Spis treści
- Aktywiści chcą odwołać władze Warszawy
- Referendum w Warszawie: zebrano 67 tysięcy podpisów
- Referendum odwołujące prezydenta Warszawy wymaga 132 tysięcy głosów
- Mieszkańcy Warszawy zbierają podpisy w domach
- Referendum w Warszawie: 100 tysięcy kart w skrzynkach na listy
- Wysoka frekwencja warunkiem sukcesu referendum w Warszawie
- Warszawa pamięta referendum w sprawie Hanny Gronkiewicz-Waltz
Aktywiści chcą odwołać władze Warszawy
W stolicy nieprzerwanie trwa inicjatywa mająca na celu doprowadzenie do głosowania nad dymisją obecnego zarządu miasta.
Inicjatorzy akcji zgromadzili do tej pory 67 tysięcy deklaracji i planują do końca września przekroczyć barierę 100 tysięcy. Aby jednak cała procedura mogła w ogóle wystartować, wymagane jest dostarczenie około 132 tysięcy poprawnie złożonych autografów.
Referendum w Warszawie: zebrano 67 tysięcy podpisów
Przedstawiciele Stołecznej Operacji Referendalnej zainaugurowali swoją działalność 30 lipca, a czas na działanie mają wyłącznie do 28 września.
Główny pomysłodawca akcji, Maciej Wilk, przekazał informację, że w ciągu pierwszych trzydziestu dni udało się przekonać 67 tysięcy osób. Organizatorzy postawili sobie ambitny cel zgromadzenia 100 tysięcy deklaracji do końca września.
Taka liczba wciąż jednak nie daje gwarancji rozpoczęcia referendalnej procedury.
Referendum odwołujące prezydenta Warszawy wymaga 132 tysięcy głosów
Przepisy mówią wprost, że pomysłodawcy muszą zyskać aprobatę minimum 10 procent mieszkańców posiadających prawo głosu na terenie miasta. W przeliczeniu daje to obecnie pulę rzędu 132 tysięcy podpisów, choć ostateczną wartość precyzyjnie wyliczy dopiero komisarz wyborczy.
Inicjatorów czeka więc gigantyczne wyzwanie organizacyjne. Z tego powodu nie ograniczają się wyłącznie do nagabywania przechodniów na stołecznych ulicach.
Mieszkańcy Warszawy zbierają podpisy w domach
Lider inicjatywy Maciej Wilk podkreśla rosnącą rolę oddolnego zaangażowania warszawiaków. Działacze obecni są w każdej z dzielnic, gdzie wręczają chętnym puste formularze, by ci mogli pozyskiwać poparcie w gronie swoich najbliższych bliskich i przyjaciół.
Jak wynika z szacunków koordynatorów, w jednym z minionych tygodni przeszło 30 procent nowych deklaracji spłynęło z innych źródeł niż standardowe uliczne punkty.
W obiegu na terenie całego miasta funkcjonuje aktualnie powyżej 20 tysięcy papierowych formularzy. Dodatkowo prawie 5 tysięcy razy internauci pobrali wirtualny plik PDF z oficjalnej witryny inicjatorów.
Referendum w Warszawie: 100 tysięcy kart w skrzynkach na listy
Planowane jest jeszcze intensywniejsze dotarcie do lokalnych społeczności na osiedlach. Aktywiści zapowiedzieli rozniesienie aż 100 tysięcy druków wraz z dokładnymi wytycznymi dotyczącymi ich prawidłowego wypełniania.
Te pakiety wylądują bezpośrednio w oddawczych skrzynkach pocztowych mieszkańców między innymi Gocławia, Grochowa, Bródna, Tarchomina oraz Starej Pragi.
Swoje poparcie można wciąż wyrazić na tradycyjnych stoiskach lub bezpośrednio u działaczy, którzy wyróżniają się w tłumie dzięki pomarańczowym czapkom i kamizelkom. Formularz można również samodzielnie wydrukować z sieci, uzupełnić i wysłać tradycyjną pocztą lub zanieść osobiście do głównego biura SOR.
Wysoka frekwencja warunkiem sukcesu referendum w Warszawie
Nawet w przypadku skompletowania gigantycznej liczby niezbędnych zgłoszeń, ewentualne usunięcie obecnego zarządu miasta to niezwykle skomplikowany proces.
Zgodnie z prawem, plebiscyt będzie wiążący wyłącznie w sytuacji, gdy do urn pofatyguje się odpowiednia liczba uprawnionych. W stolicy próg ten ustalono na poziomie trzech piątych frekwencji z poprzednich wyborów samorządowych, co w praktyce oznacza konieczność mobilizacji około 450 tysięcy mieszkańców.
Wynika z tego, że samo doprowadzenie do głosowania absolutnie nie gwarantuje wiążącego rozstrzygnięcia.
Warszawa pamięta referendum w sprawie Hanny Gronkiewicz-Waltz
Mieszkańcy stolicy mieli już w przeszłości do czynienia z podobną procedurą wymierzoną w osobę zarządzającą miastem.
Jesienią 2013 roku odbyło się głosowanie nad skróceniem kadencji ówczesnej prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Pomysłodawcy akcji punktowali wtedy liczne usterki w działaniu transportu publicznego, rosnące koszty biletów, bałagan przy odbiorze odpadów oraz ślimaczące się prace nad kluczową infrastrukturą, w tym Mostem Północnym i drugą linią metra.
Tamto podejście zakończyło się jednak fiaskiem ze względu na zbyt małe zainteresowanie. Zagłosowało ledwie 25,66 procent uprawnionych obywateli, a ówczesne przepisy wymagały przekroczenia bariery 30 procent.
Obecnie aktywiści pragną powtórzyć ten scenariusz i zorganizować nowe głosowanie. Jak dotąd dysponują pakietem 67 tysięcy podpisów, więc do osiągnięcia celu brakuje im jeszcze mniej więcej 65 tysięcy nazwisk.