Spis treści
- Finał Ligi Mistrzów na węgierskiej arenie zaczął się od szybkiego gola dla zespołu z Londynu, co od razu wywołało ogromną radość wśród ich sympatyków.
- Paryżanom udało się doprowadzić do remisu dzięki skutecznie wykonanej jedenastce, a o losach pucharu zadecydował mrożący krew w żyłach konkurs rzutów karnych.
- Sprawdź, kto stał się pierwszoplanową postacią finału, a czyj katastrofalny błąd przekreślił marzenia o zdobyciu prestiżowego trofeum!
Błyskawiczne uderzenie i udana odpowiedź paryżan
Mecz na szczelnie wypełnionym obiekcie w Budapeszcie wystartował od mocnego uderzenia. Już w szóstej minucie Kai Havertz błyskawicznie trafił do siatki, dając drużynie Arsenalu prowadzenie i ogromne nadzieje na ostateczny sukces. Zawodnicy z Londynu dyktowali warunki gry, a fani wpadali w szał radości.
Jednak ekipa Paris Saint-Germain absolutnie nie złożyła broni. Arbiter Daniel Siebert w 65. minucie podyktował rzut karny dla francuskiego zespołu. Do piłki podszedł Ousmane Dembele i ze stoickim spokojem pokonał bramkarza, wyrównując wynik, a tym samym dając kibicom z Paryża powody do głośnego świętowania. Od tej chwili rywalizacja stała się bardzo twarda, a zawodnicy obu stron nie odpuszczali na żadnym fragmencie boiska.
Trudna dogrywka i rzuty karne w wielkim finale
Podstawowe 90 minut nie wyłoniło zwycięzcy, podobnie jak dodatkowy czas gry, w którym opadający z sił zawodnicy mieli coraz większe trudności z realizacją założeń taktycznych. Rozstrzygnięcie finału Ligi Mistrzów musiało więc zapaść w bezwzględnym konkursie rzutów karnych.
Decydujące momenty i tragedia na jedenastym metrze
Seria jedenastek przyniosła gigantyczną dawkę nerwów. Oba zespoły znajdowały się pod potężną presją, a fani z każdym strzałem wstrzymywali oddech. Piłkarze Paris Saint-Germain zachowali jednak więcej zimnej krwi, trafiając pewnie do siatki. W kluczowym momencie do rzutu karnego podszedł zawodnik Arsenalu, Gabriel. Niestety dla sympatyków londyńskiego klubu, jego uderzenie było zupełnie nieudane.
Tym samym zawodnicy z Paryża wygrali w konkursie jedenastek 4:3, broniąc tym samym zdobyty rok wcześniej tytuł najlepszej drużyny w Europie. Dla zespołu z Londynu jest to potężny cios, a fani Kanonierów znów muszą przełknąć gorycz porażki w decydującym starciu. Zgromadzona w liczbie około 61 tysięcy publiczność w stolicy Węgier obserwowała wielką radość francuskiej ekipy i gigantyczny smutek londyńczyków.