Wiceszef MON: polskie F-16 przechwyciły rosyjskie Su-30

2026-04-24 18:45

Piloci polskich F-16 eskortowali dwa rosyjskie samoloty wojskowe nad wodami Morza Bałtyckiego. Interwencja miała miejsce w międzynarodowej przestrzeni powietrznej, a powodem akcji był brak sygnałów nawigacyjnych ze strony intruzów. Komunikat o operacji przekazał wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk.

Cezary Tomczyk

i

Autor: Tomasz Nowociński/Super Express & Marek Kudelski/Super Express
Radio ESKA Google News
  • Nasze wojskowe F-16 musiały interweniować wobec dwóch rosyjskich maszyn typu Su-30, które poruszały się w międzynarodowej strefie nadbałtyckiej bez odpowiedniej sygnalizacji radarowej.
  • Wiceszef resortu obrony wskazał na pełną mobilizację Paktu Północnoatlantyckiego w obliczu tego typu zdarzeń, traktując zachowanie pilotów z Rosji jako celową próbę sił.
  • Celowe wyłączanie systemów lokalizacyjnych przez wschodniego sąsiada ma za zadanie sprawdzić czujność obrony przeciwlotniczej Zachodu, a przy okazji naraża na niebezpieczeństwo rejsy pasażerskie.
  • Zastanawiające pozostaje to, czy obecna taktyka stanowi wyłącznie rutynowe ćwiczenia, czy zapowiada poważniejsze perturbacje w obszarze europejskiego bezpieczeństwa.

W piątkowe popołudnie doszło do niebezpiecznie wyglądającej sytuacji nad wodami Morza Bałtyckiego z udziałem polskich lotników. W ramach błyskawicznej reakcji nasze rodzime myśliwce pełniące dyżur bojowy zostały wysłane na spotkanie rosyjskim samolotom wielozadaniowym Su-30, które wleciały w neutralną przestrzeń. Informację o pomyślnym zidentyfikowaniu obcych jednostek udostępnił w pierwszej kolejności Cezary Tomczyk, sprawujący funkcję wiceministra obrony narodowej w polskim rządzie.

W opublikowanym w serwisie X (dawniej Twitter) oświadczeniu polityk zwrócił szczególną uwagę na to, że struktury NATO są bez przerwy przygotowane na odpieranie podobnych prowokacji, podkreślając przy okazji wysoką sprawność naszych procedur.

Szerszy kontekst operacji przybliżyło niedługo potem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. Z oficjalnego komunikatu wojskowego wynika, że polscy lotnicy zbliżyli się na odległość umożliwiającą wzrokową identyfikację intruzów. Mundurowi zaznaczyli stanowczo, że incydent ograniczył się wyłącznie do wód międzynarodowych i granice Rzeczypospolitej Polskiej pozostały bezpieczne, co potwierdza rutynowy charakter działań nadzorczych w regionie.

Rosyjskie Su-30 znikają z cywilnych radarów

Myśliwce z Federacji Rosyjskiej poruszały się w powietrzu bez aktywnych systemów lokalizacyjnych i nie przekazały wcześniej żadnych informacji o planowanej trasie. Tego typu zachowanie nie jest błędem załogi, lecz od lat powtarzaną praktyką tamtejszych sił zbrojnych. Dezaktywacja transpondera, który normalnie automatycznie wysyła dane identyfikacyjne, powoduje, że wojskowy statek powietrzny znika z ekranów stacji obsługiwanych przez kontrolerów cywilnych, co bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu komercyjnych lotów pasażerskich w tej części Europy.

Eksperci od wojskowości oraz politycy nie mają wątpliwości co do rzeczywistych intencji Kremla. Kiedy w kwietniu bieżącego roku doszło do niezwykle podobnego przechwycenia samolotu zwiadowczego Ił-20, obecny wicepremier i szef resortu obrony Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił tę sytuację następująco:

„prowokacyjne działania Federacji Rosyjskiej testują nasze systemy obrony powietrznej”.

Powyższa ocena pozostaje aktualna również i teraz, ponieważ powtarzające się incydenty powietrzne mają na celu głównie zbadanie refleksu jednostek szybkiego reagowania Sojuszu, nieustannie zmuszając europejskich partnerów do włączania się w eskortowanie niechcianych gości nad Bałtykiem.

Każde wykrycie nieznanego obiektu oznacza błyskawiczne wdrożenie rygorystycznych procedur bezpieczeństwa wojskowego. System natychmiast wysyła w powietrze dyżurujące myśliwce, których głównym zadaniem jest doścignięcie nierozpoznanej maszyny i asystowanie jej w drodze powrotnej, aż intruz całkowicie opuści kontrolowany sektor bez wywoływania eskalacji.

Polskie F-16 w odpowiedzi na serię prowokacji

Piątkowa interwencja naszych lotników stanowi zaledwie fragment znacznie szerszej układanki i długotrwałej kampanii wymierzonej w cierpliwość zachodnich sąsiadów. Lotnictwo podległe dowództwu w Moskwie cyklicznie sprawdza szczelność wschodniej flanki NATO, ignorując wszelkie cywilne zasady lotniczej komunikacji i stwarzając znaczne zagrożenie nad akwenem Morza Bałtyckiego. Bliźniacza sytuacja miała miejsce na początku kwietnia, gdy polskie załogi wytyczały kurs rosyjskiemu samolotowi zwiadowczemu Ił-20, co było szeroko komentowane przez zagraniczne media.

Częstotliwość tak ryzykownych operacji w ostatnich miesiącach może budzić uzasadniony niepokój wśród obywateli. Jeszcze minionej jesieni Dowództwo Rodzajów Sił Zbrojnych zawiadamiało o trzech niemal identycznych przypadkach zanotowanych na przestrzeni raptem jednego tygodnia. To doskonale zaplanowana metoda działania, stworzona w jednym celu, by utrzymywać zachodnie siły powietrzne w ciągłym napięciu i wymuszać na załogach permanentną gotowość do nagłego startu.

W odpowiedzi na to nieustanne ryzyko z powodzeniem funkcjonuje unikalna operacja NATO Baltic Air Policing, w której polskie lotnictwo bierze bardzo aktywny udział. W ramach tego sojuszniczego paktu, wyznaczone jednostki z wielu państw pełnią wspólną wartę nad terytorium krajów nadbałtyckich. Jak rzetelnie przypominają nasi dowódcy, każdorazowe przechwycenie obcej maszyny to absolutnie standardowy środek prewencyjny, mający na celu skuteczną i wczesną identyfikację obiektów ewidentnie lekceważących międzynarodowe prawo lotnicze.

QUIZ PRL. Czy się stoi, czy się leży, trzy tysiące się należy? Tak pracowano w PRL-u
Pytanie 1 z 15
Jak brzmiało słynne powiedzenie o pracy w PRL z końca lat 60. XX wieku?
QUIZ PRL. Czy się stoi, czy się leży, trzy tysiące się należy. Tak pracowano w PRL-u