Polak uwięziony na pustyni w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. "Byliśmy jedynym samolotem"

2026-03-01 14:30

Lot z Malezji do Polski zamienił się w podróżniczy koszmar. Piotr Kwolek, pasażer lecący do Warszawy, wylądował na niewielkim lotnisku w pobliżu granicy z Omanem po tym, jak zamknięto przestrzeń powietrzną nad Bliskim Wschodem. W rozmowie z Radiem ESKA turysta opisał chaos, brak informacji i nerwowe oczekiwanie na powrót do kraju.

Lotnisko w Gdańsku. Port lotniczy im. Lecha Wałęsy

i

Autor: Monika Czekańska
  • Eskalacja napięcia na Bliskim Wschodzie spowodowała zamknięcie przestrzeni powietrznej, uziemiając tysiące podróżnych w portach takich jak Dubaj, Doha czy Bangkok.
  • Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza podróże w rejon konfliktu, potwierdzając blokadę nieba nad Iranem, Irakiem, Izraelem i ZEA.
  • Utrudnienia dotknęły również pasażerów PLL LOT, a jeden z samolotów lecących z Warszawy musiał zawrócić z trasy.
  • Warto zapoznać się z procedurami dotyczącymi odwołanych lotów oraz zasadami ubiegania się o zwrot poniesionych kosztów.

Dramatyczny zwrot akcji w drodze do Warszawy

Piotr Kwolek w rozmowie z Radiem ESKA opowiedział o nerwowych chwilach na pokładzie samolotu. Gdy maszyna zbliżała się do celu podróży i do lądowania pozostawały minuty, załoga przekazała pasażerom wiadomość, która całkowicie zmieniła przebieg ich trasy. Komunikat kapitana był dla wszystkich podróżnych ogromnym zaskoczeniem.

Chaos informacyjny i transport do hotelu

Sytuacja na ziemi okazała się równie skomplikowana, co w powietrzu. Jak relacjonuje podróżny, po wylądowaniu panowała duża dezinformacja. Decyzje podejmowano w pośpiechu, a pasażerowie nie otrzymywali jasnych komunikatów dotyczących dalszych kroków, ostatecznie trafiając autobusami do miejsc zakwaterowania.

„I stamtąd w zasadzie bez żadnej informacji zostaliśmy zapakowani do autobusów, cały samolot i przekierowani do hotelu” - powiedział.

Piotr Kwolek o kulisach podróży z Malezji

Turysta szczegółowo przedstawił plan swojej wycieczki, który został zrujnowany przez sytuację geopolityczną. Celem był powrót z Kuala Lumpur do Warszawy z międzylądowaniem w pobliżu Dubaju, jednak lotnisko tranzytowe wstrzymało operacje.

„My mieliśmy lot z Kuala Lumpur z Malezji do Warszawy z przesiadką w Szarży. W Szarży, zaraz obok Dubaju jest takie mniejsze lotnisko. I właśnie jak dolatywaliśmy, zostało nam tak naprawdę 45 minut lotu, no i wtedy właśnie dowiedzieliśmy, że Szarża nie funkcjonuje i zostaliśmy już wtedy przekierowani w trakcie lotu na to takie małe lotnisko i tam byliśmy jedynym samolotem, który wylądował” - mówił Kwolek.

Mniejsze lotnisko bezpieczniejszą opcją niż Dubaj

Mimo ogromnego stresu i niepewności, Kwolek dostrzega pewne pozytywy w swoim obecnym położeniu. Zauważa, że ich sytuacja jest paradoksalnie lżejsza niż pasażerów w wielkich hubach, gdzie tysiące ludzi koczują na terminalach w oczekiwaniu na jakiekolwiek wieści.

„Mamy o tyle szczęście, że właśnie my w tych mniej zatłoczonych miejscach jesteśmy, więc u nas tak naprawdę jest spokojnie. No nie to co w Dubaju, dochodzą mnie różne informacje, że tam jest właśnie bombowo” - stwierdził Kwolek.

Grupa Polaków rozważała alternatywną trasę przez Oman

W rozmowie z Radiem ESKA mężczyzna poinformował, że w hotelu przebywa z nim grupa rodaków z tego samego rejsu. Wspólnie zastanawiali się nad alternatywnymi rozwiązaniami, w tym wyjazdem drogą lądową przez Oman, jednak napływające informacje ostudziły te zamiary i wprowadziły dodatkowy niepokój.

„Utknęliśmy my i w tym hotelu również z tego samego lotu jest w zasadzie kilkunastu Polaków” - mówił.

„W nocy zrodził się taki pomysł, bo część Polaków przez Oman próbuje dotrzeć do kraju” - kontynuował.

„Dzisiaj doszły do nas informacje, że niektóre lotniska w Omanie również zostały potraktowane dronami" - powiedział. 

Niepewność co do czasu zakwaterowania

Polak opisał również kwestie logistyczne związane z przymusowym postojem. Pasażerowie nie zostali pozostawieni sami sobie, jednak nikt nie jest w stanie określić, jak długo potrwa ich pobyt. Początkowe zapewnienia o jednej dobie w hotelu szybko przestały być aktualne w obliczu zmieniającej się sytuacji w regionie.

„Dostaliśmy informację na check-in, że tylko na jeden dzień możemy się zabukować. Natomiast dzisiaj rano zszedłem do lobby i pani powiedziała, że mamy zapewniony hotel (…) ze śniadaniami do czasu kiedy otworzą przestrzeń powietrzną” - powiedział Piotr Kwolek w rozmowie dla Radia ESKA.

Stres związany z powrotem do Polski

W relacji nie zabrakło wątków osobistych. Przedłużający się pobyt generuje nerwy, ponieważ wielu podróżnych ma w kraju pilne zobowiązania i terminy, których nie mogą dotrzymać. Kwolek podkreśla jednak, że oddalenie od zatłoczonych centrów daje im chociaż odrobinę spokoju w tym trudnym czasie.

Polacy uwięzieni za granicą. Odwołane loty na Bliski Wschód, chaos na lotniskach

„Ja już muszę wracać do kraju. Także wolałbym już być w naszej zimniejszej Polsce (…) plus jest taki, że nie jesteśmy w Dubaju tylko oddalone o te 90 kilometrów (…) jest spokojniej” - relacjonował Piotr Kwolek.

Czy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest bezpiecznie?

Turysta odniósł się także do bezpośredniego zagrożenia w miejscu, w którym przebywa. Potwierdził, że w jego okolicy jest spokojnie i nie słychać żadnych odgłosów wybuchów ani działań militarnych, co jest istotną informacją dla rodzin martwiących się o bliskich.

„U nas jest totalnie spokojnie. (…) nie ma żadnych baz wojskowych, więc też Iran nie ma co bombardować” - powiedział Kwolek w rozmowie dla Radia ESKA.

Sonda
Czy obawiasz się podróży z przesiadką na Bliskim Wschodzie po zamknięciach przestrzeni powietrznej?