Tajemnica słynnego zdjęcia z 11 września wciąż wywołuje ogromne emocje
W poranek 11 września 2001 roku fotograf agencji Associated Press, Richard Drew, dokumentował niewyobrażalną tragedię rozgrywającą się wokół World Trade Center. To wtedy jego aparat uchwycił kadr, który przeszedł do historii jako „The Falling Man” (Spadający mężczyzna). Zdjęcie przedstawia człowieka spadającego z jednej z wież, którego ciało wydaje się niemal nienaturalnie spokojne w obliczu otaczającego go dramatu.
Jak podaje dziennik „Daily Mail”, publikacja tej fotografii 12 września 2001 roku wywołała na całym świecie falę krytyki. Wielu czytelników uznało ten widok za zbyt bolesny, kwestionując zasadność jego publikacji. Z upływem lat odbiór zdjęcia się zmienił i zaczęto w nim dostrzegać potężne dzieło fotoreportażu. Brytyjski gwiazdor muzyki Elton John, który zakupił fotografię do swojej prywatnej kolekcji, opisał ją nawet jako „najpiękniejszy obraz czegoś tak tragicznego”.
Choć od tamtych wydarzeń mija właśnie 25 lat, dla jednej z rodzin to zdjęcie wciąż wiąże się z bolesnym pytaniem: czy spadającym mężczyzną mógł być ich bliski? Tożsamość bohatera kadru nigdy nie została ostatecznie potwierdzona, co przez dekady zrodziło kilka różnych teorii.
Poszukiwania tożsamości i sprzeczne wersje bliskich
Jedna z pierwszych teorii wskazywała, że mężczyzną ze zdjęcia był pracownik restauracji Windows on the World, znajdującej się na szczycie Północnej Wieży World Trade Center. Początkowo podejrzewano, że uwieczniono na nim Norberto Hernandeza, cukiernika zatrudnionego w tym lokalu. Jego rodzina kategorycznie odrzuciła jednak tę możliwość, nie wierząc, by ich bliski mógł podjąć taką decyzję w swoich ostatnich chwilach.
Lata później dziennikarz Tom Junod dokładnie przeanalizował całą serię ujęć wykonanych przez Drew. Szczegóły widoczne na kolejnych zdjęciach doprowadziły go do wniosku, że spadającym człowiekiem był najprawdopodobniej Jonathan Briley – 43-letni realizator dźwięku z tej samej restauracji. Ostatecznego dowodu jednak nie ma, ponieważ wdowa po Brileyu zdążyła już spakować jego rzeczy osobiste, co uniemożliwiło niezależne potwierdzenie jego ubioru z tamtego dnia.
Bolesne wspomnienia siostry po ćwierćwieczu od tragedii
Gwen Briley-Strand, siostra Jonathana, po 25 latach od zamachów wciąż żyje z ciężarem tamtego ranka. Wspomina brata jako głęboko religijnego człowieka, który zaledwie kilka miesięcy przed tragedią został wyświęcony na diakona. Jonathan od dzieciństwa grał na fortepianie muzykę gospel, a tuż przed zamachami udał się z siostrą i jej mężem na spontaniczną wycieczkę na Florydę, co okazało się ich ostatnim spotkaniem.
W rozmowie z „Daily Mail” kobieta wyznała, że rocznica zawsze przynosi ze sobą falę żalu. Czasami ma wrażenie, jakby minęło 25 lat, a czasami czuje to tak, jakby to wydarzyło się wczoraj. Gwen odrzuca myśl, że ludzie, którzy spadli z wież, powinni być oceniani za to, co się stało. Wierzy, że byli oni ofiarami sytuacji bez wyjścia, a ich dusze zostały ocalone. W jej oczach brat stał się symbolem reprezentującym tysiące ofiar tamtego dnia.
Ostatnie chwile ludzkiego życia na fotografii
O kulisach powstawania słynnego zdjęcia wielokrotnie opowiadał sam fotograf Richard Drew. Wyjaśnił, że podczas pracy nie szukał celowo jednego, konkretnego kadru. Rejestrował po prostu serię zdjęć, śledząc spadających ludzi, a o uchwyczeniu tej wyjątkowej klatki dowiedział się dopiero później.
Dla autora zdjęcia ten kadr nie opowiada o samej śmierci, lecz o ostatnich chwilach ludzkiego życia. To rozróżnienie pozostaje dla niego kluczowe, zwłaszcza ze względu na uderzający spokój obrazu w porównaniu z chaosem i grozą tamtego dnia. Choć „The Falling Man” nadal pozostaje jednym z najtrudniejszych obrazów związanych z 11 września, za tym kadrem kryje się prawdziwe życie, rodzina i człowiek, którego bliscy wciąż noszą w sercach jego pamięć.