Spis treści
Finałowe spotkanie Ligi Mistrzów w Budapeszcie przyniosło nie lada emocje, kończąc się serią rzutów karnych po wyrównanym meczu między Arsenalem a Paris Saint-Germain.
Arsenal dość wcześnie objął prowadzenie za sprawą bramki Havertza, ale PSG odpowiedziało skutecznym rzutem karnym, co sprawiło, że dogrywka okazała się niezbędna, jednak nie wyłoniła ostatecznego zwycięzcy.
Decydujący błąd w konkursie jedenastek ostatecznie przesądził o tym, że PSG obroniło prestiżowe trofeum, pozostawiając „Kanonierów” z głębokim niedosytem.
Od euforii do dramatu. Horror w Budapeszcie
Początek meczu był wręcz idealny dla londyńskiej ekipy. Już w 6. minucie Kai Havertz oddał potężny strzał, po którym kibice Arsenalu wpadli w euforię. Niemiecki zawodnik, pamiętający smak zwycięstwa w finale Ligi Mistrzów z czasów gry w Chelsea, zdawał się być na najlepszej drodze, by dać „Kanonierom” upragniony tytuł. Mimo że piłkarze PSG mieli przewagę w posiadaniu piłki oraz liczbie oddanych strzałów, to długo nie potrafili przełożyć tych statystyk na zmianę wyniku.
Druga połowa przyniosła jednak punkt zwrotny na korzyść paryżan. Sędzia podyktował rzut karny po przewinieniu na Chwiczy Kwaracchelii, a do piłki podszedł Ousmane Dembele. Zdobywca Złotej Piłki pewnym uderzeniem doprowadził do remisu. Choć obie drużyny stworzyły sobie jeszcze kilka okazji, dodatkowy czas gry nie wskazał triumfatora, zwiastując kibicom w Budapeszcie niesamowicie napiętą serię jedenastek.
Szalona radość i morze łez. Trener podrzucany w powietrzu!
Konkurs rzutów karnych często bywa sprawdzianem psychiki, a w tym przypadku nie było inaczej. Pierwszy pomylił się Eberechi Eze grający dla Arsenalu, ale David Raya chwilę później zatrzymał uderzenie Nuno Mendesa, przywracając równe szanse. Emocje rosły z każdym kolejnym strzałem, aż do momentu, gdy do piłki podszedł Gabriel, kluczowy obrońca Arsenalu w tym sezonie, który nie sprostał presji i przestrzelił nad bramką.
To pudło wywołało eksplozję radości wśród zawodników PSG, którzy wpadli sobie w ramiona, a po ich twarzach spływały łzy wzruszenia. Trener Luis Enrique, twórca tego historycznego osiągnięcia, był fetowany przez swoich graczy, którzy z entuzjazmem podrzucali go do góry. Z kolei zawodnicy Arsenalu padli na murawę, całkowicie załamani tym okrutnym rozstrzygnięciem.
- To niewiarygodne. Rok po roku. Od początku sezonu trener powtarzał nam, że wygrać jest trudno, a wygrać dwa razy z rzędu - jeszcze trudniej - mówił po meczu wzruszony kapitan PSG, Marquinhos.
Zwycięstwo to sprawiło, że PSG dołączyło do Realu Madryt jako drugi zespół, któremu udało się obronić tytuł w erze Ligi Mistrzów. Dla Arsenalu jest to natomiast niezwykle bolesna lekcja – pomimo tego, że zespół nie poniósł porażki w całym cyklu rozgrywek, ostatecznie kończy sezon bez najcenniejszego trofeum, co doskonale pokazuje nieprzewidywalność piłki nożnej.