Do szeroko komentowanej akcji funkcjonariuszy doszło we Wszystkich Świętych przy ulicy Fosa na warszawskim Służewiu, a uczestnikiem zajścia okazał się mąż popularnej dziennikarki Danuty Holeckiej. Mundurowi mieli zareagować, gdy kierowca zignorował znak zakazu ruchu, który wprowadzono tymczasowo w okolicach nekropolii. Jak informuje Komenda Stołeczna Policji, sytuacja zaogniła się w momencie, gdy mężczyzna nie chciał pokazać dokumentów i podać danych osobowych, przez co ostatecznie został skuty kajdankami i zaprowadzony do radiowozu.
Jak nieoficjalnie ustalił portal Onet, od samego początku działań kierowca traktował mundurowych z lekceważeniem, nie chciał z nimi rozmawiać, rzucał obelgi i usiłował wyminąć patrol. Brak reakcji na polecenia dotyczące wylegitymowania się oraz podjęcia współpracy zakończył się fizycznym ujęciem mężczyzny przez policjantów. Sam moment zakładania kajdanek uwieczniła ekipa stacji TV Republika, którą według doniesień wezwała na miejsce osobiście Danuta Holecka, a wideo błyskawicznie stało się viralem w sieci.
W rozmowie z Onetem komisarz Jacek Wiśniewski ze stołecznej komendy potwierdził skierowanie do sądu wniosku o ukaranie uczestnika interwencji. Dokument dotyczy dwóch wykroczeń z Kodeksu Wykroczeń, czyli zignorowania znaku drogowego z art. 92 § 1 oraz niepodania danych uprawnionym służbom z art. 65. W trakcie czynności zatrzymany poskarżył się na pogorszenie samopoczucia, ale wezwani na miejsce ratownicy medyczni po przebadaniu go nie wykryli żadnych problemów zdrowotnych, a sam badany nie zgodził się na przewiezienie do szpitala.
Dziennikarzom wspomnianego wyżej portalu udało się w końcu porozmawiać z Krzysztofem Duninem-Holeckim. Mężczyzna odniósł się do całego zdarzenia w niezwykle zwięzły sposób, stwierdzając:
Nie będę się wypowiadał w tej sprawie. Odpowiem jednym słowem: ustawka"