Nowe kulisy akcji w mieszkaniu rodziny prezydenta. Padły słowa o dzieciach

2026-05-24 14:45

Pojawiły się nowe szczegóły dotyczące interwencji służb w domu rodzinnym prezydenta Karola Nawrockiego. Po niedzielnej odprawie przedstawiciele MSWiA i Państwowej Straży Pożarnej wyjaśnili, co miało poprzedzić decyzję o wejściu do lokalu. Jak przekazał wiceszef MSWiA Czesław Mroczek, służby otrzymały dwa zgłoszenia. Pierwsze dotyczyło pożaru i zagrożenia życia dzieci, drugie — zatrzymania krążenia.

Karol Nawrocki

i

Autor: KGPSP/x.com, Gadomski Marcin / Super Express Karol Nawrocki
  • Służby miały otrzymać dwa zgłoszenia dotyczące mieszkania rodziny prezydenta.
  • Pierwsze mówiło o pożarze i zagrożeniu życia dzieci.
  • Drugie, przekazane po około 15 minutach, dotyczyło zatrzymania krążenia.
  • Przed wejściem do mieszkania służby próbowały skontaktować się z osobami w lokalu.
  • Po sprawdzeniu mieszkania okazało się, że alarmy były fałszywe.

Dwa zgłoszenia przed wejściem służb do mieszkania

Po niedzielnej odprawie służb ujawniono nowe okoliczności interwencji w domu rodzinnym prezydenta Karola Nawrockiego. Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek przekazał, że służby nie działały po jednym sygnale, ale po dwóch zgłoszeniach, które wskazywały na możliwe zagrożenie życia.

Pierwsze zgłoszenie miało dotyczyć pożaru oraz dzieci, które według informacji przekazanej służbom mogły znajdować się w środku.

„To zgłoszenie dotyczyło pożaru i zagrożenia życia dzieci w lokalu. To zgłoszenie otrzymały trzy służby: państwowy system ratownictwa medycznego, straż pożarna i policja, i wszystkie trzy służby zadysponowały swoje siły na miejsce” — przekazał wiceszef MSWiA.

Jak wynika z relacji Mroczka, po kilkunastu minutach pojawiło się kolejne zgłoszenie. Tym razem informacja była jeszcze poważniejsza, bo dotyczyła zatrzymania krążenia dzieci, które rzekomo miały być w lokalu.

„Po otrzymaniu drugiego zgłoszenia 15 minut później, mówiącego o zatrzymaniu krążenia tych dzieci, które tam się znajdowały, kierujący działaniami ratowniczymi podjął decyzję o wejściu do lokalu” — powiedział Czesław Mroczek.

MSWiA zapowiada konsekwencje. „Sprawcy nie pozostaną bezkarni”

Wiceminister MSWiA podkreślił, że osoby odpowiedzialne za fałszywe zgłoszenia mają zostać ustalone i pociągnięte do odpowiedzialności.

Chorosińska znów przy Łatwogangu. Ten temat już raz ją sparzył

„Sprawcy tych zdarzeń nie pozostaną bezkarni” — zaznaczył Czesław Mroczek po odprawie służb.

Przedstawiciele resortu wyjaśniali również, że lokal, w którym doszło do interwencji, jest zamieszkany przez rodzinę prezydenta i nie podlega ochronie Służby Ochrony Państwa. Działania ratowników, strażaków i policji miały więc przebiegać według standardowych procedur stosowanych przy zgłoszeniach o możliwym zagrożeniu zdrowia lub życia.

Przed wejściem do lokalu były próby kontaktu

Jednym z kluczowych elementów nowych wyjaśnień są informacje o tym, że służby próbowały wcześniej ustalić, czy ktoś znajduje się w środku. Jak podkreślił Mroczek, próby kontaktu były podejmowane jeszcze przed decyzją o wejściu do mieszkania.

„Oczywiście były podejmowane próby kontaktu. Tych prób było wiele” — powiedział wiceszef MSWiA.

Szczegóły samej akcji przedstawił także nadbryg. Wojciech Kruczek, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej. Z jego relacji wynika, że strażacy nie mogli skontaktować się z osobami wewnątrz lokalu, ale jednocześnie nie widzieli oznak pożaru.

„Po pierwsze przez domofon nie było kontaktu z osobami wewnątrz. Po drugie, nie było żadnych oznak pożaru, nie było zadymienia ani wewnątrz obiektu, ani na zewnątrz obiektu” — powiedział nadbryg. Kruczek.

Strażacy sprawdzali mieszkanie z balkonu

Komendant główny PSP przekazał, że strażacy próbowali zweryfikować sytuację również z zewnątrz. Weszli na balkon, aby sprawdzić, czy w mieszkaniu widać zadymienie.

„Weszliśmy na balkon, żeby zweryfikować przez okno również kwestie zadymienia wewnątrz obiektu. Jedno z okien było przejrzyste, można było zobaczyć, że obiekt wewnątrz nie jest zadymiony. Drugie okno było od wewnątrz zaklejone folią, stąd było ograniczenie widoczności” — relacjonował nadbryg. Wojciech Kruczek.

Jak wyjaśnił, sytuacja zmieniła się po kolejnym zgłoszeniu. Nie chodziło już tylko o możliwy pożar, ale o informację, że pod tym samym adresem może znajdować się osoba wymagająca natychmiastowej pomocy medycznej.

„Po 15 minutach kolejna karetka, kolejny ZRM przyjechał na miejsce zdarzenia ze względu na kolejne zgłoszenie o zatrzymaniu funkcji życiowych pod tym samym adresem” — wyjaśnił komendant główny PSP.

Wtedy zapadła decyzja, by wejść do środka i sprawdzić, czy w mieszkaniu nie ma osoby potrzebującej pomocy.

— Kierujący zespołem ratowniczym zdecydował, by „wejść do lokalu i zweryfikować, czy nie ma tam osoby, która potrzebuje pomocy medycznej, już abstrahując od kwestii związanych z zagrożeniem pożarowym” — przekazał nadbryg. Kruczek.

Alarmy okazały się fałszywe

Nowe informacje rzucają więcej światła na przebieg interwencji. Z relacji przedstawicieli MSWiA i PSP wynika, że decyzja o wejściu do mieszkania zapadła po dwóch zgłoszeniach dotyczących możliwego zagrożenia życia dzieci. Jednocześnie służby wskazują, że przed wejściem próbowały nawiązać kontakt z osobami w lokalu i sprawdzić, czy rzeczywiście występuje zagrożenie pożarowe.

Po sprawdzeniu mieszkania okazało się, że zgłoszenia były fałszywe. Sprawa jest wyjaśniana, a MSWiA zapowiada, że osoby stojące za alarmami nie unikną odpowiedzialności.

Polityka SE Google News
Express Biedrzyckiej - WSTĘP
Sonda
Czy służby powinny wejść do mieszkania po zgłoszeniu o zagrożeniu życia dzieci?