Kosiniak-Kamysz czeka na ruch Donalda Trumpa. Ważą się losy tysięcy żołnierzy

2026-04-10 8:54

Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wyraża silną nadzieję na rozbudowę amerykańskiego kontyngentu wojskowego na terytorium Polski, zaznaczając, iż plany te nie zależą od napięć bliskowschodnich. Warszawa od dłuższego czasu zabiega o większą obecność sił USA na wschodniej flance NATO, o czym dyskutowali ostatnio generałowie Wiesław Kukuła i Christopher Donahue. W tle pojawiają się jednak ostre słowa Donalda Trumpa wymierzone w sojuszników, co stawia pod znakiem zapytania ostateczny kształt transatlantyckiej współpracy obronnej.

  • Szef resortu obrony liczy na powiększenie amerykańskiego garnizonu w naszym kraju, odcinając ten proces od wydarzeń na Bliskim Wschodzie.
  • Wicepremier akcentuje, że dialog o wzmocnieniu potencjału USA w Polsce toczy się od dawna i stanowi oddzielną kwestię od konfliktów w innych rejonach globu.
  • Generał Wiesław Kukuła ze Sztabu Generalnego odbył konsultacje z generałem Christopherem Donahue, dowodzącym siłami lądowymi USA w Europie, poruszając temat rozbudowy kontyngentu i wzmocnienia flanki.
  • Donald Trump bierze pod uwagę wycofanie swoich jednostek ze Starego Kontynentu lub relokację ich do państw takich jak Litwa, Rumunia czy Polska, co miałoby stanowić formę sankcji za brak wsparcia w sporze z Iranem.

Wicepremier w rozmowie z dziennikiem „Rzeczpospolita” skomentował prasowe doniesienia, w tym publikacje „Wall Street Journal”, o planowanych roszadach w amerykańskich siłach zbrojnych w Europie. Szef resortu obrony zachowuje optymizm i przekonuje, że polski rząd twardo liczy na dalszą rozbudowę wojskowego zaangażowania Waszyngtonu. Polityk podkreślił, że jest to przedsięwzięcie długoterminowe, całkowicie niezależne od bieżących napięć na terytorium Bliskiego Wschodu.

Szef MON wyraźnie zadeklarował, że Polska oczekuje większej liczby amerykańskich żołnierzy, bez względu na bliskowschodnie zawirowania. Uzasadnił to następującymi słowami:

„To sytuacja związana z rozmowami, jakie prowadzimy od dawna ze Stanami Zjednoczonymi. Po pierwsze, utrzymanie obecności. Po drugie, zabieganie o wzmocnienie tej obecności na wschodniej flance NATO. Nie łącząc tej sytuacji z tym, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, uważam, że ten proces nie jest zaburzony w żaden sposób. Bliski Wschód nie stoi nam na przeszkodzie w realizacji planu, który jest kreślony od kilkunastu miesięcy – dążenia do zwiększania obecności Amerykanów w Polsce”.

Aktualnie w naszym kraju przebywa od 8 do 10 tysięcy wojskowych ze Stanów Zjednoczonych. W stolicy Wielkopolski ulokowano wysunięte dowództwo V Korpusu USA, natomiast w zachodnich garnizonach stacjonują pododdziały amerykańskiej brygady pancernej. Kluczową instalacją obronną pozostaje również system tarczy antyrakietowej zlokalizowany w pomorskim Redzikowie. Powidz pełni funkcję bazy magazynowej dla amerykańskiego sprzętu brygadowego, co gwarantuje błyskawiczny przerzut sił w sytuacji zagrożenia. W Bolesławcu operuje z kolei wysunięte dowództwo szczebla dywizyjnego, kierujące działaniami większości amerykańskich formacji w Polsce i na flance wschodniej. Uzupełnieniem tego układu jest wielonarodowa grupa bojowa NATO w warmińsko-mazurskim Bemowie Piskim, gdzie główną siłę stanowią właśnie żołnierze z USA.

Słowa Donalda Trumpa budzą niepokój w NATO

Wypowiedzi Donalda Trumpa, regularnie krytykującego natowskich partnerów, wywołały uzasadnione obawy o trwałość sojuszu transatlantyckiego. Władysław Kosiniak-Kamysz skomentował ewentualne widmo opuszczenia paktu przez Stany Zjednoczone, zaznaczając, iż NATO nie ma racji bytu bez Waszyngtonu, ale amerykańska potęga militarna również potrzebuje tego sojuszu. Wicepremier ocenił tę retorykę słowami:

„Moim zdaniem jest to bardzo mocne naciąganie struny, ale nie do momentu, kiedy ona zostanie zerwana”.

