowa jest w dymie". Numer okazał się viralem w mediach społecznościowych.
Kto by się spodziewał, że z pozoru niewinnego wersu, rozkręci się aż taka afera? Kawałek Taco nie tylko wygenerował miliony odtworzeń w serwisach cyfrowych i doczekał tysięcy nagrań w social mediach, ale również przełożył się na zainteresowanie lekiem i wzrostem jego sprzedaży. W związku z tym sprawie postanowił przyjrzeć się Główny Inspektorat Farmaceutyczny, który ustala, czy użycie nazwy leku w numerze odbyło się zgodnie z prawem.
Zostało wysłane pismo do podmiotu odpowiedzialnego, ponieważ musimy najpierw ustalić, czy producent leku udzielił zgody artyście na prowadzenie reklamy - poinformował PAP Łukasz Pietrzak, szef GIF.
Co może grozić raperowi?
Afera o hit Taco Hemingwaya
Okazuje się, że użycie nazwy leku w utworze muzycznym może mieć realne konsekwencje rynkowe i prawne. W rozmowie z Wirtualnymi Mediami adwokat Katarzyna Czyżewska zwróciła uwagę, że taki zabieg - nawet artystyczny - może zostać potraktowany jako forma promocji produktu leczniczego.
Z tego, co słyszałam z doniesień medialnych, użycie nazwy leku w piosence spowodowało, że lek masowo znika z aptek, co oznacza, że może być uznane za jego skuteczną reklamę - powiedziała w rozmowie z Wirtualnymi Mediami adwokat Katarzyna Czyżewska.
Ekspertka podkreśliła, że prawo farmaceutyczne jasno określa, kto może prowadzić reklamę leków. Taka działalność powinna odbywać się wyłącznie z inicjatywy lub na zlecenie producenta farmaceutycznego. W przeciwnym razie odpowiedzialność może ponosić osoba, która promuje produkt bez wymaganych uprawnień.
Jeżeli nastąpiło to na zlecenie firmy, to ona będzie adresatem decyzji, nakazującej wstrzymanie reklamy z uwagi na to, że nie spełnia przepisów. Jeżeli jednak artysta użył nazwy leku bez konsultacji z producentem, wtedy mamy przypadek prowadzenia reklamy produktu leczniczego bez zlecenia podmiotu odpowiedzialnego, czyli przez osobę nieuprawnioną. Zgodnie z prawem farmaceutycznym, prowadzenie reklamy produktów leczniczych w sytuacji, w której nie jest się do tego uprawnionym, stanowi przestępstwo karne i podlega grzywnie. Może ona wynosić nawet do 540 stawek dziennych, gdzie stawka wynosi od 10 złotych do 2 tys. złotych - wyjaśniła.