Próba startu w przedterminowych wyborach na urząd prezydenta Krakowa zakończyła się niepowodzeniem dla reprezentanta Konfederacji. Okazało się, że Bartosz Bocheńczak nie zdołał zgromadzić wymaganej liczby ważnych podpisów. W swoim wpisie polityk zaznaczył, że bierze na siebie całą odpowiedzialność za ten obrót spraw. Zapewnił również, że nie ma zamiaru obwiniać innych ani szukać usprawiedliwień dla własnych błędów organizacyjnych.
Bocheńczak wyjaśnił, że uważał zebranie niemal 5000 podpisów za bezpieczną rezerwę. Przyznał jednak otwarcie, że to założenie okazało się błędne, a obowiązkiem sztabu była dokładniejsza weryfikacja poparcia przed jego złożeniem. Samokrytycznie podsumował, że zabrakło odpowiedniego zaangażowania na tym etapie, stwierdzając wprost: „Zawaliłem”.
Polityk zwrócił się również z przeprosinami do zaangażowanych w kampanię wolontariuszy, którzy pracowali przy zbiórce podpisów i dystrybucji materiałów. Nie zapomniał także o krakowianach, którzy udzielili mu poparcia, licząc na możliwość oddania na niego głosu podczas zbliżającego się głosowania.
Na niepowodzenie Bocheńczaka szybko zareagował Sławomir Mentzen, podejmując stanowcze kroki dyscyplinarne. Postanowił on zdymisjonować niedoszłego kandydata ze stanowiska prezesa struktur partii w krakowskim okręgu.
Przy całej mojej sympatii do Bartosza Bocheńczaka, podziwie dla wielkiego zaangażowania w kampanię w Krakowie, oraz wdzięczności za perfekcyjne wykonywanie funkcji szefa sztabu mojej kampanii prezydenckiej, nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji. Odwołuję Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawieszam wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich, oraz przekazuję ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę - przekazał na X Mentzen.
Warto odnotować, że inna frakcja na prawicy poradziła sobie z procesem rejestracji. Miejska Komisja Wyborcza w Krakowie dopuściła do startu Michała Klimka, który reprezentuje Konfederację Korony Polskiej.
Korwin-Mikke bezlitosny wobec dawnych kolegów
Porażka Bocheńczaka wywołała wesołość u Janusza Korwin-Mikkego. Polityk skwitował sprawę na platformie X krótkim „XD”, a następnie opublikował obrazek przedstawiający rechoczącego Ferdynanda Kiepskiego. W wywiadzie udzielonym portalowi Onet potwierdził, że grafika była jego autorskim komentarzem do krakowskich wydarzeń, nazywając je „poważnym wypadkiem przy pracy”. Pytany o ewentualną odpowiedzialność Mentzena uciął temat, twierdząc, że nie chce oceniać partii, do której już nie należy, choć przyznał, że taki incydent nie miał prawa się wydarzyć.