Tragedia na Bahamach. Prywatny samolot z czterema osobami na pokładzie nagle zniknął z radarów
Trwają gorączkowe poszukiwania małego, prywatnego samolotu, który zaginął nad Bahamami krótko po starcie w kierunku Florydy. Na pokładzie maszyny znajdowały się cztery osoby z jednej rodziny: 80-letni pilot, jego 79-letnia żona oraz ich dwoje wnucząt w wieku 28 i 22 lat. Bliscy zaginionych wciąż mają nadzieję, że uda się ich odnaleźć.
Jak informuje zagraniczny serwis The Sun, kontakt z załogą urwał się w poniedziałkowe popołudnie podczas lotu z wyspy Great Harbour Cay do Miami. Zrozpaczeni krewni zaczęli podejrzewać najgorsze, gdy po kilku godzinach bezskutecznych prób kontaktu sprawdzili dane z systemu śledzenia lotu. Ich oczom ukazał się niepokojący obraz – maszyna najpierw zatoczyła koło na niebie, a chwilę później zniknęła z radarów. Ostatnim znakiem życia, jaki otrzymali od bliskich, była krótka wiadomość tekstowa od 28-letniej Sofii, która napisała rodzinie, że lecą już do domu.
Trzy minuty, które przesądziły o wszystkim. Gwałtowny spadek wysokości
Służby ratunkowe ujawniły niepokojące szczegóły dotyczące ostatnich minut lotu samolotu PA-34 Piper. Z danych radarowych wynika, że zanim maszyna całkowicie zniknęła, jej prędkość zaczęła ulegać nagłym wahaniom. Najbardziej niepokojący był jednak gwałtowny spadek wysokości – samolot w zaledwie trzy minuty opadł z około 3000 metrów do zaledwie 1100 metrów.
Według informacji przekazanych przez policję z Bahamów, do służb wpłynęło zgłoszenie, że samolot runął do wody. Do wypadku miało dojść w poniedziałek (7 września) o godzinie 14:20 czasu lokalnego, w odległości około 21 kilometrów na zachód od wyspy Andros.
Doświadczony pilot i drugie życie na rajskiej wyspie
Za sterami samolotu siedział 80-letni Mario Lamar, któremu towarzyszyła żona Lili oraz wnuczęta: Sofia i Christian Sosa. Rodzina spędziła długi weekend z okazji Święta Pracy w swoim domu na Great Harbour Cay. Jak przekazała siostrzenica pary, Silvia Larrieu, to miejsce było dla nich niezwykle ważne, spędzali tam czas przez całe życie i traktowali je jak drugi dom.
Bliscy pilota podkreślają, że Mario miał ogromne doświadczenie w powietrzu. Latał od ponad 40 lat i z niezwykłą starannością dbał o stan techniczny swojego prywatnego samolotu. Nikt nie spodziewał się, że ta rutynowa podróż powrotna zakończy się wypadkiem.
Desperacka walka z czasem i trudna pogoda
W akcję poszukiwawczą natychmiast włączyły się lokalne siły obrony Bahamów oraz amerykańska Straż Przybrzeżna, która wysłała w rejon zaginięcia samolot rozpoznawczy HC-144 Ocean Sentry. Poszukiwania koncentrują się w odległości około 24 kilometrów od wyspy Andros. Zadanie ratowników mocno utrudniają jednak trudne warunki pogodowe, a dotychczasowe działania nie przyniosły żadnego rezultatu.
Zrozpaczona rodzina nie zamierza bezczynnie czekać. Syn zaginionego pilota sam wsiadł do maszyny, aby osobiście przeczesywać teren z powietrza. Bliscy opublikowali również oświadczenie, w którym dziękują wszystkim za wsparcie i proszą władze o dalsze wykorzystywanie wszelkich dostępnych zasobów do odnalezienia zaginionych.
„Błagamy o pomoc, o wasze modlitwy i wsparcie władz. Jeśli ktokolwiek cokolwiek widział lub może wyruszyć łodzią bądź samolotem, by pomóc nam w poszukiwaniach, prosimy o to. Nie tracimy nadziei, że odnajdziemy ich na tratwie ratunkowej” – apelowała poruszona Silvia Larrieu w wypowiedzi przytoczonej przez portal PEOPLE.