Spis treści
- Pełczyńska-Nałęcz o USA: „Uważa, że ma prawo ingerować”
- Rozmowa Trumpa z Kosiniakiem-Kamyszem. „To jest krok dalej”
- Mocne słowa Pełczyńskiej-Nałęcz: „Idźcie po prostu w cholerę”
- Co wiedziała Pełczyńska-Nałęcz po spotkaniu?
- Apel do prezydenta. „Polacy decydują”
- Pełczyńska-Nałęcz podsumowuje: „Poszło okrągłe zero działań”
Goszcząca w Porannej rozmowie RMF FM minister funduszy i polityki regionalnej przyznała, że strona amerykańska wykazywała chęć zmiany rządu w Warszawie, jednak skończyło się to na niczym. Na pytanie prowadzącego o próby ingerencji w polską politykę przez administrację Donalda Trumpa, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wprost potwierdziła te przypuszczenia. Dodała, że zjawisko to jest rzadkie, ale ostatecznie starania zagranicznych sojuszników zakończyły się całkowitym niepowodzeniem.
Pełczyńska-Nałęcz o USA: „Uważa, że ma prawo ingerować”
Przedstawicielka rządu zauważyła, że zjawisko to dotyczy nie tylko naszego kraju. Jej zdaniem obecna administracja Stanów Zjednoczonych rości sobie prawo do mieszania się w wewnętrzne kwestie wielu europejskich państw. Problem ten wykracza daleko poza granice Polski.
Minister przypomniała również, że sam Donald Trump nie stroni od jasnych deklaracji politycznych. Amerykański przywódca wielokrotnie, w sposób otwarty i bezceremonialny, stawał po jednej ze stron w wewnętrznych konfliktach politycznych w niemal każdym kraju w Europie.
Rozmowa Trumpa z Kosiniakiem-Kamyszem. „To jest krok dalej”
Kluczowym wątkiem rozmowy było rzekome spotkanie amerykańskiego prezydenta z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Dziennikarz RMF FM zauważył, że publiczne sympatie to jedno, ale bezpośrednie naciski na zmianę koalicji rządzącej podczas oficjalnych rozmów to zupełnie inna sprawa.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zgodziła się, że takie zachowanie to przekroczenie kolejnych dopuszczalnych granic w dyplomacji.
Minister oceniła, że wzywanie na rozmowę wicepremiera po to, by sugerować mu polityczne roszady, to wyraźny krok za daleko ze strony sojusznika.
Swoją myśl podsumowała stwierdzeniem, że w takich momentach prezydent Stanów Zjednoczonych zaczyna postrzegać siebie jako absolutnego władcę świata.
Mocne słowa Pełczyńskiej-Nałęcz: „Idźcie po prostu w cholerę”
Pytana o to, jak politycy nad Wisłą powinni reagować na podobne naciski z zewnątrz, minister odpowiedziała bardzo stanowczo. Jej zdaniem jedyną słuszną postawą polskiego patrioty jest kulturalne, ale dosadne odrzucenie takich propozycji.
Sprecyzowała od razu, że skład rządu w Polsce ustala się wyłącznie przy urnach wyborczych. Zaznaczyła, że nikt z zewnątrz – nawet najbliższy sojusznik, jakim są USA – nie ma prawa dyktować nam, kto ma sprawować władzę.
Co wiedziała Pełczyńska-Nałęcz po spotkaniu?
Podczas wywiadu zapytano również, jak zareagował lider PSL po rzekomej rozmowie i czy koalicjanci zostali o niej poinformowani. Minister uniknęła oceniania zachowania wicepremiera, jednak wyjawiła, że informacje o tym wydarzeniu dotarły do niej bardzo szybko. Potwierdziła, że Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał ustalenia swoim politycznym partnerom.
Według Pełczyńskiej-Nałęcz, w całej sprawie nie ma znaczenia, kiedy informacje przedostały się do opinii publicznej. Kluczowym problemem jest sam fakt prób ingerencji Amerykanów w suwerenność wewnętrzną Polski.
Apel do prezydenta. „Polacy decydują”
W trakcie audycji padły również mocne słowa skierowane do Andrzeja Dudy. Minister ostrzegła przed wykorzystywaniem poparcia z zewnątrz do budowania własnej pozycji na polskim podwórku politycznym.
Zaznaczyła, że żaden polityk nie powinien wzmacniać swojej władzy poprzez pozwalanie obcym mocarstwom na układanie sceny politycznej nad Wisłą. Podkreśliła, że fundamentem suwerenności jest to, że to obywatele decydują o kształcie rządów w Polsce.
Pełczyńska-Nałęcz podsumowuje: „Poszło okrągłe zero działań”
Na zakończenie dyskusji minister postawiła sprawę jasno: jakiekolwiek amerykańskie sugestie nie przyniosły w Polsce żadnego rezultatu.
Zapewniła, że nikt w kraju nie potraktował obcych podpowiedzi poważnie i nie zgodzono się na to, by zewnętrzne siły decydowały o układzie rządzącym.
Dodała kategorycznie, że nikt nie posiada prawa do takich ingerencji, a polityczne życzenia Waszyngtonu nie wywołały absolutnie żadnych działań.
Cała wypowiedź Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz to stanowczy sprzeciw wobec prób wpływania przez USA na polską koalicję, przy jednoczesnym zapewnieniu, że rzekome namowy wobec Władysława Kosiniaka-Kamysza okazały się w pełni bezskuteczne.