Przeżyła zamach na World Trade Center, ale pył z wieżowca okazał się wyrokiem
Zdjęcie przedstawiające kobietę pokrytą od stóp do głów szarym pyłem, stojącą w głębokim oszołomieniu na ulicy Nowego Jorku, stało się jednym z najbardziej wyrazistych symboli zamachów z 11 września, w których zginęło prawie 3 tysiące osób. Marcy Borders, uwieczniona w tej poruszającej chwili, przeżyła katastrofę północnej wieży World Trade Center, jednak tamten dzień naznaczył jej dalsze życie.
Jak podaje serwis Newsner, fotografia autorstwa Stana Hondy z agencji AFP trafiła później na listę 25 najpotężniejszych zdjęć w historii według magazynu „Time”. Marcy, która zyskała w mediach przydomek „Dust Lady”, spędziła kolejne lata na walce z demonami przeszłości, zmagając się z problemami psychicznymi i ciężką chorobą.
Tragedia dotknęła Amerykankę zaledwie miesiąc po tym, jak rozpoczęła pracę jako asystentka prawna w Bank of America. W momencie uderzenia pierwszego samolotu kobieta znajdowała się na 81. piętrze wieżowca. Jej przełożony nakazał pracownikom pozostać przy biurkach i czekać na przybycie służb ratunkowych, jednak Marcy zdecydowała się zignorować to polecenie, co prawdopodobnie ocaliło jej życie.
Ucieczka ze zniszczonego wieżowca i legendarne zdjęcie
Ewakuacja ze zniszczonego budynku była niezwykle trudna, a schodzące w dół tłumy musiały mierzyć się z przerażającym widokiem. Klatka schodowa, którą początkowo uciekała kobieta, była poważnie uszkodzona, przez co ludzie musieli szukać innej drogi. Marcy wspominała, że wokół panował chaos, a widok rannych i broczących krwią osób utwierdził ją w przekonaniu, że nie zdoła przeżyć.
Kiedy w końcu udało jej się wybiec z wieżowca, na ulicach Nowego Jorku wciąż panowało ogromne niebezpieczeństwo, a z nieba spadały odłamki konstrukcji. To właśnie w tym momencie fotoreporter uwiecznił jej postać pokrytą kurzem. Marcy Borders nie miała pojęcia o istnieniu tego zdjęcia, dopóki następnego dnia nie zobaczyła go jej matka, która następnie skontaktowała się z fotografem.
Uzależnienie, utrata dzieci i walka o powrót do normalności
Przeżyta trauma odcisnęła głębokie piętno na zdrowiu psychicznym kobiety, prowadząc ją do ciężkiej depresji. Marcy zaczęła panikować na widok każdego samolotu lub człowieka stojącego na dachu budynku. W efekcie zaczęła szukać ucieczki w narkotykach, co doprowadziło do utraty praw rodzicielskich do dwójki jej dzieci.
W rozmowie z „New York Post” w 2011 roku wyznała, że po zamachach jej życie całkowicie wymknęło się spod kontroli, a przez niemal dziesięć lat nie była w stanie podjąć żadnej pracy. Kobieta zaczęła palić crack. Dopiero pod koniec 2011 roku zdecydowała się na terapię odwykową, dzięki której odzyskała trzeźwość i opiekę nad dziećmi.
Śmiertelna diagnoza i tragiczny finał po latach
Spokojne życie nie trwało jednak długo, ponieważ w sierpniu 2014 roku u Marcy Borders zdiagnozowano raka żołądka. Amerykanka była głęboko przekonana, że choroba nowotworowa miała bezpośredni związek z toksycznym pyłem, który wdychała podczas ucieczki z płonącego wieżowca.
W wywiadzie dla „New Jersey Journal” podkreślała, że wcześniej nie miała żadnych problemów ze zdrowiem, nie cierpiała na nadciśnienie, cukrzycę ani wysoki cholesterol, dlatego nagłe pojawienie się nowotworu było dla niej jednoznaczne. Marcy zmarła 24 sierpnia 2015 roku w wieku 42 lat. Jej córka Norelle wyznała później, że matka na zawsze pozostanie jej bohaterką i symbolem walki.
Historia Marcy Borders nie jest odosobnionym przypadkiem, lecz wpisuje się w szerszy bilans ofiar tamtego zamachu. Według oficjalnych danych World Trade Center Health Program, z powodu chorób będących następstwami ataku zmarło już ponad 9 tysięcy osób, w tym 600 strażaków, co przewyższa liczbę osób, które straciły życie w samym dniu tragedii.