Spis treści
- Szef rządu Donald Tusk wezwał prezydenta Karola Nawrockiego do niezwłocznego złożenia podpisu pod regulacjami gwarantującymi niższe koszty tankowania.
- Przegłosowane przepisy nakładają specjalną daninę na nadmiarowe zyski przedsiębiorstw paliwowych, co ma zasilić program „Ceny Paliwa Niżej” kwotą rzędu czterech miliardów złotych.
- Głowa państwa wstrzymała już wcześniej analogiczną inicjatywę legislacyjną, dlatego ostateczny wpływ tych politycznych zmagań na portfele kierowców wciąż pozostaje pod znakiem zapytania.
Prezes Rady Ministrów nie zamierzał zwlekać ze swoim komunikatem do poniedziałku. Podczas sobotniej przechadzki wzdłuż ulicy Belwederskiej Donald Tusk zarejestrował krótki materiał wideo tuż przy siedzibie głowy państwa. W pewnej chwili szef rządu zwrócił się bezpośrednio do rezydującego tam prezydenta Karola Nawrockiego, nadając swojemu apelowi bardzo osobisty charakter.
To co, robimy? Te tańsze paliwa, tak? Czekam na podpis, panie prezydencie – powiedział Tusk.
Lider Platformy Obywatelskiej z uśmiechem na twarzy wzniósł trzymany w dłoni papierowy kubek w kierunku prezydenckiej rezydencji. Gotowy materiał filmowy natychmiast trafił na profile premiera w mediach społecznościowych, gdzie został uzupełniony wymownym dopiskiem „Czekamy na podpis!”.
Niezobowiązująca forma nagrania przykrywa niezwykle istotny temat, w którym stawką są ogromne publiczne pieniądze. W miniony czwartek izba wyższa parlamentu przyjęła bez żadnych poprawek ustawę wprowadzającą dodatkowe obciążenia dla spółek paliwowych. Projekt poparło pięćdziesięciu dziewięciu senatorów, a trzydziestu jeden wyraziło sprzeciw, dzięki czemu dokument czeka już tylko na ostateczną akceptację prezydenta.
Tusk naciska na Nawrockiego. Stawką są ceny paliw
Środki z nowej daniny mają stanowić główne źródło finansowania inicjatywy osłonowej znanej pod skrótem CPN, który rozwija się jako „Ceny Paliwa Niżej”. Przedstawiciele rządu zakładają, że obciążenie producentów oraz dystrybutorów paliw wygeneruje wpływy rzędu czterech miliardów złotych. Wiosną 2026 roku państwo korzystało już z identycznego mechanizmu wsparcia, który zakładał między innymi odgórne narzucenie maksymalnych stawek detalicznych na stacjach oraz okresową redukcję podatków. Wówczas koszty tych działań pochłonęły około 4,7 miliarda złotych.
Obecnie Rada Ministrów planuje powrót do sprawdzonych rozwiązań twardej interwencji rynkowej. Premier zadeklarował wprost, że wejście w życie nowej ustawy otworzy drogę do natychmiastowego wznowienia programu „Ceny Paliwa Niżej”. Właśnie ta zapowiedź zmotywowała Donalda Tuska do skierowania bezpośredniego, weekendowego apelu do Karola Nawrockiego.
Prezydent zablokował poprzedni projekt. Rząd podejmuje drugą próbę
Trwający spór o kształt polityki paliwowej ma jednak znacznie szerszy kontekst. Parlament przegłosował już wcześniej bardzo zbliżone przepisy, jednak w lipcu Karol Nawrocki zablokował ich wejście w życie, wysyłając dokument do Trybunału Konstytucyjnego. Prezydenccy urzędnicy argumentowali taką decyzję poważnymi wątpliwościami prawnymi, dotyczącymi przede wszystkim naruszenia fundamentalnej zasady niedziałania prawa wstecz.
Przedstawiciele koalicji rządzącej postanowili zmodyfikować założenia i ponownie przeprocedować ustawę przez obie izby. Zgodnie z nowymi zapisami podatek obejmie wyłącznie nadmiarowe zyski wypracowane w okresie od marca 2026 roku do marca 2027 roku. Pozyskane w ten sposób fundusze mają zagwarantować stabilność państwowych tarcz antykryzysowych, ale los całego przedsięwzięcia ponownie leży w rękach Karola Nawrockiego.
Program CPN kontra projekt PKN
Różnice zdań między Radą Ministrów a Pałacem Prezydenckim sprowadzają się do wyboru odpowiedniej metody walki z drożyzną na stacjach. Donald Tusk forsuje wznowienie inicjatywy „Ceny Paliwa Niżej” połączonej z opodatkowaniem koncernów, podczas gdy Karol Nawrocki promuje własną koncepcję o nazwie „Paliwo Kosztuje Normalnie”, czyli w skrócie PKN. Środowisko prezydenckie postuluje między innymi tymczasowe wykreślenie sprzedaży detalicznej paliw z podatku handlowego, elastyczne manipulowanie stawkami akcyzy oraz prawne zablokowanie wysokich marż narzucanych przez sprzedawców.
Żadne polityczne przepychanki nie zmieniają jednak brutalnej rynkowej rzeczywistości, która najbardziej uderza w zmotoryzowanych obywateli. Jak wynika z opublikowanych danych, za litr oleju napędowego trzeba zapłacić już ponad dziewięć złotych, a popularna benzyna Pb95 kosztuje powyżej ośmiu złotych. Kwestia prezydenckiego podpisu urosła więc do rangi kluczowego konfliktu na szczytach władzy, co lider koalicji postanowił przypomnieć głowie państwa podczas swojego nieformalnego spaceru.