Spis treści
- Władysław Kosiniak-Kamysz reaguje na nadanie jednostce imienia Bohaterów UPA
- Szef MON o UPA: To uderzenie w pamięć o zamordowanych Polakach
- Polskie MSZ krytykuje dekret Wołodymyra Zełenskiego o UPA
- Andrij Sybiha apeluje o spokój. Kijów odrzuca oskarżenia
- Historia znów dzieli oba kraje w dobie rosyjskiej inwazji
- Przywódca państwa ukraińskiego Wołodymyr Zełenski zdecydował o przyznaniu specjalnej formacji zbrojnej tytułu „imienia Bohaterów UPA”.
- Sprawa dotyczy konkretnie Odrębnego Centrum Operacji Specjalnych „Północ”.
- Resort polskiej dyplomacji wyraził zdecydowanie krytyczne stanowisko wobec działań Kijowa.
- Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział szybką reakcję i podjęcie stosownych rozmów z partnerami z Ukrainy.
- Dyplomaci z Kijowa argumentują z kolei, że ich posunięcie w żadnym wypadku nie miało na celu urazić obywateli Polski.
Władysław Kosiniak-Kamysz reaguje na nadanie jednostce imienia Bohaterów UPA
Wicepremier polskiego rządu zareagował na kontrowersyjny krok władz w Kijowie, który błyskawicznie spotkał się z ogromnym oburzeniem nad Wisłą. Problem stanowi uhonorowanie jednego z wojskowych oddziałów Ukrainy patronatem „imienia Bohaterów UPA”. Dla naszych rodaków to niezwykle wrażliwy i trudny temat, ponieważ Ukraińska Powstańcza Armia ponosi bezpośrednią winę za brutalne mordowanie polskiej ludności, a przede wszystkim za zorganizowanie rzezi wołyńskiej. Minister obrony narodowej poinformował przy tym, że odpowiednia nota z naszym stanowiskiem trafiła już na biurko szefa ukraińskiego resortu obrony.
Hejt na córkę Nawrockiego nie ujdzie płazem? Prokuratura działa za granicą
„Jestem w kontakcie z ministrem obrony Ukrainy, przekazałem mu nasze stanowisko ws. nadania jednej z jednostek wojskowych imienia UPA. Zrobię wszystko, by ta decyzja została zmieniona. Stawiamy sprawę bardzo jasno” – oświadczył Władysław Kosiniak-Kamysz.
„Polska pomoc dla Ukrainy nie oznacza, że Polska zapomniała o Wołyniu. Oznacza, że mimo tej tragicznej pamięci potrafiliśmy stanąć po stronie narodu napadniętego przez Rosję. Tym bardziej mamy prawo oczekiwać, że Ukraina uszanuje polską pamięć” – zaznaczył szef MON.
„Nie chodzi o upokorzenie Ukrainy. Chodzi o gest dojrzałości, odpowiedzialności i szacunku wobec narodu, który w momencie najtrudniejszym stanął przy Ukrainie. Polska pozostanie po stronie Ukrainy w walce z rosyjskim imperializmem. Ale prawdziwa przyjaźń wymaga prawdy” – podkreślił Kosiniak-Kamysz.
Szef MON o UPA: To uderzenie w pamięć o zamordowanych Polakach
Szef resortu obrony wyraźnie zaznaczył, że z perspektywy naszego kraju omawiany problem ma wymiar wykraczający poza samą historię, dotykając również fundamentów moralnych i politycznych. Według niego jakiekolwiek próby oddawania hołdu działaczom UPA są przez polskie społeczeństwo całkowicie odrzucane. Lider Polskiego Stronnictwa Ludowego zauważył ponadto, że tego typu działania uderzają w budowanie dobrych stosunków między oboma państwami. Chociaż od pierwszych dni rosyjskiej agresji jesteśmy kluczowym wsparciem dla ukraińskiego wojska, przekazując sprzęt i pomoc humanitarną, to nie ma z naszej strony przyzwolenia na kroki szargające pamięć o pomordowanych ofiarach.
„Dla Polaków UPA nie jest neutralnym symbolem walki o wolność. Dla Polaków UPA jest przede wszystkim symbolem zbrodni dokonanych na bezbronnych cywilach” – mówił szef MON.
Polskie MSZ krytykuje dekret Wołodymyra Zełenskiego o UPA
Początek dyplomatycznego zamieszania sięga oficjalnego postanowienia wydanego przez Wołodymyra Zełenskiego. Zgodnie z podpisanym dokumentem, to właśnie Odrębne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” funkcjonujące w ramach Sił Operacji Specjalnych zostało wyróżnione tytułem „imienia Bohaterów UPA”. W uzasadnieniu tamtejszych władz podkreślono, że celem takiego działania jest nawiązanie do dawnych tradycji ukraińskiego wojska narodowego, a także docenienie zaangażowania żołnierzy walczących o utrzymanie granic i wolności swojego kraju.
Próba takiego tłumaczenia nie spotkała się jednak w Warszawie z wyrozumiałością. Przedstawiciel naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór oświadczył, że polscy dyplomaci patrzą na ten ruch w sposób skrajnie krytyczny, ponieważ niszczy on dorobek dwustronnego dialogu i bezcześci pamięć pomordowanych.
Andrij Sybiha apeluje o spokój. Kijów odrzuca oskarżenia
Kijowskie władze stanowczo zaprzeczają, jakoby wspomniany dekret miał jakikolwiek antypolski charakter. Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha poprosił o ostudzenie nastrojów i rozpoczęcie merytorycznego dialogu, argumentując, że pogarszanie się relacji na linii Warszawa-Kijów przyniesie szkodę obydwu społeczeństwom.
Jak dodają tamtejsi urzędnicy, nowy patronat został wybrany na wyraźne życzenie samych wojskowych, pragnących nawiązać do historycznego oporu przeciwko imperializmowi Moskwy. Problem polega jednak na tym, że nad Wisłą Ukraińska Powstańcza Armia jednoznacznie kojarzy się z krwawymi czystkami etnicznymi.
Cała sytuacja stanowi więc gigantyczne wyzwanie dyplomatyczne. Z ukraińskiego punktu widzenia to budowanie tożsamości w czasach zbrojnego konfliktu, z kolei dla naszych obywateli to bolesne rozdrapywanie wyjątkowo tragicznych i krwawych blizn z przeszłości.
Historia znów dzieli oba kraje w dobie rosyjskiej inwazji
Wybór ukraińskiego patrona następuje w niezwykle wymagającym i wrażliwym momencie dziejowym. Choć polski rząd nieprzerwanie przekazuje pomoc obrońcom walczącym z siłami rosyjskimi, nierozwiązane zaszłości historyczne co jakiś czas wypływają na powierzchnię, momentalnie przeradzając się w dyplomatyczną awanturę.
Chociaż Władysław Kosiniak-Kamysz wypowiada się na ten temat w ostrych słowach, pozostawia przestrzeń do prowadzenia dalszych negocjacji. Minister nie szuka otwartego sporu, lecz dąży do korekty niefortunnej decyzji, oczekując od ukraińskich partnerów zrozumienia naszej bolesnej przeszłości.
Wybuch zamieszania dookoła gloryfikowania ukraińskiej armii powstańczej dowodzi, że samo przeciwstawianie się rosyjskiemu reżimowi nie wystarczy do zbudowania trwałego sojuszu. Wymagana jest również otwarta debata o dawnych ofiarach oraz kontrowersyjnych bohaterach, których kult jest dla sąsiada niedopuszczalny.