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Agencję Reutera, Donald Trump prowadzi zakulisowe rozmowy ze swoimi doradcami na temat ewentualnego ściągnięcia części amerykańskich sił z Europy z powrotem do ojczyzny. Żadne ostateczne postanowienia jednak jeszcze w tej materii nie zapadły. Według doniesień agencji, powodem frustracji polityka jest rzekomy brak zaangażowania sojuszników w ochronę cieśniny Ormuz, a także fiasko jego pomysłu dotyczącego zakupu Grenlandii. Tego rodzaju debaty, choć nieoficjalne, dobitnie pokazują obecne napięcia w relacjach na linii Waszyngton-Europa.

Jeszcze w trakcie środowych rozmów Donalda Trumpa z nowym sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem, dziennik „Wall Street Journal” pisał o koncepcjach „ukarania” wybranych państw, takich jak Niemcy czy Hiszpania, poprzez przesunięcie ich garnizonów na wschodnią flankę, między innymi do Grecji, Rumunii, na Litwę czy do Polski. Jednakże raporty Reutera sugerujące całkowity powrót wojsk do Ameryki sprawiają, że ewentualne zyski dla Warszawy stają się mocno wątpliwe.

Należy pamiętać, że amerykański Kongres przyjął ustawę budżetową NDAA, która mocno ogranicza pole manewru w kwestii gwałtownego wycofywania oddziałów z terytorium Europy. Zapisy te wprost zakazują redukowania liczebności amerykańskiej armii na Starym Kontynencie poniżej pułapu 76 tysięcy żołnierzy na okres dłuższy niż 45 dni, dopóki dowództwo EUCOM i szefostwo Pentagonu nie przedstawią parlamentarzystom szczegółowych raportów merytorycznie uzasadniających tak radykalny krok.

Generał Wiesław Kukuła rozmawia z dowódcą USA o wschodniej flance

W czwartek 9 kwietnia doszło do ważnych konsultacji dowódczych. Szef Sztabu Generalnego WP generał Wiesław Kukuła spotkał się z generałem Christopherem Donahue, najwyższym dowódcą sił lądowych USA w Europie i Afryce. Jak oficjalnie przekazał polski Sztab Generalny, przedmiotem tych rozmów była kwestia rozszerzenia obecności amerykańskich żołnierzy w naszym kraju oraz kompleksowe ujęcie bezpieczeństwa całej wschodniej rubieży Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Wojskowi dyskutowali nad głównymi założeniami inicjatywy odstraszania na wschodniej flance (Eastern Flank Deterrence Initiative), której nadrzędnym celem jest permanentne wzmacnianie barier obronnych na granicach NATO. W trakcie spotkania poruszono również temat dalszej rozbudowy nowoczesnych zdolności operacyjnych, które mają gwarantować efektywne zniechęcanie potencjalnego agresora do ataku. O szczegółach poinformowano w oficjalnym komunikacie:

„Omówiono również rolę zdolności głębokiego rażenia (Deep Precision Strike) jako istotnego elementu odstraszania oraz zwiększonej obecności wojsk USA w Polsce” – podał SGWP.

Pełniący od 2024 roku funkcję Naczelnego Dowódcy Armii USA w Europie i Afryce oraz stojący na czele Dowództwa Sił Lądowych NATO generał Christopher Donahue odgrywa fundamentalną rolę w planowaniu amerykańskiej obrony na tym obszarze. Jego dotychczasowa ścieżka służbowa, obejmująca między innymi kierowanie 82. Dywizją Powietrznodesantową w trakcie ewakuacji z terytorium Kabulu, a także nadzorowanie jednostek tej samej dywizji stacjonujących w Rzeszowie tuż po ataku Rosji na Ukrainę, stanowi najlepszy dowód jego głębokiego zorientowania w kwestiach bezpieczeństwa naszej części Europy.

dr Bonikowska OSTRZEGA: TRUDNO SOBIE WYOBRAZIĆ, co Trump może jeszcze zrobić